Czas kwitnących forsycji jest momentem niezwykłym w moim ogrodzie. Kiedy wchodzi w duet z kwitnącą na biało mirabelką to mam wrażenie, że mieszkam w pisance wielkanocnej. Dookoła mnie cudna żółć okraszona bielą. W tym roku cieszę się, że mirabelka się spóźnia, bo mamy obecnie jakieś poranne przymrozki.
Historia mojej miłości do forsycji jest klasyczna. Widywałam ją na pewno często w dzieciństwie, ale wśród wielu ,,modeli pierwszoplanowych" w przyrodzie ginęła w ich cieniu. Kupiliśmy latem tę działkę jako skoszony kawałek pola, który sprawiał wrażenie, że prócz dziko rosnącej trawy nic nie ma. Jeden róg działki miał kilka krzewów. Z budową ruszyliśmy dość szybko i ten zarośnięty zakamarek był niedostępnym miejscem dla sprzętu budowalnego, kiedy stanęły fundamenty. I któregoś razu, oczywiście wiosną ukazał się moim oczom niezwykły widok. Wśród jak by to rzec, nudnej wokoło zieleni i nieużytków składających się głównie z badyli po jesiennych roślinach, w naszym rogu działki coś cudnie się żółciło. Wręcz płonęło w promieniach słońca. I to była forsycja -mateczna, jak ją lubię nazywać. Ooooo! Rozpoczął się jej nowy czas. Wykarczowaliśmy zbędne krzewy wokół niej, zostawiając tylko te, które miały ją w razie czego chronić i pilnowaliśmy aby nic ani nikt w procesie budowy domu jej nie zniszczył. Ile się nasłuchaliśmy, że to ,,chwast" i nic nie znaczące krzaki. A przecież ma w sobie tyle naturalnego zdrowia dla nas. Kiedy zamieszkaliśmy na stałe to zaczęliśmy są rozmnażać i sadzić w różne miejsca widoczne z okien. Mnie zachwyca, kiedy krzewy kolejno jeden po drugim zaczynają kwitnąć i szaro-bura działka ze śpiącymi jeszcze drzewami albo dopiero się budzącymi robi się żółta a w słoneczne poranki - złocista. Mimo swej ,,chwastowatości" to wcale nie jest taka łatwa w uprawie, trochę nam kaprysi, ale to może przez gliniastą ziemię. Z pierwszą sadzonką biegaliśmy po całej działce, bo miała problemy z przyjęciem się. Żyła, ale nie chciała kwitnąć. Najlepszym dowodem czy forsycji jest dobrze w posadzonym miejscu to czy zakwitnie wiosną, w miarę ładnie. Jeśli nie zakwitnie, albo zakwitnie tylko paroma kwiatami a mogłaby więcej, to można jej szukać nowego miejsca. Można też poczekać i wzbogacić jej ziemię, chociażby o próchniczą z przerobionych liści.
W moim ogrodzie stosuję kalendarz fenologiczny czyli w zgodzie z biologicznym rytmem natury. Ma to sens,
ponieważ te same rośliny budzą się, kwitną w różnym czasie, w zależności
od województwa. A one wiedzą najlepiej co kiedy im pasuje.
🌸Kiedy kwitną forsycje to czas na przycinanie róż i pierwsze koszenie trawnika.
🌸Kiedy kwitną forsycje to czas na przycinanie róż i pierwsze koszenie trawnika.
🌸Kwitnie podbiał pospolity oraz topola osika - siejemy wczesne odmiany marchwi i rzodkiewki.
🌸Kiedy zakwitnie klon pospolity to doskonały czas na sianie buraków.
***
Jeszcze mamy Święta Wielkanocne. Zdążyłam. Chciałabym życzyć wszystkim spokojnego życia, zdrowia i poprawy zdrowia, miłości w relacjach z bliskimi osobami i serdeczności w relacji z innymi osobami. Aby świat był bez wojen, szanujący się i aby naprawdę zagościła tolerancja do drugiego człowieka, bez przemocy.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz