Majowe i czerwcowe weekendy, przepełnione słońcem ale było tak duszno, że musieliśmy chować się do domu i przeczekać najgorętsze godziny. ,,Biegałam" z kozami, zabierając je w cień, to znów na powrót wracały na słoneczne pastwisko. Widziałam po nich, że są zadowolone. Niby jest fajnie, ciepło ale pogoda nie jest dobra. Powyżej 26*C (w cieniu) to kiepska pogoda do prac na świeżym powietrzu.
Obserwatorzy
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kozy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kozy. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 8 czerwca 2023
niedziela, 16 sierpnia 2020
Nowe pastwisko dla kóz / New pasture
W tym sezonie letnim wiele się dzieje w naszym mini gospodarstwie. Upały są tak wielkie, że zaczęliśmy kozy zaprowadzać na ,,drugie pole", na którym rosną drzewa i jest więcej cienia. Pomimo, że nie mogą tam swobodnie chodzić to widziałam, że są bardzo zadowolone. Przychodziłam do nich kilka razy w ciągu dnia aby sprawdzić czy wszystko w porządku i przestawić je na kolejne miejsce jak już zjadły chwasty.
Summer is very hot this year. Too hot! Our goats went to the other plot. There is more shade because there are trees and shrubs. The goats are very pleased.
wtorek, 26 maja 2020
Kacper i Kulka /Goat and puppy friendship
O tylu rzeczach chciałam napisać i jakoś tak uleciało. Przeminęło z wiatrem. Czasami mam jakiś pomysł, jakieś spostrzeżenie, albo coś się wydarzyło na działce i pomyślę sobie, że to fajny temat do opisania. I jak się nie napisze od razu to potem to ulatuje z głowy. Ale mam zdjęcia kóz... nie pamiętam już tej myśli wiodącej ale kozy to kozy. Kacperek na tym zdjęciu zrzuca zimowe futerko.
I had no idea what to write another post so I decided to write about our goat. His name is Kacper.
sobota, 11 stycznia 2020
Ciepły styczeń / Warm january
Cierpliwie czekam na wiosnę. Mamy styczeń, za chwilę będzie jego połowa a potem koniec i nadejdzie luty. Patrząc na zdjęcie obok to można śmiało powiedzieć, że nie tylko ja czekam. Chyba wszystkie zwierzaki czekają, mocno zaciekawione obecną zimą. Ten ,,podzębnik" (support for teeth) to ten sam misio, którego miała w dzieciństwie i który był podobnej wielkości co ona. Można zobaczyć zdjęcia tutaj.
We and our animals are waiting for spring. There is no snow and we do not miss him. Hens lay eggs. Goats graze in the meadow and we give them hay. It has been warm again for several days and there is no our cat named Kicia. I'm worried about her. Our little bitch named Kulka is growing and her teddy bear has become tiny with her and was so big. Kulka becomes a guard dog. We feel very good, we are healthy and our animals too. I have a new camera and I took the first photo with it - of course the bird is passer montanus. I hope that I can take many beautiful photos.
I cordially greet you.
czwartek, 23 maja 2019
Rogata ferajna
Dawno nie było o naszych wiejskich zwierzętach. Jak zawsze wiosną królują kwiatowe tematy i trudno się przez nie przebić jakąś inną myślą. A przecież i w ich cyklu życiowym i samej codzienności zmienia się tak jak w ludzkim świecie. Są radości, są smutki. Tak jak i my cieszą się wiosną i tym, że się zazielenia i pięknie rośnie niekoniecznie to samo co nas cieszy...
piątek, 29 marca 2019
Co słychać w marcu?
