Obserwatorzy

sobota, 8 sierpnia 2026

Lipiec i sierpień

Jak to się stało, że nie nic nie napisałam w lipcu? Wpadłam w szał malowania. A że malowałam w różnych kolorach, to najdłużej schodziło mi się z ,,paskowaniem" przestrzeni niemalowanej. Ale jak się tak wymyśliło...? Lipiec był cudny, nawet miło wspominam deszczowy okres, który mocno mnie przyhamował. W sierpień weszłam ze złamaną nogą...


Dlaczego ludzkie ciało jest tak kruche? Zawsze byłam pełna podziwu  do tych różnych ekstremalnych sportów, bo to przecież o kontuzję nie trudno. Ja szłam zamyślona aby zwierzakom w upał nalać wody i źle postawiłam nogę, w źle założonym obuwiu i trach... No szlak, by to trafił. Wszystkie plany, łącznie z wyjazdem nad morze poszły w odstawkę. Złamanie to kilka do kilkunastu tygodni... i po lecie...

W ogóle taki zastój jest dla mnie mega koszmarny, bo ja ruchliwa istota. Na pierwszym zdjęciu misz masz warzywnikowy. Busz... Są zioła, jest buraczek a nawet sałata. A jak dobrze przetrwały upały!

 

A tutaj już coroczna uprawa na tarasie. Nieustająco zachęcam do uprawy w pojemnikach jeśli nie ma się ogródka czy warzywnika. Na balkonie też się uda, tylko żeby chociaż trochę słonka wpadało. 




Moi Drodzy nie bójcie się spróbować. Potraktujecie to jak eksperyment przyrodniczy. Wspaniale rosną zioła, które można przycinać i odrastają. Można je nawet ściąć i ususzyć i mieć na zimę.
 Wiosenne kadry co nas cieszyło... Odgłosy są naturalne, tyle mamy ptaków w ogrodzie. Dla mnie to poezja dla duszy... 

Ściskam Was bardzo serdecznie i życzę dużo zdrowia.
 :)





 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz