Obserwatorzy

wtorek, 19 maja 2015

Sąsiedzki niepokój

poniedziałek, 18 maja 2015 r. 


Dziś z wieczora, siedząc przy lapku (laptop), przy swoim oknie balkonowym, dojrzałam pana Szpakowińskiego, który przysiadł na  wspomnianej już olsze rosnącej na wprost okna kuchennego i przyglądał mi się co robię. Przez  miesiąc jakieś dziwne ,,latanie" po terenie uskutecznialiśmy z mężem i tak jak szanowny sąsiad od lat, podczas wysiadywania jaj przez małżonkę, śpiewał jej i być może mnie w ciągu dnia, tak na pewno w tym roku odczuł pewien dyskomfort, bo raz, że mnie jakoś mniej było w ogrodzie przy pieleniu, to w ogóle byłam jakaś zabiegana, zalatana, nieobecna... i w efekcie jeśli nawet śpiewał i mi, to ja tego nie słyszałam...  


środa, 13 maja 2015

Nowy wybieg dla kóz

Każdego dnia przyglądając się mojemu podwórzowi nachodzą mnie ciągle te same myśli filozoficzne zapewne, ale ja jestem znana z nich. Jak wiele istot się od nas uzależnia, bądź my je uzależniamy, sprowadzając do siebie. Zwróciłam na to uwagę, kiedy po raz pierwszy okociła się kotka, potem kolejne wyszukując sobie różne miejsca... a to w psiej budzie, a to w kurzej budce... ale zawsze na naszej działce. Jak osiedlają się ptaki, budując swoje gniazda pod naszą strzechą i one wiedzą, że ich gniazdo nie zostanie zrzucone i zniszczone. Ale przede wszystkim rozczula mnie Melcia ze swoimi dziećmi.


sobota, 9 maja 2015

Dumając nad ,,brakiem czasu"

Tak często tłumaczymy się ,,brakiem czasu" a nawet coraz częściej wręcz przepraszamy za to, że czegoś nie zrobiliśmy, czegoś nie dopilnowaliśmy w sferze towarzyskiej właśnie przez ten brak czasu. A ja się z tą nową modą zgodzić nie mogę. ,,Czas pędzi jak szalony" a tutaj jeszcze nie dość, że ciężko  za niego przepraszać, to na dodatek ,,brak czasu" przestał być obecnie wytłumaczeniem, jakimś zwykłym wyjaśnieniem... Lepiej o nim nie mówić, bo każdy na to cierpi, nikt nie ma czasu, cały świat pogrążony jest w amoku codziennych zmagań? 

wtorek, 5 maja 2015

Rogate diabełki

Patrząc na nie, szczególnie jak uda mi się popatrzeć na ich facjatki tak en face, to dochodzę do wniosku, że te wszystkie obrazy diabłów wzięły się z niespodziewanego spotkania właśnie z koziołkiem. Być może bogu ducha winien rolnik, dawniejszy chłop przysnął przy miedzy pod drzewem wierzby i taki koziołek niespodziewanie nadbiegł może nawet o zmierzchu, albo koło południa w blasku promieni słonecznych... wspiął się na tylnych nóżkach aby sięgnąć wierzbowej gałązki i w takiej oto pozycji ujrzał go zaspany jeszcze człowiek. A może nawet został zbudzony gwałtownym pobekiwaniem, które mu się skojarzyło z ludzkim głosem? Sama bym czmychnęła w te pędy nie starając się nawet przyglądać stworzeniu, w dodatku w czasach mocnego naporu bożego i budzenia ogólnej, religijnej trwogi. To ma sens. 

sobota, 2 maja 2015

Dar życia

Nie jestem Bogiem i z całego serca dziękuję za to,
Nie jestem Bogiem ale zwykłym człowiekiem,
Jakie to szczęście, że nie jestem Bogiem.
Nie jestem Bogiem ale zwykłym śmiertelnikiem.
Nie do mnie należą trudne decyzje życia i śmierci.
Jak dobrze, że nie jestem Bogiem.
Panie Boże dziękuję Ci, że jestem zwykłym człowiekiem.


Dziś na szali dobra i zła stanęło moje człowieczeństwo i przez małą chwilę poczułam się prawie jak Bóg i ogarnęło mnie wielkie współczucie dla Najwyższego. Ogrom szacunku i czegoś jeszcze, czego moja zwykła śmiertelna dusza pojąć nie może. Ja doświadczyłam to przez chwilę, Pan doświadcza za pewne każdego dnia i po trzykroć każdej minuty i sekundy.

piątek, 1 maja 2015

Pożegnanie - Nie dla wrażliwych

Blog ten jest swego rodzaju pamiętnikiem... myśli, odczuć, obrazu... ciężko powiedzieć. Ale skoro jest tym pamiętnikiem to ten dzień powinien być odnotowany. Mimo, że dopiero co w poprzednim poście pisałam radośnie o tulipanach i one miały być bohaterami pierwszego, majowego dnia... ale życie pisze scenariusze, w których my jesteśmy tylko aktorami.

Tulipany

- Uwielbiam tulipany... - Powtarzam od lat. 
Jasne, jedni powiedzą, że wszyscy je lubią inni, że jak by mogło być inaczej, skoro ja przecież wszystko lubię... Ale to nie tak. Myślę, że normalną rzeczą jest to, że człowiek otacza się tym co lubi, na szczęście w mniejszości są ci, którzy otaczają się rzeczami nielubianymi. Powiem więcej, te rzeczy, których nie ma wokół mnie to są to przedmioty, których albo nie lubię, albo jeszcze nie wiem, że lubię. W każdym razie w parze z otaczaniem się przedmiotami, które się lubi idzie mówienie o nich. A otaczamy się nimi wszędzie. W domu, w ogrodzie, w samochodzie... kolekcjonujemy nawet ulubione sklepy. Dlatego na blogu przede wszystkim opowiadam o tym co lubię. W sumie po co pisać, o czymś czego się nie lubi? Mnie osobiście lepszą frajdę sprawia patrzenie na ,,szklankę do połowy pełną" i w ogóle szukania tych pozytywów i plusów dnia codziennego. Wystarczy, że świat, w którym żyję nie weryfikuje dobrych i złych rzeczy i rozdaje na lewo i prawo oba, na zasadzie, co mu pierwsze wpadnie do ręki i kto się akurat napatoczy (show up). Dlatego dziś będzie o tulipanach, których nie może zabraknąć w moim ogrodzie, chociaż był czas, że ich nie było... były to bardzo smutne i smętne wiosny dla mnie. Kilka pierwszych wiosen, jak zamieszkałam tutaj... kawał ziemi bez ani jednego tulipana.