poniedziałek, 15 października 2018
Pożegnanie z dojeniem kozy
Nasza przygoda z kozami właśnie zamyka pewien rozdział w ich hodowli. Zaplanowałam ten post już dużo wcześniej i gromadziłam zdjęcia. Miałam nadzieję, że kiedy przystąpię do jego pisania będzie mi lżej na duszy, ale tak się nie dzieje. Odkąd zaczęłam prowadzić bloga moją myślą przewodnią było opowiedzenie o tym niby wiejskim życiu jakie sobie tutaj skonstruowaliśmy na zasadzie ,,mieszczuch na wsi", czy może trafniej ,,próba życia zdrowo". Przypadkowo dopasowaliśmy się do trendy, o którym nawet nie mieliśmy pojęcia bo nie interesujemy się tymi sprawami. Działkę kupiliśmy kilkanaście lat temu, kiedy nie było tego bum na ,,życie poza miastem". Pisząc ten pamiętnik starałam się również przekazać swoje obserwacje i doświadczenia z hodowli zwierząt wiejskich jakie stały się naszym udziałem.
sobota, 16 czerwca 2018
Dzieciństwo Luci
Dawno nie było o kozach... Są. Tylko, że ja jestem pochłonięta pracą zawodową, sprzątaniem w domu, kiedy uda się znaleźć na to czas bo pochłaniają mnie prace w ogrodzie, które są po przeciwnej stronie domu niż jest kozi wybieg i tyle co je słyszę bądź dojrzę przechodząc, pod warunkiem, że nie są schowane w cieniu lub leżą sobie w trawie. Dojeniem i ogólną obsługą kóz zajmuje się mąż. I jest jeszcze jeden powód, dla którego jestem z nimi tak mało, mimo, że Lucia jest przesłodka a mianowicie kuku jakie zrobiliśmy Kacperkowi.
środa, 4 kwietnia 2018
Coraz cieplej...
W przedostatni weekend marca dojrzałam u siebie krokusy ale nie było czasu na napisanie o nich. Kwitną i mają się dobrze, dołączyły do granatowych białe, powinny jeszcze zakwitnąć żółte. To te pierwsze z wiosennej rabaty. Sadziłam cebule krokusów jeszcze w innym miejscu ale jakoś ich nie widzę. Pogoda jest taka kapryśna, że trudno im się dziwić. Chociaż sobie radzą. Czasami wydaje mi się, że radzą sobie dużo lepiej od niejednych ludzi w tym mnie. Pospolita odmiana wierzby cała ubrana w baziowe kotki. Uwielbiam je, to taki cudowny, pierwszy zwiastun wiosny jak się wybudzają.
Do moich krokusów odsyłam tutaj - krokusy Uwielbiam czytać te same wątki u innych, mnie jakoś samej trudno pisać o tym samym.
piątek, 23 marca 2018
Kozie szczęście
Dziękuję bardzo za podzielenie się swoimi odczuciami na temat powrotu śniegu i mrozu. Wypowiedzi były dla mnie bardzo interesujące. Nawet jeśli bezpośrednio nie komentuję to zawsze z zaciekawieniem czytam, uśmiecham się do rozmówcy bo przypominam sobie dany blog, z którego ktoś napisał. Ten tydzień obfitował w wiele słonecznych dni i nawet mogłam cieszyć się jego promieniami wychodząc z pracy. Oglądać złocisto miedziane zachody słońca. Mimo, że to był mroźny tydzień to odczuwalnie był bardzo przyjemny. Gorzej z codziennymi sprawami ale o tym pisać nie będę.
