Pewnie wiele będzie ogrodniczych postów w dniu dzisiejszym. Wiele osób specjalnie tworzy na taką okoliczność pierwszego dnia kalendarzowej wiosny, ja nie przywiązuję większej wagi do takich dat, dziś jest to raczej z przypadku i różnych okoliczności jakie mnie spotkały. Po pierwsze jest to pierwsza sobota od dłuższego już okresu, kiedy jest ładna pogoda. Drugie będzie później... jak zacznę o wszystkim i na raz to upichcę groch z kapustą z nutą goryczki zagubienia, popieprzone większą lub mniejszą dozą chaosu. Marne szanse aby było do przełknięcia. Więc po kolei...
Dziś jest dzień otwarcia sezonu ogrodniczego z dużą pompą i fanfarami ptasich śpiewów zainaugurowane wielkim wiosennym grabieniem. A grabienia jest rok rocznie sporo mimo tego iż z każdym rokiem staram się zmniejszać obszar do tego typu prac ale zwierzęta mieszkające ze mną w pewien sposób wymuszają na mnie różnego rodzaju przestrzeń zieloną dla siebie. Dziś zaczęło się dość niewinnie ponieważ prognozowano opady, dlatego wstałam skoro świt i po pewnych czynnościach gospodarskich zabrałam się żywo za grabienie, aby padający deszcz nawodnił pięknie przeczesane grabiami tereny ,,nisko rosnącej zieleni" bo ciężko to nazwać trawnikiem.
