Obserwatorzy

niedziela, 31 maja 2015

Krzewy tonące w kwiatach / The bushes covered in flowers



Zostałam wyrwana z miejskiego życia gwałtownie i wręcz omamiona przez męża jego wspaniałymi wizjami życia sielankowego na tym zadu... zaciszu jak nazywa  najstarszy syn. Moja intuicja nigdy jeszcze mnie nie zawiodła i tym razem przeprowadzaliśmy miliony nocnych rozmów, podczas których informowałam męża, że z tą jego wizją jest coś nie tak, bo moja intuicja bije na alarm, przeddzień przeprowadzki wręcz kipiała i szalała... i miała rację...
Ale o tym trudnym czasie napiszę kiedy indziej albo zawrę już w książce, co by tutaj nie rozsiewać smutasów, w każdym razie dodać muszę, że i wtedy nie pomyliła się a ja przypłaciłam to zdrowiem i czymś o wiele ważniejszym... ale ciiii... Kiedyś w przyszłości, nie dziś... dziś jest piękna, słoneczna pogoda dzięki czemu nastrój też jest na plusie i myśli nie są owiane smutną przeszłością, smutnymi historiami, smutnymi nastrojami...

wtorek, 26 maja 2015

Maj w ogrodzie

Za pewne będzie sprawiać wrażenie, że marudzę, ale to nie tym razem, raczej są to przemyślenia na temat moich majowych obserwacji przyrody. Nie wiem jak w innych ogrodach jest w tym roku ale na mojej działce jest zdecydowanie inaczej niż za zazwyczaj o tej porze roku. Po pierwsze gdzieś zapodziały się niezapominajki. Z racji dużych zasobów terenowych i mojego luźnego podejścia do estetyki rabat mogą się rozsiewać spokojnie a nawet z lekką ospałością, więc kwestia niewysiania się w zeszłym roku odpada. Zwyczajnie ich nie ma... są jakieś pojedyncze sztuki a nie małe, niebieskie poletka pod piwoniami, gdzie właśnie powinny być.

niedziela, 24 maja 2015

Mit o kozach / Living with a goat

Moja przygoda z kozami zaczęła się niewinnie a zarazem standardowo. Pojawiła się kózka dla celów towarzyskich czy po prostu jako rogaty przyjaciel bo pozwala na to działka i potem nagle tych rogatych przyjaciół przybywa. Zauważyłam, że to czego nam ludziom się jeszcze nie udało osiągnąć, kozom idzie doskonale, a mianowicie ,,klonowanie się". Niedawno nawet zwróciło mą uwagę pewne zdanie trafione na czyimś blogu ,,zaczęliśmy od trzech kóz teraz mamy siedem." Ja mam teraz trzy kozy i może dlatego to zdanie tak duże wywarło na mnie wrażenie. Jedna Melcia i jeden przyjaciel rodziny, kozia terapia dla dzieci i dla mnie wspaniała możliwość obcowania ze zwierzęciem moich dziecięcych fascynacji. Potem dla dobra kozy, pojawiły się jej dzieci. Ale my nie chcemy hodować kóz, nie chcemy doić i robić z nich serów, chociaż na pewno byłoby to fajne. Ciągnie mnie w kierunku serów na takie domowe potrzeby ale zajęta jestem pracą zawodową, która jest moją pasją i nie widzę tu miejsca na serowe działania. Tu nawet nie rozchodzi się o sam czas co brak odpowiednich budynków na większą ilość kóz, brak  zasobów ludzkich jak i pieniężnych.

piątek, 22 maja 2015

Cisza / The silence

- ,,Kozy, kozy, kozy! Rozpędzone kozy...!" - Jakaś nuta melodyjna z przerobionym tekstem wpadła mi niespodziewanie do głowy, pokręciła się to tu to tam w szarych komórkach i wyleciała uchem, albo czubkiem głowy, pozostawiając po sobie wspomnienie i to dziwne rozkojarzenie a nawet zadziwienie, że coś odbyło się w nas, bez naszego bezpośredniego udziału. Tak to jest jak ma się małe zwierzaki, które  mimochodem ciągle skupiają naszą uwagę i dają nam sposobność do rozmyślań nad nimi czy w tym przypadku do robienia zdjęć i pisania kolejnych postów. Ale dziś o kozach nie będzie, mimo, że jest... teraz, na chwilkę jedynie z powodu muzycznej myśli. Dziś będzie o ciszy... o spokoju... o monotonii dnia codziennego. O chwili, kiedy nie spada na ziemię żadna kropelka deszczu, nie szumi żaden nawet najmniejszy wietrzyk. Nie jesteśmy zajęci żadnymi pracami, ani fizycznymi, ani umysłowymi... chociaż co do tej drugiej to pewnie nie do końca.  Jest cicho, spokojnie aż melancholijnie wokół nas i w nas samych. 

wtorek, 19 maja 2015

Sąsiedzki niepokój

poniedziałek, 18 maja 2015 r. 


Dziś z wieczora, siedząc przy lapku (laptop), przy swoim oknie balkonowym, dojrzałam pana Szpakowińskiego, który przysiadł na  wspomnianej już olsze rosnącej na wprost okna kuchennego i przyglądał mi się co robię. Przez  miesiąc jakieś dziwne ,,latanie" po terenie uskutecznialiśmy z mężem i tak jak szanowny sąsiad od lat, podczas wysiadywania jaj przez małżonkę, śpiewał jej i być może mnie w ciągu dnia, tak na pewno w tym roku odczuł pewien dyskomfort, bo raz, że mnie jakoś mniej było w ogrodzie przy pieleniu, to w ogóle byłam jakaś zabiegana, zalatana, nieobecna... i w efekcie jeśli nawet śpiewał i mi, to ja tego nie słyszałam...  


środa, 13 maja 2015

Nowy wybieg dla kóz

Każdego dnia przyglądając się mojemu podwórzowi nachodzą mnie ciągle te same myśli filozoficzne zapewne, ale ja jestem znana z nich. Jak wiele istot się od nas uzależnia, bądź my je uzależniamy, sprowadzając do siebie. Zwróciłam na to uwagę, kiedy po raz pierwszy okociła się kotka, potem kolejne wyszukując sobie różne miejsca... a to w psiej budzie, a to w kurzej budce... ale zawsze na naszej działce. Jak osiedlają się ptaki, budując swoje gniazda pod naszą strzechą i one wiedzą, że ich gniazdo nie zostanie zrzucone i zniszczone. Ale przede wszystkim rozczula mnie Melcia ze swoimi dziećmi.


sobota, 9 maja 2015

Dumając nad ,,brakiem czasu"

Tak często tłumaczymy się ,,brakiem czasu" a nawet coraz częściej wręcz przepraszamy za to, że czegoś nie zrobiliśmy, czegoś nie dopilnowaliśmy w sferze towarzyskiej właśnie przez ten brak czasu. A ja się z tą nową modą zgodzić nie mogę. ,,Czas pędzi jak szalony" a tutaj jeszcze nie dość, że ciężko  za niego przepraszać, to na dodatek ,,brak czasu" przestał być obecnie wytłumaczeniem, jakimś zwykłym wyjaśnieniem... Lepiej o nim nie mówić, bo każdy na to cierpi, nikt nie ma czasu, cały świat pogrążony jest w amoku codziennych zmagań?