niedziela, 4 marca 2018
Zimowy wykot / Taking care of a small goat at home
To był tydzień! Normalnie skok na bandżi albo wspinaczka po stromej skale z lękiem wysokości i przestrzeni. Nigdy nikt nie namówi mnie na zabawy ekstremalne bo nie, bo mam za wiele różnych traum bo jestem zbyt rozsądna, bo nie mam zdrowia psychicznego ani fizycznego na tego typu ekscesy. Więc przyszło do mnie samo z mojej własnej głupoty. A tydzień zaczął się tak niewinnie... zatkane ucho. Zwykłe zatkane ucho ale dolegliwość tak dokuczliwa i sprawiająca ogromny dyskomfort w pracy, że nie mogąc pójść do lekarza w zeszłym tygodniu, przecierpiałam weekend i z poniedziałkowym porankiem zdecydowałam się na pójście. Miało to być króciutkie spotkanie niczym kurtuazyjne odwiedziny w przychodni, wykupienie stosownego leku i powrót do pracy. Spóźnienie się lekarski oceniam jako pierwszy sygnał, że z moich planów nici a to co się miało wydarzyć nie tylko dalece różni się od moich przypuszczeń ale nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić co przyszykował dla mnie los.
poniedziałek, 12 lutego 2018
Kozi bunt
Mróz trzyma. Do tego pochmurno i nic ciekawego nie ma na dworzu. Szanowny pan Kacper wypiął się na pogodę i postanowił jedynie nos wyściubić ze swojej szopki.
Z takimi rogami dyskutować nie będę... Melka podobnie, otwieram szopkę a ona mordę wystawia po świeżą dostawę siana i nawet nie myśli wychodzić na zewnątrz.
A jaka u Was pogoda?
niedziela, 7 stycznia 2018
Kozy zimową porą
Zupełnie inaczej ma się sprawa zimą z resztą zwierząt, szczególnie z domowymi i półdomowymi, mowa tu o kocicach i Reksiu mieszkającymi na podwórzu a teraz w okresie zimowym chętniej zaglądającymi do salonu. Obecnie temperatura na zewnątrz jest na plusie więc znów pogardzają zaproszeniami do wnętrza.
Kury zdają się być w zimę tymi zwierzętami, którym najtrudniej ją przetrwać. Kaczki w miarę dobrze sobie radzą i zdecydowanie są dużo odporniejsze na choroby od kur. W mroźne zimy, kiedy kury są przez cały dzień zamknięte w kurniku, tak kaczki chętnie wychodzą spacerując a nawet biorąc kąpiel wodną i nic się z nimi nie dzieje. W poprzednim poście moja, serdeczna przyjaciółka netowa Marzenka D. z bloga Jajołki pomysłowe napisała komentarz pytając o Kacperka - ...uroczo w Twoim kurniku. Kury wyglądają na takie szczęśliwe. A nie widziałam Kacperka ale on pewnie też :-) ... Dlatego wychodząc na przeciw pytaniu i trosce Marzenki, wielkiej miłośniczki Kacperka, postanowiłam napisać o kozach. Podobne zdjęcia zaleźć można w zeszłorocznym poście Wyjrzało słońce . Ale wydaje mi się, że Kacper jest dużo czyściejszy :)
niedziela, 30 lipca 2017
Kozy na pastwisku / Goats on the pasture
Dawno
nie było koziego tematu. Widzę, że dość rzadko piszę o nich. Przeważają tematy
roślinne i ogólnie ogrodowe. Kozy są, żyją sobie razem z nami i w sumie
niewiele się dzieje jeśli chodzi o nie. Mogę nawet pokusić się o stwierdzenie,
że latem to nawet można w pewien sposób o nich zapomnieć. Dostępność jedzenia
powoduje, że wyprowadza się je rano a wieczorem zaprowadza do szopek. W tym
roku mamy wszyscy dodatkową miłą niespodziankę a mianowicie sąsiad z
niezamieszkałej działki ale ogrodzonej udostępnił nam ją pod wybieg dla kóz.
Our goats have a new pasture. They are very glad. They spend whole day there. Of course when the weather is good. They have a children’s tub as a drinker. They like it very much. We all are happy that they have a new space. I invite you to a movie about goats.
