Obserwatorzy

sobota, 5 września 2015

Mój Stefek / My Stevie

Nie umiem powiedzieć czy dłubanie w ziemi jest moją pasją, czy tylko sposobem na relaks. Natomiast bezdyskusyjnie moją pasją jest uprawa doniczkowa, która tutaj, ze względu na chłodny dom i brak stałej temperatury pokoi jest znacznie ograniczona. Pierwsze lata spędziłam na ratowaniu roślin, które przyjechały ze mną z ciepłego i stabilnego bloku, potem nastąpiła rozpacz i zniechęcenie, ale pasja ma to do siebie, że jest bardziej uparta od nas samych i kiedy na dobre się zakotwiczy w naszym sercu to powraca jak bumerang. Ostatnie lata to intensywne studiowanie roślin doniczkowych, którym nie przeszkadza bądź odpowiada chłodny klimat tego miejsca. Pierwszy post na ich temat był to parapetowy ogród i w nim dość wylewnie rozpisywałam się, więc nie będę powielać słów już raz napisanych. 

Dziś chciałam pokazać mojego niedobitka, roślinę, która jest starsza od moich małych Miśków, roślina która ma ponad 15 lat, dokładnie nie pamiętam, przybyła do mnie w latach 90 ubiegłego wieku, kiedy zaczęła na dobre podbijać nasz krajowy rynek. A więc przyjechała ze mną z bloku i po ciężkiej naszej walce aby się zaaklimatyzowała, cieszy mnie swoim kwieciem kolejny  już rok.
Stefanotis Bukietowy (Stephanotis floribunda) sprowadzony z Madagaskaru. Główną ozdobą są silnie pachnące kwiaty, które rzeczywiście stanowią pewne wyzwanie dla alergików węchowych. Mimo mej wielkiej miłości i zażyłości ze ,,Stefkiem" (Stevie) na czas kwitnienia, które przypada książkowo na okres  wczesnoletni, u nas kwitnie teraz,  ale potrafi zakwitnąć nawet dwa razy do roku, przenoszony jest w miejsce silnie wietrzone aby zminimalizować intensywność zapachu. Ciężko mi powiedzieć jaki to zapach, bo dla mnie jest on zatykający, może migdałowy? To słowo podpowiada mi głowa. 
Roślina ta zaliczana jest do roślin trudnych w uprawie i rzeczywiście mogę potwierdzić, że należy do tych, którym trzeba poświęcić więcej uwagi. Nie wiem jak inne z tego gatunku ale mój Stefek (Stevie) jest rośliną łatwo komunikującą się. Zwariowałam? Nie... Tym mianem określam rośliny, które odznaczają się dość szybką reakcją na czynniki zakłócające prawidłowy rozwój: przebarwianiem liści czy ich wiotczeniem, czy jakąkolwiek oznaką, że coś im dolega i w codziennej obserwacji mogę od razu komunikat wychwycić i zadziałać. Mój Stefek (Stevie) jak mu tylko coś nie pasuje to od razu to pokazuje poprzez liście co ułatwia nam wspólne pożycie i oczywistym jest, że to właśnie spowodowało, że udało nam się przetrwać nagłą zmianę warunków blokowych, mimo, że Stefanotisy należą do roślin dobrze rosnących w oranżeriach i szklarniach. Jednak lata spędzone w ciepłym bloku zrobiły swoje. W każdym razie udało nam się powrócić do pierwotnej - chłodnej uprawy. 

Kochani :) 
bardzo dziękuję za wszystkie sympatyczne komentarze, za zaglądanie do mnie. Każda Wasza wizyta sprawia mi ogromną przyjemność. Obecnie mam czas nie sprzyjający na spędzanie go przy komputerze: dogasające lato, obowiązki związane ze szczeniakami, przygotowanie do roku szkolnego, itd, itd... i nie mam kiedy odpowiedzieć a i czasami odezwać się na Waszych blogach, ale zaglądam, jestem i czytam.  
 

niedziela, 30 sierpnia 2015

Arka w piórach

Lato a przede wszystkim jego schyłek nie nastraja mnie do siedzenia przed kompem i to miejsce nazwane przeze mnie Arką pochłania sporo czasu i widzę, że robią mi się tematyczne zaległości, ale jak to pewnie każdy, pocieszam się złudnym przekonaniem, że ,,zimową porą będzie więcej czasu i się nadrobi zaległości:".
Nim nadejdzie zima chciałam jednak dziś napisać na temat mojego drobiu. Kiedy wiosną lis wydusił mi kury a wcześniej zdziesiątkował kaczki, przy życiu ostał się tylko Bienio, kto by pomyślał, że kulawa kaczka przetrwa najdłużej, to bardzo wpieraliście mnie duchowo na blogu za co jestem Wam bardzo wdzięczna. I myślę sobie, że tym bardziej nieładnie, nie napisać o tym, że znów mam, że znów kwaczy i gdacze mi na kurzym wybiegu. 

