Obserwatorzy

piątek, 21 lipca 2017

Lilie w ogrodzie / Lilies in the garden

Ostatnio w swoich postach skaczę z kwiatka na kwiatek i nie jest to żadna przenośnia. Raz jestem w roślinach polnych, raz w ogrodowych. Ale u mnie nie da się inaczej bo oba te ,,światy" przenikają się w moich rabatach a przede wszystkim w moim ogrodzie. Zauważyłam, że dużo lepiej pod kątem wyglądu liści mają się te kwiaty ogrodowe, które w sąsiedztwie mają polne. Zagadkę nie trudno rozwiązać, że insekty i owady chętniej siadają na polnych, kiedy mają je w zasięgu. Nie mówię, że to reguła ale bardzo częste zjawisko obserwowane wśród moich ogrodowych kwiatów. Te lilie na przykład. Wypieliłam teren wokół nich i natychmiast coś zaatakowało ich liście a nawet i ponadgryzało płatki, na fotce może aż tak tego nie widać. Nie używam chemii w ogrodzie.

poniedziałek, 17 lipca 2017

Jesteśmy Ziemianami / Stop nuclear weapon!

Wczoraj gorąc, może nie jakiś duszący ale mimo wszystko gorąc, dziś dzień zachmurzony ale ciepły. Nigdy nie robiły na mnie wrażenia wielkie upały, wprost przeciwnie czułam się z nimi dość dobrze. Jako chudzielec zawsze odczuwałam brak ciepła, bo z braku wystarczającego tłuszczu, jedynie spożywany pokarm mógł być zużywany na ogrzewanie organizmu. Stąd genetyczni chudzielce mogą jeść i jeść i nie tyją. Często słyszy się ,,gdzie to się w nich mieści?"A my to po prostu spalamy na bieżąco. Ale w ostatnich latach gorące miesiące nawet i mnie zaczynają przeszkadzać. Może to z wiekiem? A może udało mi się właśnie  z wiekiem troszkę przytyć i tu i ówdzie gdzieś tam odkłada się to przysłowiowe sadełko i już tak nie potrzebuję nagrzewać się niczym jaszczurka? 


For some years we have in Poland hotter and hotter weather. I am a genetic thiny and I have loved the hot. But there is too much of that! The climate changes in Poland. In last year there was so hot that the trees started dropping  their leaves. This year we have a lot of rainfalls so the trees can manage with it. I have feeling I live in tropical climate. I consider somebody is testing nuclear bomb somewhere on the Earth. When the people understand that there is no borders and no countries about global climate? There is only one border – the globe of Earth! There is one nation – the Earthians! Even the animals know it because they have travelled by millions years over the our planet. It’s so hot and so wet that I can’t manage with weeding. Due to this I have plenty of savage flowers in my garden. I like them but the stupidity of mankind is annoying me. The summer is beautiful but the people’s mindless is very sad to me.

sobota, 15 lipca 2017

Urlopowy poranek / Holidays in the morning

Urlop, czas w którego okres wkłada się często mnóstwo planów, marzeń i nim nadejdzie poświęca się wiele czasu na rozważania jego wykorzystania. A on nadchodzi, trwa i przemija równie szybko jeśli wręcz nie  szybciej jak każdy inny dzień. Robimy tak samo, wcale nie jesteśmy sprytniejsi. Planów mnóstwo z czego realizuje się niewiele albo zupełnie co innego. Jesteśmy już w tym wieku, że zrozumieliśmy, że nie da się w krótkim czasie urlopowym  zrealizować zaległych prac z całego roku albo i dłużej. A podjęcie się takiego maratonu nie jest odpoczynkiem, chociaż bardzo spodobało mi się zdanie, pewnej blogierki, że będzie odpoczywać po urlopie. 


The holidays is a beautiful time. I usually get up at 5 a.m. and drink tea. My inmates have slept yet. I like such mornings very much. I needn’t go work so I am happy. I love this time with my animals. I’m pouring  fresh water to them. I feed them. The hens, the ducks and the cocks are waiting impatiently for opening theirs chickencoop. While the door is open they are running to get food and to drink fresh water. I like to watch them when they are eating. Later I bring my goats and lead them to the meadow. In the end I admire the sky and watch my cat how it is relaxing. Thanks to my morning activity my husband can sleep more. He likes my holidays.  I invite you to watch my movie about morning at chickens paddle. In 1 minute 19 seconds is the warning sound of cock affraiding the air predators. When there is bigger danger he is crowing  louder.

poniedziałek, 10 lipca 2017

Tegoroczne róże

Miałam w tym roku nie pisać o różach, sporo opowiadałam o nich w poprzednich latach. Żadna nowa nie doszła... chyba?
Ale po tej zimie jak mi prawie wszystkie przemarzły a wiosenne przymrozki załatwiły te co jeszcze były i myślałam, że w tym roku nie zakwitnie ani jedna to od razu nabiera się ochoty na ich fotografowanie i uwiecznienie ich piękna. 
Nie mam odmian uprawianych na pieńku bo tu u mnie to strata czasu i niepotrzebnie wydane pieniądze. Nawet okrywanie nie pomaga. skupiam się na zwykłych ogrodowych i krzaczastych.

sobota, 8 lipca 2017

Rodzicielstwo kogucie

Nieustannie jestem albo wciąż jestem pod coraz to większym wrażeniem i zachwytem obserwując społeczne życie kur.  No przecież to TYLKO kura. Niektórzy nawet nie rozróżniają koguta od kury. I wcale się nie dziwię bo to rzecz rzadko komu przydatna jeśli ich nie hoduje. Po za tym przecież ogólnie, zwyczajowo na nie mówi się po prostu - kury. No bo to kury.
Mamy dwóch bliźniaczych kogutów, którzy różnią się naprawdę drobnymi detalami swojego upierzenia. Za pewne w społeczności kurzej różnią się znacznie i każda kura postukałaby się pazurem w dziób jak by wiedziała, że dla nas są prawie jednakowi. 

piątek, 30 czerwca 2017

Spaceruję...

Ostatni dzień czerwca... aż trudno w to uwierzyć.  W dodatku  jak za  oknem  jest tak  jak jest. Wietrznie i leje... ciągle leje i jest bardzo nieprzyjemnie. Bylejakowatość pogody przekłada się na moje samopoczucie. W dodatku czerwiec był dla mnie dość trudnym miesiącem. Można było trochę to odczuć po tematyce postów. Wiele spraw się zazębiło i byłam... w sumie jestem nadal w jakiejś huśtawie nastrojów. Może właśnie dlatego od kilku dni nasiliły się moje spacery. Chodzę z mężem do lasu na kurki. Można powiedzieć, że sezon grzybowy jest rozpoczęty, ale ja chętniej spaceruję po okolicy. 

wtorek, 27 czerwca 2017

Kurki & kurki / Chanterelle mushrooms & hens

Ileż emocji!! Wręcz sensacja na skalę światową w naszej Arce. Nakręciłam pierwszy w swoim życiu filmik komórką a tym samym i sama komórka nakręciła w końcu jakiś planowany filmik, bo to, że włączała się przez przypadek kamerka to zdarzało się czasami. Jak to mówią człowiek uczy się przez całe życie a widząc jak postęp prze do przodu to na bank będzie musiał uczyć się te nieszczęsne całe życie. 
Również dzisiaj po raz pierwszy wybraliśmy się na kurki do lasu i udało nam się co nie co znaleźć. Myślę, że sezon na nie dopiero się zaczyna. 

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Wspomnienia - sianokosy 2011 r.

sierpień 2011 r.
Ostatnio przeglądam stare zdjęcia to taki wstęp aby wreszcie zrobić z nimi porządek i gdzieś je zgrać. Nie przepadam za wstawianiem archiwalnych zdjęć ponieważ potem łatwo zapomnieć, że się je już wstawiło a trudno jest odnaleźć takie zdjęcia bo są ,,poza czasem" i mogą zostać dodane w każdej porze. Lubię zachowywać chronologię zdarzeń bo łatwiej jest potem jakąś informację odnaleźć.  Tak jest i tym razem. Przejrzałam cały blog i nie udało mi się znaleźć tych zdjęć. Mam jakieś wrażenie, że już je gdzieś wstawiałam ale nie mogę znaleźć, a są dla mnie bardzo ważne ponieważ są fotorelacją bardzo miłych chwil jakich mam tu niewiele i jest zdjęcie jednego z naszych ulubionych kocurków, którego już nie ma z nami. (Wpis z dnia 19. 06. br)

piątek, 23 czerwca 2017

Czerwiec jak czerwiec

Trudno o zdjęcia ogrodowe ponieważ zaczyna kwitnąć bądź kwitnie wszystko to co pokazywałam już wcześniej. Zdecydowałam się na kilka zdjęć ze względu na moją radość, że te kwiaty są i poradziły sobie z wiosennymi przymrozkami tego roku. Bardzo dostało się różom. Praktycznie wszystkie przemarzły i ścinane były do podstawy. Od lat nie mam już róż szczepionych bo to było bezsensowne. Ta róża krzaczasta również została mocno zniszczona ale na szczęście dość szybko się odbudowuje i może trochę gorzej ale mimo wszystko pięknie zakwitła, a zapach jej jest niesamowity i rozchodzi się bardzo daleko, a jak jeszcze wiatr powieje w sprzyjającym kierunku to ma się wrażenie, że jest się w różanym ogrodzie.

środa, 21 czerwca 2017

Bodziszki w moim ogrodzie

bodziszek korzeniasty
Moja miłość do bodziszków rozwijała się stopniowo. Tak jak do wielu innych gatunków pojawiała się od pierwszego spotkania tak tutaj dojrzewała latami niczym prawdziwy, dorosły związek. Zaczęło się od tych z pierwszego i drugiego zdjęcia, których obecnie mam mnóstwo i wciąż staram się nimi zapełniać wolną przestrzeń na działce ponieważ są idealne do zadarniania powierzchni. Pierwszych kilka kępek dostałam od sąsiadki z miejskiego ogródka w wieku 16 lat? Jakoś tak. ,,Posadź sobie i zobaczysz jak pięknie będą ci rosły i kwitły. " - oznajmiła sąsiadka przekazując mi przez wspólną siatkę kępkę zielonych liści z korzonkami. 

wtorek, 20 czerwca 2017

Chwaściara / Loving wildflowers

Jestem też chwaściarą. Nie znacie tego słowa? Zapewne, bo w toku swojej rozmowy na zaprzyjaźnionym blogu wymyśliłam je, a jeśli nawet istnieje to przywołałam. Chwaściara to ktoś kto kocha rośliny polne inaczej zwane chwastami. Jestem chwaściarą. Widzę siebie jak tańczę na łące, kręcąc piruety i wołającą głośno kwiaty polne są piękne i mijających mnie ludzi stukających się w czoło albo znacząco kiwających głową. Bardzo realna wizja i wcale nie taka odległa. Swego czasu tubylcy tej okolicy a obecnie nasi przyjaciele i sąsiedzi przyglądali się spode łba (They are surprised.)  moim wykopkom polnych roślin i sadzeniem ich w ogrodzie. Wspomniany głóg przeszedł już do historii. Uwielbiam to zdjęcie. Nie pamiętam czy już je wstawiałam, jest sprzed kilku lat ale nadal odzwierciedla mój stan ducha. 

niedziela, 18 czerwca 2017

Tęsknota

Warszawa

Jestem dzieckiem miasta i nic tego nie zmieni. Ani kozy, ani kury, ani radość z uprawy własnych warzyw czy owoców. Zdecydowanie lepiej czuję się w mieście niż na wsi. Ale jestem tu gdzie moje dzieci i moja rodzina. Tu gdzie rzekomo mają wygodniej i lepiej. Tu gdzie ja mam się czuć szczęśliwsza... Nie wiem czy jestem szczęśliwa, ale na pewno mam spokój ducha, który po części jest spowodowany mieszkaniem tutaj. 

piątek, 16 czerwca 2017

Rabata juniora

Widać żółty krzew na rabacie? To berberys ale nie pamiętam jaki, być może berberis thunbergii Aurea. W toku przesadzania i przeinaczania wyleciało to i owo a pojawił się nowy kolor. Być może lepiej wyglądałby niski purpurowy do pary z purpurowym dużym w głębi ale w rzeczywistości bardzo ładnie wygląda ten żółty i dodaje rabacie świeżości. Nie będzie zbyt duży, chociaż liczę na to, że jeszcze trochę podrośnie i rozkrzewi się. W poprzednim miejscu miał zdecydowanie za mało przestrzeni życiowej i był znacznie zagłuszony. Teraz może śmiało ,,rozwinąć skrzydła" i mam nadzieję, że to zrobi.


sobota, 10 czerwca 2017

Dzień jak co dzień

Dzień jak co dzień - taka myśl mi zaświtała siadając do komputera kiedy zastanawiałam się jak zacząć kolejny post. Jest sobota, dzień wolny dla mnie, piękna pogoda... piękny poranek bo podobno po południu ma znów padać. Poprzedni czas pielenia przepadł, mogę zaczynać pielenie i koszenie od nowa, tak jak by nic nie było robione. Niekiedy tam nawet mam. Pielę i koszę, potem przychodzi kilka dni opadów, po nich wpadali znajomi i pytali czy kosiarka nam się zepsuła i dlaczego nie pielimy w rabatach [wyćwiczony uśmiech nr 3] Wtedy naprawdę można zwątpić. Ale ja nie o tym chciałam pisać... ,,dzień jak co dzień" Co tak naprawdę to oznacza? Jaki jest ten nasz codzienny dzień? Czy rzeczywiście wolny dzień w tygodniu można tak nazwać? Przecież nie idę do pracy. Zrywam się z łóżka tak samo, ale to genetycznie uwarunkowane nie mające nic wspólnego z porannym wstawaniem do pracy. Dlaczego w wolny, sobotni poranek moja głowa nadała komunikat ,,dzień jak co dzień"?

czwartek, 8 czerwca 2017

Podwórkowe opowieści.../ My hens

kwiecień 
Nastał czas, że świat blogowy pełny jest kwiatów, słońca, wycieczek i jak to ja, wolę czytać niż pisać. W dodatku jak na innych blogach jest tyle interesujących i wciąż nowych rzeczy a mnie się zdaje, że w kółko piszę o tym samym. 
Właśnie wróciłam ze stawu, gdzie umieściłam przy brzegu grubszy konar, aby z jednej strony łagodnie wchodził w wodę. To dla ptaków. Człowiek staw ma i wydaje mu się, że ptaki mają gdzie się napić. Ale jak brzeg jest stromy to nie mogą. Wczoraj obserwowałam naszego, tegorocznego wróbelka, który próbował dostroić się (Sit down comfortably) do wysokiego garnka dla psów, w którym była woda i nie mógł sięgnąć a bał się, że wpadnie. To dało mi do myślenia na temat stawu i poideł dla drobiu, bo przecież są. Ale widać dla takiego małego ptaszka stanowią duży problem wielkie pojemniki. Nalałam od razu do płytkiej miski. Przy okazji apeluję o wystawianie poideł dla ptaków szczególnie tam gdzie jest bardzo gorąco. 

wtorek, 6 czerwca 2017

Łubin w moim ogrodzie

Moją ulubioną definicją chwastu jest ta,  że jest to niechciana roślina w ogrodzie. Chwastem więc może być każda roślina uważana za ogrodową. Ktoś, kto na przykład nie lubi róż będzie je wyrywał i zwalczał za wszelką cenę i one dla niego niepożądanymi roślinami w ogrodzie. Mąż nie przepada za półdzikimi odmianami właśnie róż. A mnie znów bardzo podobają się te tzw. bardziej wiejskie i nie zawsze tylko polne kwiaty. Tak jest w przypadku łubinu. Niby to taka pospolita roślina a miałam ogromny problem z jej zadomowieniem. Łubin jest dla mnie kwiatem ogrodowym zajmuje miejsce w rabacie wśród innych ogrodowych roślin i zachwyca mnie niezmiennie odkąd udało się jej zadomowić na mojej działce. 

niedziela, 4 czerwca 2017

Miejsce dla kwoki z kurczakami

Czeka inny post  na temat kur, ale skoro sama Natura dała nam taki prezent w dniu dzisiejszym, to będzie o kurach dzisiaj i  ten wydaje mi się sprawą priorytetową, szczególnie dla osób, które zostały przeze mnie zainspirowane do hodowli kur i mają po raz pierwszy kwokę wysiadującą już jaja. Kwoka siedzi na jajach około 21 dni a gospodarz w tym czasie powinien zastanowić się gdzie te kurczaki będą dalej mieszkać lub przygotować gotowe już miejsce ponieważ nie zawsze uda się idealnie wyłapać okres lęgowy i mogą  pojawić się wcześniej. Dobrze jest jak pisklaki wykluwają się ,,jedno po drugim" bo wtedy kwoka spokojnie siedzi na jajach a maluchy czekają.

sobota, 3 czerwca 2017

Szok w trampkach / Astonishment

Pielę... Pielę? Pielę, oczywiście, że pielę, nadal... rano, w południe, popołudniu... kiedy tylko znajdę czas. Na szczęście jeszcze we śnie nie pielę. W każdym razie jak pomyślicie o mnie to możecie w ciemno wyobrazić sobie, że pielę...  a dzisiaj to już sama siebie wyrzuciłam z dworu aby w końcu to przerwać bo ileż można? Jedna taczka... druga taczka... trzecia taczka... Więc pielę kolejno rabatę za rabatą. Tu dosadzę, tam dosieję, przesadzę... Gorąc taki, że moje prace ściśle związane są z przesuwaniem się Słońca po nieboskłonie bo wytrzymać można tylko w cieniu. Nigdy jeszcze nie byłam tak zsynchronizowana ruchowo ze Słońcem jak dzisiaj. Za naszym ogrodzeniem jest pozostawiony pas drzew, który też należy do naszej działki ale nie chcieliśmy ich usuwać. Są naturalnym parawanem oddzielającym nas od drogi. Ten pas drzew rzuca cień na działkę dając już od południa w wielu miejscach może nie cień ale takie lekkie rozrzedzenie tych promieni i mimo, że jest upał to nie ma tej przysłowiowej patelni i można coś podziałać na większym obszarze.

czwartek, 1 czerwca 2017

Duży Kacper

Jeśli jest Kacper na fotce zapowiadającej post to wiadomo, że będzie o naszych zwierzętach. I tak też będzie... chyba tak, raczej tak, bo wiadomo, że myśl potrafi spłatać figla i powędrować w zupełnie innym kierunku... jak chyba właśnie próbuje zrobić, więc wracamy do fotki z kozłem.  Uwielbiam tę fotkę.  Kryje w sobie tak wiele elementów z naszego życia, które w sposób przypadkowo a zarazem codzienny zarejestrowały się na zdjęciu. Drzewa leżące koło Kacpra to wczesnowiosenna niespodzianka pogodowa, która mogła się skończyć bardzo tragicznie jakby przyłączył się do zaistniałego duetu wichury i drzew jeszcze  samochód z pasażerami. Dziwaczne ogrodzenie za Kacprem ,,łatane" na różne sposoby to nasza niewiedza na temat kóz i ich pomysłowość i siła. A tę niebieską piłkę z lewej strony przyniósł w pyszczku Reksio do zabawy z Kacperkiem. 

niedziela, 28 maja 2017

Otwarcie drzwi

Ciężko nie być monotematycznym, kiedy człowiek cieszy się z pięknej, słonecznej pogody jeśli nawet z lekka przerywana jest deszczykiem, dlatego znów będzie ogrodowo, albo raczej rabatowo. Nieustająco pielę, koszę i przesadzam. Wczoraj na nowo odkryłam moc kosiarki, kiedy to za jej sprawą mój ogród znów nabierał trówymiarowości, jak często nazywam efekt terenu dopiero co skoszonego,  w którym wyraźniej odznaczają się rabaty od ścieżek i miejsc trawnikowych.  Po raz kolejny kosząc pomyślałam, że powinna być elementem terapii. Niesamowicie wycisza i relaksuje. Przed nią jest bałagan i chaos po niej ład i porządek. Magia kosiarki. Ale o niej już było...

środa, 24 maja 2017

Niby maj...

Nie wiem jak u innych ale mnie trochę czas zwolnił odkąd nastała piękna, słoneczna pogoda. Wprawdzie ciągle pielę, przesadzam i przerabiam rabaty podnosząc je bo przez te okropne deszcze i czas mokradłowy pozapadały się w sobie, to jednak mam odczucie, że ten maj jakoś się wydłużył. Przyroda coś tam próbuje nadrabiać i żyć swoim ustalonym od wieków czasem ale widzę, że też jej to słabo wychodzi. Kolejne późne przez pogodę tulipany próbują zakwitać ale wcześniejsze opady deszczu i gradu poniszczyły im liście i niby kwitną ale są mocno sfatygowane. 

niedziela, 21 maja 2017

Nasze naturalne kąpielisko

Upał rozlał się wokoło równie obficie jak promienie słońca. Nareszcie! Albo Och ale gorąco!. Dla mnie zdecydowanie to pierwsze, bo spragniona jestem ciepełka. 

piątek, 19 maja 2017

Uruchomiliśmy kosiarkę!

Jedni ciężko pracują inni ciężko leniuchują. Czasami patrząc na te moje koty i ich ciągłe przebywanie gdzieś w pobliżu, kiedy pracujemy, wydaje mi się, że ich mocne spanie jest wprost proporcjonalne do naszego wysiłku fizycznego. Kto ma koty i ogród ten wie o czym mówię, kto nie, to zdjęcie powinno to zjawisko w jakiś sposób przybliżyć. A ostatnio koty zapadają w tak mocną drzemkę dzienną jakby w nocy w ogóle nie spały. Polują? Nocne odgłosy spać im nie dają? Tak teraz zaczęłam się nad tym zastanawiać jak zaczęłam o tym pisać. 

wtorek, 16 maja 2017

Sekator w dłoń!

Wspomniane ,,uporządkowanie" jeszcze mnie nie przeraża ale już zaczęłam się mu z lekka przyglądać. Pisałam swego czasu o pewnego rodzaju rozdwojeniu jaki mam, bądź mi dolega czytaj. Wracając do tegorocznego ,,uporządkowania" dość często i ostro macham sekatorem i nożycami ogrodowymi. Dzisiaj ufrycowałam (I trimmed) kolorową wierzbę i hortensję. Tak jak o pierwszą się nie martwię bo ona to lubi tak jeśli chodzi o drugą to nie jestem pewna tak do końca czy nie przesadziłam z podcięciem, ale okropnie mi się wyciągnęła i zaczęła zajmować za dużo miejsca. Mnóstwo przemarzło mi róż i chyba to spowodowało, że trafił mnie szlak i przesadzam, przesadzam i przesadzam. Wycinam, przycinam, wycinam i przycinam a kupa gałęzi rośnie...


niedziela, 14 maja 2017

Pierwsza połowa maja

Weekend jest piękny i mam nadzieję, że jest preludium do pięknej już wiosny i lata. Patrząc na otaczające mnie życie w przyrodzie to tylko my mamy jakiś zastój przez pogodę. Ptaki uwijają się w tempie ekspresowym latając wręcz nad naszymi głowami i karmiąc swoje rozkrzyczane pociechy, drzewa nieustająco zazieleniają się, niższa partia roślinna rozrasta się, nie koniecznie to co byśmy chcieli, ale rozglądając się wokoło to wszystko najnormalniej żyje, rośnie i ma się dobrze, przynajmniej z pozoru. Dlatego nie zamierzam narzekać na pogodę, ponieważ chyba to tylko nam ona nie pasuje, a jeśli innym też dokucza to bynajmniej (by no means) nie użalają się nad sobą tylko robią to co trzeba bądź co się da.

środa, 10 maja 2017

2011 rok - Początek maja

Maj tego roku jest pełen niespodzianek pogodowych. Skaczący ze skrajności w skrajność. Raz bardzo gorący innym razem zimny i mokry z opadami nawet deszczu ze śniegiem. 

Ale chciałam pokazać zdjęcia z pewnego majowego poranka sprzed 6 lat. Zdjęcia z mojej działki. To był dopiero szok. Jak zwykle pierwsza się obudziłam. Ale tego poranka to nie byłam pewna czy na pewno się obudziłam. Nikt z domowników nie chciał uwierzyć, że jest biało od śniegu, że wróciła zima. Mąż wręcz zastanawiał się czy nie ma pryma aprilis.

 W każdym razie wszyscy uważali, że jaja sobie robię (I make jokes), nie wiedzieć czemu akurat w taki denny sposób i tak mało wiarygodny.

wtorek, 9 maja 2017

Tulipany raz jeszcze

Tulipany cieszą się ogromną popularnością a przede wszystkim sympatią i są praktycznie w każdym ogrodzie. Jeśli gdzieś ich nie ma to raczej jeszcze ich nie ma lub ogrodnik jeszcze nie zapałał do nich miłością ale to przed nim. Jeśli nie w ogrodzie to w wazonie ale prędzej czy później pojawią się. Każdej wiosny jest o nich dużo. U mnie nie może być inaczej, pisałam o  tulipanach w drugim roku założenia bloga, bo na pierwszy rok nie załapały się ze względu na późniejszy okres założenia go. Tak to za pewne na bank były by jednym z pierwszych moich tematów. Czy da się o jakimś temacie dużo mówić? Jak widać da się, spoglądając na niego z innej strony. Na pierwszej fotce kępa tulipanów botanicznych zakwitająca dużo wcześniej niż pozostałe, w tym roku kwitnienie niemalże zrównało się z klasycznymi odmianami. I nie prezentują się zbyt pięknie, przez zbyt duże opady deszczu i naszego, słodkiego Reksia.  Ale są odmianą bardzo niekłopotliwą a wdzięcznie kwitnącą i jak ktoś jej jeszcze nie ma to gorąco polecam. U mnie kwitnie w półcieniu.

niedziela, 7 maja 2017

Wyjrzało na chwilę słonko

Gwar od samego rana. W domu cicho, domownicy jeszcze śpią a wystarczy przekroczyć próg drzwi tarasowych i wkraczamy z zupełnie inny świat, świat ptasich szczebiotów, ćwierków. Jest tak głośno niczym na jakimś ptasim jarmarku. Wszystkie gadają równocześnie. Skąd one wiedzą kto do kogo mówi i co, to ja nie mam pojęcia, ale szczerze podziwiam tak dobrej orientacji i zmysłu słuchu. Ogromnie różni się ten poranek od poranków zimowych czy późno jesiennych. Brakowało mi tego gwaru... wręcz hałasu ptasiego gadania. Zamykam drzwi i znów cisza... dobiegają tylko pojedyncze, stłumione dźwięki. 


piątek, 5 maja 2017

Wiosenni goście naszego stawu

Od kilku lat, zwłaszcza wiosną słyszę głosy żurawi odwiedzających chyba leśne oczko każdego poranka, a ich ,,gęgot" nie wiem jak to nazwać, niesie się echem i polami aż do mnie. Kilkakrotnie miałam w planach zakraść się tam o poranku ale ciągle się bałam, że jak będę, a one mnie wyczują to po prostu odlecą, czy nie przylecą i zakłócę ich codzienny tryb życia. A tego bardzo bym nie chciała. Od lat czytam z całą rodziną blog przyrodniczy Leśne opowieści i z zapartym tchem śledzimy przygody pana Krzyśka Leśnego Mikundę, dzięki czemu możemy z bliska zobaczyć wiele dzikich zwierząt. Zaowocowało to moimi skrytymi marzeniami aby też móc poobserwować takie dziko żyjące zwierzę. W tym momencie chcę podziękować autorowi tych przepięknych opisów, gdyż mój syn Janek, widać ma więcej szczęścia ode mnie, kilkakrotnie już spotkał a raczej natknął się na dzika i dzięki ,,leśnym opowieściom", wiedział jak ma się zachować, albo co ważniejsze - jak ma się nie zachowywać. Mąż spotkał kiedyś łosia pasącego się na łące razem z krowami, minął by go, gdyby nie podświadome stwierdzenie, że ,,widzi bardzo brzydką krowę". Mnie osobiście wystarczyłoby w miarę bliskie spotkanie z sarenką czy jeleniem lub łosiem, albo właśnie... 

środa, 3 maja 2017

Rudbekiowa łączka przy stawie

Nie zamierzam rozpoczynać jakiegoś cyklu ,,podróży po rabatach" chociaż może nie byłby to wcale taki zły pomysł? Ze względu na toczącą przez nas, od lat, walkę z niesprzyjającym podmokłym terenem to mógłby taki cykl wypaść bardzo pouczająco. Na każdym kroku naszej działki są jakieś eksperymenty z poskromieniem mokradeł bardziej lub mniej udane. Do tego latem patelnia słoneczna, która w ogóle nie szła w parze z wiosennymi bagnami. Czas przeszły, bo dzięki drzewom została ona poskromiona na tyle, że nie jest już taka uciążliwa, pod warunkiem, że nie ma ogromnych upałów. A rabaty czekają ma modernizację. Ale dziś chciałam napisać o mojej łączce, którą od lat nazywam Rudbekiową łączką. Zawsze pisałam o niej latem lipiec 2015 r. i lipiec 2016r. Tym razem piszę o niej teraz z dwóch powodów. Raz aby pokazać ją jak wygląda o tej porze roku, dwa z powodu nieoczekiwanych gości, którzy sprawili mi ogromną niespodziankę i radość. Ale po kolei...

wtorek, 2 maja 2017

Nowa rabata

Jest wiele możliwości na spędzenie długiego, majowego weekendu. My zdecydowaliśmy się na wykorzystanie go na prace ogrodowo-podwórzowe. W dodatku jak pogoda od samego rana zapowiadała się słoneczna i bezdeszczowa. Szczególnie mnie ona ucieszyła, bo ciągle jestem poza domem i brakuje mi tego czasu na tego rodzaju prace. Jak co roku planuję sobie różne rzeczy na te kilka wolnych dni, które i ja spędzam w domu. Jest idealnym czasem na relaks, odpoczynek mózgu i oderwanie się od monotonnej codzienności, w którą się wpada jeżdżąc każdego dnia do pracy. W dodatku jak działka jest wielka i ciągle brakuje rąk do pracy na niej.