Our goats have a new pasture. They are very glad. They spend whole day there. Of course when the weather is good. They have a children’s tub as a drinker. They like it very much. We all are happy that they have a new space. I invite you to a movie about goats.
czwartek, 1 czerwca 2017
Duży Kacper
Jeśli jest Kacper na fotce zapowiadającej post to wiadomo, że będzie o naszych zwierzętach. I tak też będzie... chyba tak, raczej tak, bo wiadomo, że myśl potrafi spłatać figla i powędrować w zupełnie innym kierunku... jak chyba właśnie próbuje zrobić, więc wracamy do fotki z kozłem. Uwielbiam tę fotkę. Kryje w sobie tak wiele elementów z naszego życia, które w sposób przypadkowo a zarazem codzienny zarejestrowały się na zdjęciu. Drzewa leżące koło Kacpra to wczesnowiosenna niespodzianka pogodowa, która mogła się skończyć bardzo tragicznie jakby przyłączył się do zaistniałego duetu wichury i drzew jeszcze samochód z pasażerami. Dziwaczne ogrodzenie za Kacprem ,,łatane" na różne sposoby to nasza niewiedza na temat kóz i ich pomysłowość i siła. A tę niebieską piłkę z lewej strony przyniósł w pyszczku Reksio do zabawy z Kacperkiem.
wtorek, 16 maja 2017
Sekator w dłoń!
Wspomniane ,,uporządkowanie" jeszcze mnie nie przeraża ale już zaczęłam się mu z lekka przyglądać. Pisałam swego czasu o pewnego rodzaju rozdwojeniu jaki mam, bądź mi dolega czytaj. Wracając do tegorocznego ,,uporządkowania" dość często i ostro macham sekatorem i nożycami ogrodowymi. Dzisiaj ufrycowałam (I trimmed) kolorową wierzbę i hortensję. Tak jak o pierwszą się nie martwię bo ona to lubi tak jeśli chodzi o drugą to nie jestem pewna tak do końca czy nie przesadziłam z podcięciem, ale okropnie mi się wyciągnęła i zaczęła zajmować za dużo miejsca. Mnóstwo przemarzło mi róż i chyba to spowodowało, że trafił mnie szlak i przesadzam, przesadzam i przesadzam. Wycinam, przycinam, wycinam i przycinam a kupa gałęzi rośnie...
środa, 28 grudnia 2016
Wyjrzało słońce / The sunny day
Wyjrzało słońce i od razu zrobiło się radośniej i piękniej wokoło. Mnie przede wszystkim cieszy brak śniegu. Święta były jeszcze białe... białawe, takie posypane delikatnie białym lukrem albo może cukrem pudrem? W każdym razie stopniało. Nie jestem zwolenniczką zimy bez śniegu, a raczej mrozu bez śniegu, zbyt kocham przyrodę, ale ... wiadomo o co chodzi. Zima jest piękna na stokach górskich dla narciarzy i miłośników zimowych spacerów, gorzej, kiedy trzeba wydostać się z zasypanej drogi i pojechać do sklepu. Dla mnie śnieżna zima to przede wszystkim szufla do odśnieżania go i niepokój o stan drogi, którą codziennie przemierzamy, ja do pracy, dzieci do szkoły.
wtorek, 27 września 2016
Kozi problem
Póki jeszcze kozy są to o nich napiszę. Zabrzmiało strasznie, niczym zwierzenia mordercy albo początek horroru. Jeśli do kogoś nie zajrzałam to zajrzę wkrótce, ale albo nadrabianie zaległości w czytaniu blogów, albo nadrabianie zaległości w wiadomościach u mnie. Chociaż nie muszę mówić, że zdecydowanie preferuję to pierwsze, ale jak każdy z nas by z tego wyszedł, to nikt nie miał by co czytać.
