Obserwatorzy

wtorek, 17 października 2017

Nasze życie na zielono - Co nam się udało? / A movie about my hens

Cykl tych tematycznych postów jest zainspirowany programem oglądanym przeze mnie pt. River Cottage: Australia. Pierwszy post na ten temat napisałam w poście -Nasze życie na zielono-wspomnienia . W tym poście chciałam napisać co nam wyszło najlepiej w tym dziesięcioletnim mieszkaniu tutaj i mojej zabawie w życie  wiejskie zainspirowane próbą stworzenia nie tylko domu ale i całego siedliska samowystarczalnego. Tak sobie teraz pomyślałam, że mogłabym zostawić takie pytanie otwarte do czytelników - co nam najbardziej wyszło/udało się? I ciekawe jakie padły by propozycje i ile osób, odpowiedziałoby prawidłowo? Mnie się wydaje, że jest to oczywiste i nikt nie miałby problemu z podaniem prawidłowej odpowiedzi, ale to tylko moje zdanie i wrażenie.

sobota, 14 października 2017

Chwilo trwaj wiecznie

Przychodzi taki moment, że człowiek jest po prostu padnięty i mimo ciągłego czegoś do zrobienia, mimowolnie zwalnia czy wręcz zatrzymuje się, pomimo, że głowa każe co innego, ale ciało udaje, że nie rozumie, nie słyszy, nie umie... bo zwyczajnie, najzwyczajniej nie chce.
Piątek po południu, wczesne popołudnie zupełnie inaczej mierzone jesienią niż latem. Niechciej. Taki ogromny, że kilka razy może opleść kulę ziemską zgrabną, gęstą plecionką.


czwartek, 12 października 2017

Winobluszcz pięciolistkowy (parthenocissus quinquefolia) w moim ogrodzie

Pojawia się w jesiennych postach jedynie jako milcząca wzmianka na zdjęciu. Zwykle jako tło lub dodatek do fotek. Dzisiaj postanowiłam poświęcić mu oddzielny post aby podkreślić jak bardzo go lubię i cieszę się, że rośnie w moim ogrodzie. Mowa o winobluszczu pięciolistkowym parthenocissus quinquefolia.
Najpiękniejszy jest jesienią, kiedy się przebarwia, trwa to stosunkowo krótko w porównaniu z innymi winobluszczami ale za to kiedy przebarwia się wygląda cudnie.

niedziela, 8 października 2017

Jesiennie...

Moi starzy czytelnicy wiedzą, że jesienią zapadam w sen zimowy, więc skoro nadeszła jesień i do tego taka paskudna, deszczowa to... :) Duchowość Agatka mości sobie posłanko we wnętrzu swej cielesności i stąd ta cisza, z lekka zmącona wyrzutami sumienia, że ktoś może czekać na kolejne posty, tak jak ja czekam na posty innych blogerów. Niekończące się opady deszczu zaowocowały migreną, ale tutaj nie jestem pewna czy tak do końca. Przyjechały kolejne partie gruzu. Gruz to również tynk, a ja jestem na niego uczulona i chyba po prostu mam atak alergiczny, który często objawia się łudząco podobnymi symptomami do zatrucia czy przytrucia, przy których również pojawia się migrena. W każdym razie moja niechęć do jesieni jest wprost proporcjonalna do tempa rośnięcia naszego Czarnosia. 

poniedziałek, 2 października 2017

Nasze życie na zielono - wspomnienia / A movie about my hens

Jest to pierwsze zdjęcie zrobione przez mojego męża z adnotacją ,,działka widziana oczami męża". Dlaczego dziś je pokazuję? Bo myślę, że idealnie pasuje do dzisiejszego tematu. Od kilku miesięcy oglądam serial dokumentalny wyświetlany na kanale kuchni+ pod tytułem River Cottage:Australia. Bardzo lubię tego typu programy, ostatnio bardziej niż kryminały, w których byłam zakochana ale obecna ich ilość, wręcz natłok, mnie przytłoczyła i wycofałam się do klasyki Agathy Christie. Wracając do wspomnianego programu jest on kolejnym serialem promującym zdrowe życie. Tym razem zmierzył się z tym Paul West z Australii. Zakupił dom z ziemią i próbuje hodować gospodarskie zwierzęta i uprawiać warzywa i owoce. Próbuje osiągnąć samowystarczalność, tak jak kiedyś bywało na polskich wsiach. Nie znam tej postaci ale zdaje się, że jest to jakiś znany kucharz a na pewno zna się na gotowaniu bo program jest wzbogacony o jego gotowanie i ciekawe przepisy. Skupia się na jakości pożywienia, więc gotuje z lokalnych i własnych upraw oraz prywatnych hodowli zwierząt. Program spowodował, że dzisiaj myjąc wanienkę, która jest poidłem dla mojego rogatego bydła i nalewając do niej wodę, zaczęłam się zastanawiać czy i w jakim stopniu nam się udało z tą ,,samowystarczalnością"? Ale po kolei...

sobota, 30 września 2017

Prace w rabacie ,,słonecznej"

Cudownie piękny poranek od samego rana. Od razu było widać, że dzisiaj będzie słoneczny dzień. Nareszcie! Wszystkie plany skoncentrowały się więc na pracach na świeżym powietrzu. Trochę mnie przerósł ogrom możliwości bo we wrześniu może był jeden dzień słoneczny i bez opadów. Naprawdę miałam duży problem z wybraniem za co się dzisiaj zabrać bo wszystko czekało na działania z naszej strony. Gdzie się nie obejrzałam to... może przemilczę, w każdym razie niewiele zostało z tego co wiosną i latem pracowałam w ogrodzie.

wtorek, 26 września 2017

Co kwitnie w ogrodzie?

Dzisiaj się nareszcie wypogodziło. Cudownie było czuć promienie słoneczne idąc na stację kolejową. Jak bym się znalazła w innym świecie, w innym wymiarze. Świat od razu wypiękniał. Jest tak mokro po tych deszczach, że dzisiejsze plany z wykopaniem ziemniaków nie powiodły się. Pole musi się osuszyć. W ogóle wszyscy jesteśmy już zmęczeni niekończącymi się opadami deszczu, zachmurzonym niebem i tą burowością i szarością otoczenia. Dlatego może właśnie, tak cieszą mnie kwiaty, które obecnie kwitną w ogrodzie.