Patrząc jak co dzień przez kuchenne okno zaczęłam obserwować Reksia, który biegał po podwórzu. Najpierw biegł w kierunku domu, zatrzymywał się, potem znów odbiegał od niego, krążył dookoła bo wybiegał i z drugiej strony i tak w kółko. Najpierw myślałam, że się z jakimś kotem bawi ale nie.
Obserwatorzy
wtorek, 16 kwietnia 2019
piątek, 12 kwietnia 2019
Czas żonkili i nowe ptaszki do ogrodu
Pogoda nam się pogorszyła. Coraz chłodniej... a to zimno coraz trudniej ignorować tłumacząc sobie, że to wczesna albo późno pora dnia i dlatego... Troszkę rozpieścił nas kwiecień wysokimi temperaturami i zaczynamy krzywić nosy.
Nadal żółto na działce. Tym razem za sprawą żonkili. Ich też jest coraz więcej... Te ze zdjęcia tuż obok są z jesiennych cebul posadzonych przeze mnie na pokazywanym kiedyś skalniaku. Zaczynają dopiero swoje kwitnienie. Zdjęcie zrobione bo Kicia tak pięknie zapozowała, a ja od jakiegoś czasu nie wychodzę na dwór bez aparaciku, a nóż coś pojawi się takiego co pomyślę ,,jaka szkoda, że go nie mam przy sobie". Więc noszę...
poniedziałek, 8 kwietnia 2019
Forsycja i jej ukorzenianie
Z roku na rok coraz więcej krzewów forsycji pojawia się na naszej działce. A pamiętam jak był tylko jeden krzak wciśnięty w róg ogrodzenia i może dzięki temu przetrwał cały ten chaos budowlanych zniszczeń terenu? Wprowadziliśmy się jesienią, jak dla mnie to bardzo fatalny w skutkach czas i po jeszcze upiorniejszej zimie mym oczom ukazała się własnie ona! Przywitała mnie albo pocieszała jak najpiękniej umiała - złocistością gałązek. A może sama się cieszyła, że przetrwała? Znałam forsycje już wcześniej, zawsze zachwycałam się jej wiosennym wyglądem spacerując po miejskich działeczkach w mojej dzielnicy, ale jakoś tak, nigdy nie pomyślałam, żeby zaprosić ją do swojego miejskiego ogródka. Kwitnie przepięknie, gdziekolwiek by nie rosła i w jakiej scenerii nie sposób ją pominąć i nie zwrócić uwagi. Szkoda jednak, że kwitnie tak krótko.
piątek, 5 kwietnia 2019
Dzień jak co dzień
Mimo odwiedzającego nas wietrzyska, które kołysze tujami niemiłosiernie mogę powiedzieć, że wiosna zaczęła się z pięknym słonecznym przytupem. Miło jest zadzierać głowę do góry i widzieć błękitne niebo w słonecznych promieniach a nawet tonące w obłokach. Jak bym znalazła się na zupełnie innej planecie. Któregoś dnia były tak nisko, że sprawiały wrażenie, że gdyby tak być w jakimś wieżowcu to można by je sięgnąć z okna. Pewnie nawet i z takich wielkich drapaczy chmur, które budują za granicą by się dało.
wtorek, 2 kwietnia 2019
Grunt to zachować spokój...
Jak już płynę na fali naturalności w moim wydaniu to i niech będzie i mój foliak, o którym tylko wspominam a nigdy dotąd go nie pokazywałam bo jest oczywiście średnio pokazowy ale dla mnie najpiękniejszy bo długo wyczekiwany. Owszem... jak najbardziej marzy mi się szklarnia ze starych okien albo chociaż mała szklarenka, ale ,,jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma" - cytat z bajki o gąsce Balbince. Drewniany szkielet nawet pierwotnie ze ścianami ze starych okien nie zdał egzaminu zbyt przewiewnie w nim było ale pokryty folią już tak. Jest to drugi foliak, mniejszy lub zwany ,,moim". W pierwszej, podobnej konstrukcji uprawiamy pomidory i ogórki i co tam jeszcze dokompletujemy. W tym roku będę chciała powrócić do buraczków. Ale to nie ten foliak. Mój w tym roku doczekał się chodniczka i podłogi z cegieł, dzięki czemu nie muszę już kombinować jak się do niego dostać, bo woda stała. Ale ciągle myślę nad dostosowaniem takiego foliaka do moim zimowych planów. Mąż kręci głową, że naoglądałam się angielskich programów ogrodniczych gdzie jest inny klimat i zupełnie inne zimy panują, ale ja jestem pełna nadziei, że moja głowa coś w końcu wymyśli.
poniedziałek, 1 kwietnia 2019
Wiele radości
Poruszyły mnie Wasze komentarze, w których napisaliście, że podoba Wam się naturalność i prawdziwość w moich zdjęciach, w moich słowach. Bardzo Wam za to dziękuję, to jest dla mnie bardzo ważne. Bo to jest idea mojego światopoglądu, mojego życia. Kiedy zaczęłam pisać blog i pokazywać urywki z mojego ogródka i to naprawdę mocno przeze mnie wtedy korygowane aby nie szokować to i tak spotykałam się z komentarzami na temat ,,nieuporządkowania" czy ,,niedopracowania". Ale moja działka, mój ogród właśnie, że jest uporządkowany i dopracowany na swój sposób. Na taki na jaki nam odpowiada. My do ogrodu zaprosiliśmy zwierzęta... Nie. Źle. Jeszcze raz... My z ogrodu nie wyrzuciliśmy, czy nie przerzedziliśmy gatunków zwierząt, które w nim zastaliśmy ale stworzyliśmy kompromis do wspólnego użytkowania tego terenu.
I nadal to staramy się robić.
I nadal to staramy się robić.
piątek, 29 marca 2019
Co słychać w marcu?
Subskrybuj:
Posty (Atom)