Kozy... ten blog jest swego rodzaju zapiskiem naszej zabawy w gospodarowanie, w hodowanie różnych dostępnych nam zwierząt, na nasze skromne możliwości budynkowe, finansowe a przede wszystkim związane z naszą marną wiedzą i uprawę roślin. Ciężko powiedzieć co nam lepiej wychodzi: rośliny czy zwierzęta. Pewnie wszystko jakoś tam, nie specjalnie, bądź mogłoby lepiej. Ale jest jak jest. Poważnie zastanawiamy się nad dalszą hodowlą kóz, ponieważ nasz kochany Kacperek śmierdzi. Słyszałam o tym, ale jakoś tak każdy przekonywał mnie, że to nie musi być, jeśli się o zwierzę dba. My dbamy a mimo to nasz koziołek obsikuje się moczem czy nie wiem czym tam. Być może spowodowane jest to bliskością drugiego samca a jego taty, który robi to samo zaraz za siatką. Problem jest zapach i to bardzo duży, bo mam na niego alergię, no i ogólnie mało to jest przyjemne w odczuciu. Nie wiem jak temu zaradzić, prócz kastracji, bo rozumiem, że koziołek dorósł i ma swoje potrzeby. W sumie sokoro jeden kozioł jest wstanie zadowolić sporą gromadę kozich pań to można sobie wyobrazić jak jest w tych sprawach jurny. Sprzedać koziołka do stada i zostawić znów samą Melcię to jak kręcenie się w tym samym kole. Dopuściliśmy ich i może jak Melcia urodziłaby kózkę to byłyby we dnie... ale sama już nie wiem.
Zadowolony z siebie Kacperek Brudasek.
Czym się myje kozy?
wtorek, 3 maja 2016
Kolorowe berberysy
Kochani bardzo dziękuję za troskę, za takie wspólne łączenie się w kłopotach, to naprawdę dodaje otuchy i ogromnie wspiera. O Kacperku jeszcze nic nie mogę powiedzieć, ani w jedną, ani w drugą stronę. Niby weterynarz po oględzinach stwierdził, że będzie dobrze, nic nie trzeba było szyć, mimo, że ślady po psich zębach są, popsikał czymś tam, dał antybiotyk, drugi czeka w chłodnym miejscu na podanie przez nas jutro. Niby wychodzi na dwór... dziś nie chciał. Miałam już go zostawić w jego szopce ale coś podpowiadało mi, że jak tak będzie leżał to na bank ,,odejdzie", że trzeba mu bodźca do życia, do zdrowienia, więc namówiłam go na wyjście i wyszedł, nawet dość sprawnie i dziarsko. Ale porównując jego zachowanie wczoraj do dzisiejszego to jest znaczne pogorszenie. Nie bardzo chce pić, słabiej je... częściej się kładzie... Obserwujemy go.

Ja siedzę w truskawkach... nie wiem czy o tym pisałam. Kiedy mam kłopot, strapienie, problem to pielę truskawki. Wiele osób, które mnie odwiedzały stukały się w czoło, że poletko truskawek mam tak nie-wygodnie prowadzone, że muszę je ciągle odchwaszczać. Ale to dla mnie terapia. Mój tata, kiedy mnie odwiedza to od razu idzie na poletko truskawek i już wszystko wie. Na dniach poletko będzie niewiarygodnie pięknie wypielone... Tylko dzisiaj jest gorąco. Pielenie zaczęłam z rana i właśnie musiałam wrócić bo parzy. Lato! Jak z lekka zelży to wrócę do truskawek. Dom też w miarę szybko ogarnęłam jeśli chodzi o część ogólnie użytkową, zawsze zostaje bezkres piwnicy a jeśli tego będzie za mało, to strych. Na razie pielę... Może sięgnę i po kosiarkę? Muszę czymś wypełnić myśli...
Na fotkach są berberysy, tworzę z nich kolory na rabatach. Odmiany mają liście w kolorach zieleni, żółci i purpury i tworząc z nich kompozycję można uzyskać ciekawy efekt bez sadzenia kwiatów, szczególnie jak ma się kozulę często urywającą się i radośnie brykającą po całej działce. One nawet sprawiają wrażenie, że lubią jak je z lekka skubnie tu i ówdzie.
Na fotkach są berberysy, tworzę z nich kolory na rabatach. Odmiany mają liście w kolorach zieleni, żółci i purpury i tworząc z nich kompozycję można uzyskać ciekawy efekt bez sadzenia kwiatów, szczególnie jak ma się kozulę często urywającą się i radośnie brykającą po całej działce. One nawet sprawiają wrażenie, że lubią jak je z lekka skubnie tu i ówdzie.
poniedziałek, 2 maja 2016
Pogryziony Kacper
Mam nadzieję, że macie przyjemniejszą majówkę od nas. Pogodę mamy brzydką, ale dzięki temu dzisiaj będę robiła porządki w domu, ale i z powodu nerwów. Pasące się na łące kozy zostały zaatakowane przez psy pobliskich mieszkańców. Zdarza się. Ale podczas rozmowy z jednymi z właścicieli usłyszeliśmy, że ,,przygarnęli tego psa i to już samo w sobie jest wystarczające co dla niego zrobili i nic więcej nie zamierzają robić." Nie wiem skąd są, pewnie z miasta, ale ja jestem z miasta, jestem Warszawianką i powiem, że to nie ,,miasto" czyni z ludzi idiotów. Idiotą można być bez względu na pochodzenie. Kiedy ma się psa to się za niego odpowiada, to się go pilnuje. Nie może pies biegać bezkarnie po polach i łąkach. Nie można sobie zafundować majówki na świeżym powietrzu i swojemu pupilkowi kosztem innych ludzi. Gdzie rozum?
Tak samo jak widuję, jak właściciele piesków mimo dużego ogrodu wokół domu (nowo pobudowani), wychodzą z tym pieskiem na spacerek na tzw siusiu i puszczają go luzem na pole. Pole to nie park ogólnodostępny, to często pastwiska dla bydła i gospodarz nie chce mieć kup psich na pastwisku dla własnych zwierząt. Nie łazi się jak ta krowa po cudzym polu, bo to nie skwerek czy deptak. Ludzie!!!!! Jak się wchodzi między wrony to się kracze jak i one - stare powiedzenie, jak się wyprowadza z miasta na wieś, czy między gospodarstwa to się dostosowuje do otoczenia a nie wnosi się swoje miejskie nawyki, bo głupota kosztuje i to bardzo dużo. Nie tylko życie zwierzęcia ale i wali po portfelu za zadośćuczynienie. A w takiej sytuacji, wszyscy natychmiast szukają bandziora, bo na wsiach się każdego psa zna i pamięta gdzie mieszka.
Będę Was informować o stanie zdrowia Kacperka...
Na razie się trzyma, obandażony czeka na wizytę weta. Przez telefon dostaliśmy instrukcję jak zatamować krew i co robić. Powiem Wam, że jeszcze do siebie nie przyszłam... jak dobiegłam do niego, jak zobaczyłam jego stan...zaciskałam jego szyję rękoma nim nadeszli inni. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że w sumie nie jest tak źle jak wygląda. Uratowała Kacpra gruba sierść i skórzana obroża i to, że wcisnął się pomiędzy drzewa brzozowe i te psióry tak nie miały do niego dostępu.
Będę Was informować o stanie zdrowia Kacperka...
Na razie się trzyma, obandażony czeka na wizytę weta. Przez telefon dostaliśmy instrukcję jak zatamować krew i co robić. Powiem Wam, że jeszcze do siebie nie przyszłam... jak dobiegłam do niego, jak zobaczyłam jego stan...zaciskałam jego szyję rękoma nim nadeszli inni. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że w sumie nie jest tak źle jak wygląda. Uratowała Kacpra gruba sierść i skórzana obroża i to, że wcisnął się pomiędzy drzewa brzozowe i te psióry tak nie miały do niego dostępu.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