sobota, 22 sierpnia 2015

Osiem par łap i cztery ogony

,,Jak to życie dziwnie się plecie” – Wielokrotnie każdy z nas to zdanie w swoim życiu powiedział w odniesieniu do różnych zdarzeń. Tak samo i ja dzisiaj, dokonałam po raz enty tego samego odkrycia wypowiadając w myśli to znane wszystkim zdanie z jednakową nutą zadziwienia jaka towarzyszy temu za każdym razem, patrząc tym razem na szczeniaki – Wielką Czwórkę. nadal z nami i mają się dobrze. Podrosły, w końcu dobijają do trzech miesięcy już albo dopiero. W każdym razie są większe od kota dzięki masie ciała i nieustającemu wzrostu i na tyle już duże, że zaczynają towarzyszyć nam na ,,drugie pole”, podczas wyprowadzania kóz. 
Nie ma co szukać na fotce czwartej głowy, ponieważ podczas naszych wypraw zawsze jedno z nich zostaje na podwórzu, nie wiem czy to przypadek czy zamierzone, ale tak jest za każdym razem.

sobota, 15 sierpnia 2015

Bukiety lata

Jestem pasjonatką naturalnych bukietów czy może trafniej nazwać je kępami kwiatowymi swobodnie rozrastającymi się w ogrodzie. 
To są dla mnie najpiękniejsze bukiety, które mogę dotknąć, powąchać i podziwiać każdy ich etap wzrostu i rozkwitu. Może jest mi i szkoda, kiedy przekwitają, ale nie aż tak bardzo, jakbym miała ich resztki wyrzucić z wazonu. 
Tłem do nich jest sąsiadująca roślina albo po prostu naturalna przestrzeń tworząca się sama z otoczenia czy poprzez dalszą perspektywę z samego nieba. 
 

piątek, 7 sierpnia 2015

Litewskie ulice

Litwa niepodległość zdobyła jakieś 25 lat temu i prężnie rozwija się. Kiedy odwiedziliśmy ją kilka lat temu widać było w jak opłakanym stanie stała jej gospodarka. Wręcz raziła ogromna przepaść między naszymi krajobrazami wiejskimi a litewskimi z jej  przestrzenią nieużytków. Wiadomo, nie wszystko da się zrobić na raz. Poprzednim razem jak i tym razem zachwycała nas a'la autostrada (a'la- bo jest inna niż nasza, raczej przypominająca nasze drogi szybkiego ruchu), pociągnięta przez całą długość państwa jest fenomenalnym rozwiązaniem i szybką możliwością podróżowania. Wszystko co robią jest robione z dużym rozmachem, przemyślane, czego moglibyśmy się uczyć od nich.

sobota, 1 sierpnia 2015

Klaipeda

Ostatnich kilka dni lipca spędziliśmy na Litwie. Były to nasze drugie odwiedziny Sąsiadów i mimo różnej pogody, a może właśnie dzięki braku upałów uważamy ten wypad za udany. Poprzednim razem skupiliśmy się na pięknym Wilnie i jego imponujących, czynnych architekturach sakralnych, tym razem interesowało nas litewskie wybrzeże i zalew z główną atrakcją wycieczki - Delfinarium. To właśnie dla niego przemierzyliśmy naszym autkiem wiele kilometrów a raczej nasze niemłode już autko pruło rodzimymi i zagranicznymi drogami na ile tylko jego pojemność ,,płuc" była w stanie wydusić z silnika. Spisał się na medal. Przy okazji udało nam się  zahaczyć i o Łotwę, ale to w ramach bonusa wycieczkowego. Uważam, że dzięki takiej sobie pogodzie udało nam się zwiedzić więcej niż gdyby pogoda dopisała, czy padającym żarem z nieba hamowała, zatrzymując nas w poszukiwaniu chłodu i cienia. Ale nic nie jest doskonałe i niestety nieciekawa pogoda odbiła się na zdjęciach.

niedziela, 26 lipca 2015

Knedle - warsztaty kulinarne

Czy ja lubię zaskakiwać? 
Raczej nie, chociaż bliżej prawdy jest stwierdzenie – niekoniecznie. 
Jeśli zaskoczenie ma efekt pozytywnego doznania dla osoby zaskoczonej to czemu nie? Jestem daleka od zaskakiwań o podłożu traumatycznym. 
Dlatego z góry przepraszam wszystkie wytrawne kucharki, których prace twórcze mam okazję podziwiać na zaprzyjaźnionych blogach a i wędrownych kulinarnych blogerów i od razu uczulam, że może porazić ich moja kulinarna koncepcja. 
Nie jestem miłośniczką działań kuchennych jakie by one nie były… może z wyjątkiem parzenia herbaty, rzeczywiście to sprawia mi wielką przyjemność. Ciasta kupuję w cudownej cukierni w miejscowości obok, ku której w przypływie czegoś słodkiego jestem w stanie podążać ponad kilometr polną dróżką nie zważając na pogodę.