niedziela, 30 kwietnia 2017

Pelargonie

Za oknem jest jak jest  to miło jest móc zawiesić oko na czymś przed oknem. Pelargonie. Już kiedyś o nich pisałam, że moja miłość do nich bierze się z dziecięcych wspomnień a dokładniej z wakacji u Babci. Wydaje mi się, że w moim dzieciństwie we wszystkich wiejskich oknach rosły pelargonie. Głównie czerwone lub różowe. Nie było tak dużo odmian jak jest teraz. Był moment, kiedy odeszły w zapomnienie jako coś przestarzałego i niemodnego. Moim zdaniem pelargonie są ponadczasowe i pasują do każdego wnętrza.

piątek, 28 kwietnia 2017

Moja czeremcha

Co tu dużo mówić - zazielenia się. Z każdym dniem jestem coraz bardziej zaskoczona zmianą przyrody, która sprawia wrażenie jakby mało co robiła sobie z tej brzydkiej pogody, przynajmniej jeśli chodzi o drzewa. Słyszałam, że dostało się wczesnym odmianom magnolii, którym kwietniowy przymrozek przerwał proces kwitnienia, i niektóre kwiaty przemarzły, bardzo mi przykro z tego powodu. U mnie wszystko zakwita tak późno, że nie miało możliwości przemarznąć. Przemarzły za to róże za słabo je okryłam na zimę, ale o nich innym razem... Patrząc na drzewa, krzewy i kwiaty kwitnące później to rosną a rośliny śmiało wyłażą z ziemi i trawa nabiera soczystości koloru. Zaskoczyła mnie czeremcha, która swoim corocznym zwyczajem, po prostu zaczęła kwitnąć. 


środa, 26 kwietnia 2017

Zakaczuszkowana / My sleeping room is ducked.

Nie wiem co mi się stało w tym roku, ale niespodziewanie i dla mnie samej zaczęłam kolekcjonować kacze figurki. Jestem przeciwna ,,kurzołapkom" (,,Things that are dusty catching.") ze względu na alergię na pyłki i trzeba je ciągle odkurzać a na to nie zawsze jest czas. Po drugie tego typu ozdoby dość szybko mi się nudziły i był kłopot co z nimi zrobić potem. Tym razem zrodziła się wręcz namiętność do nich i zaczęły pojawiać się w niepokojąco szybkim czasie i opanowały moją sypialnie wypierając wszelkie dotychczasowe ozdoby, których i tak było niewiele i wzbogacając sobą ogólny ascetyczny charakter wnętrza.

środa, 19 kwietnia 2017

Sezon ogrodowy rozpoczęty

Zdjęcie idealnie odzwierciedla naszą codzienność. Taki misz - masz na każdym polu działania. Pogoda jest tak kapryśna, że trudno cokolwiek zaplanować, w dodatku jak ma się ograniczony czas. Coś tam dłubiemy w ziemi, coś tam staramy się działać pod kątem naprawczym, jak nie ma pogody to próbujemy prac w domu ale ogólnie jest chaos. Najlepiej mają się chwasty i pokrzywy. Obserwując rośliny wyłażące z ziemi zaczęłam zastanawiać się czy prymule zakwitną. Najpierw długo było mroźno, potem deszczowo, na krótki czas odwiedziło nas lato w pełni a teraz jest tak jak powinno być, ale czy te przeróżne pogodowe dziwactwa nie wpłyną na kwitnienie prymul? Widzę w rabatach, że wyłażą, ale czy to nie za późno już na nie? Przekwitły żonkile, zaczynają kwitnąć późniejsze tulipany ale niestety, te posadzone w zagrożonych mokradłem terenie nie wybiły.

wtorek, 18 kwietnia 2017

Nasze sosenki

Wypogadza się. ,,Nie chwal dnia przed zachodem słońca." Ale poniedziałkowy poranek jest słoneczny i przynajmniej zza okna wydaje się, że jest ładny dzień. Dni przedświąteczne były dyngusem z nieba, może to jakaś próba obrony przed dewastacją przyrody? Pada, leje to może skupią się na kuchni, porządkach domowych i zostawią w spokoju ogród czy działkę? Moje drzewa mają się dobrze a widok na mojej działce sosenek napawa mnie dumą i uskrzydla. Kilka lat temu dowiedzieliśmy się o planach zagospodarowania terenu tuż przy lesie i poprzesadzaliśmy małe sosenki do nas aby miały szansę żyć dalej. Tam skąd braliśmy jest już pusty teren, nie ma żadnego drzewa. Chciałabym napisać, że dorosłe sosny należą do tych drzew, które produkują największą ilość tlenu. Zdaję sobie sprawę, że nowe drogi są potrzebne bo pojazdów przybywa wprost proporcjonalnie do ludzi i ich potrzeb. Że era rowerów już się skończyła, aczkolwiek mam jakieś wrażenie, że powróci w toku dalszych postępów ludzkości. 

sobota, 15 kwietnia 2017

Święta Wielkanocne

W tym roku Święta Wielkanocne są zdecydowanie inne od poprzednich. Poprzednie były spokojne, toczyły się cichym z lekka leniwym tokiem i prócz kilku charakterystycznych symboli przypadających na te święta nie wyróżniały by się spośród reszty dni codzienności. Te święta to burza myśli i lawina darzeń dobrych i mniej dobrych ale odpukać nie złych. Czuję się tak jakby Pan Bóg poprzez myśli wziął mnie w ręce i tak zdrowo po ojcowsku potrząsną a raczej dobrze wytrząsł niczym dywanik wytrzepywany z kurzu.  W moim przypadku zostały mocno zweryfikowane moje wartości moralne, a dokładniej - mądrość i głupota. Wydaje mi się, że stało się to za sprawą przypadkowo kupionej małej książeczki na kościelnym kiermaszu ,,Droga światła" napisanej przez Bożenę Hanusiak. Cieniutka o małym formacie książeczka z czternastoma fragmentami z Pisma Świętego i częścią teologiczną do nich tworzącą w zamyśle ,,spotkanie z zmartwychwstałym i żyjącym Panem, którego można <dotknąć> jak pierwsi uczniowie. " Tak jak nad innymi kupionymi pozycjami dość długo się zastanawiałam tak tę wybrałam dość szybko. Ze względu na swoją kieszonkową wielkość wzięłam ją do torby aby przeczytać w podróży. Ogromne było dla mnie zdziwienie, że tak dobrze tematycznie trafiłam z czasem liturgicznym. Nawet zmartwiłam się, że jest taka krótka i fajnie by było czytać ją aż do świąt. Został mi jeszcze jeden rozdział, mimo iż starałam się czytać systematycznie. Jak to możliwe? Ponieważ każdego dnia czytałam jeden rozdział. Tak sobie postanowiłam. Przy pierwszych musiałam się pilnować a potem przyszło to samo. Modlitwa na rozpoczęcie i jedno spotkanie z Panem. Kilkakrotnie powracałam do już przeczytanego rozdziału aby jeszcze raz go zgłębić. I coś się zaczęło dziać. Zaczęły napływać do mnie jakieś myśli, pojawiać się spojrzenia nowe i zupełnie inne niż miałam do tej pory. Często miałam wrażenie jakbym po przeczytaniu zanurzała się w myśli i słowie. Bardzo często czytam Biblię ale ta książeczka jest jakaś inna. ,,Zmartwychwstały Panie, niech Twoje światło przeniknie mój umysł i serce , abym prawdziwie spotkał Ciebie - Światłość Świata. [...] "


Kochani z okazji Świąt Wielkanocnych życzę mądrości nie tylko moralnej ale i duchowej,

 religijnej. Życzę wszystkim aby na swojej ścieżce spotkali Pana i umieli Go rozpoznać, 

usłyszeć i już do końca swoich dni kroczyć obok Niego. 

May God always be with you.


czwartek, 13 kwietnia 2017

Na ratunek kurze

Człowiek bierze wolny dzień aby nadgonić prace związane ze świętami, robi szybsze albo dłuższe planowanie zajęć rozkładając  je pieczołowicie na cały dzień a codzienność i tak poukłada sobie inaczej. Mam to od lat i coraz częściej w komunikacji miejskiej słyszę, że nie tylko ja tak mam. Dzisiejszy poranek, godzina 6.48.  Wstać, zacząć dzień od herbaty i wstawić pralkę. Nic prostszego, nic banalniejszego. Dzieciaki mają już wolne od szkoły, mąż jeszcze śpi. Chwilę pokrzątać się po kuchni, myk do pralni, która jest w piwnicy i nastawić pralkę. Cichutko, spokojniutko nikogo nie obudzę...


wtorek, 11 kwietnia 2017

Wiosenny pejzaż

Przepiękny to czas dla mnie, Kocham wiosnę, uwielbiam ją. Uwielbiam w niej wszystko. Wiosenne poruszenie w przyrodzie, cieplejsze dni, przepiękne wschody słońca, za którymi zdążyłam się bardzo stęsknić. Znów rankiem wychodzę na taras aby przywitać dzień i poczuć ten świeży powiew nowego dnia. Nawet deszcz cieszy, bo po nim robi się jeszcze bardziej zielono. A niebo... niebo znów jest błękitne i pełne uroczych białych chmurek. Wiosna to dla mnie odcienie zieleni i błękitu nieba.

sobota, 8 kwietnia 2017

Brzozowe okna

To prawda, że ostatnio dość dużo deszczu, ale przecież i on jest bardzo potrzebny w przyrodzie. Wiem, wiem... że korci już aby coś pogrzebać w ziemi, coś zasadzić, przyciąć lub przekopać. Biegają po głowie różne pomysły aranżacyjno - naprawcze ale najgorzej jest utrzymać w ryzach ten buzujący zapał do działania. - Takie i inne myśli kłębią się w mojej głowie i jeszcze trochę a będę posądzona o pewnego rodzaju zaburzenia, jak tak sobie gadam sama ze sobą. Już mąż na mnie podejrzanie zerka, a ostatnie pytanie kontrolne czy do niego mówię? dało mi jeszcze więcej do myślenia. W każdym razie skoro nadal czekamy aż ziemia przeschnie, a co przeschnie to na powrót jest zbyt mokra i zbyt wiele nie da się w niej podziałać, do chmur mi daleko, więc została przestrzeń na wysokości naszych oczu.

czwartek, 6 kwietnia 2017

Kwietniowe czary mary

Wczoraj grzmiało, lało i błyskało. Rok rocznie jestem zachwycona tym przyrodniczym zjawiskiem. Tym razem nie o burzy myślę, ale tym co dzieje się zaraz po niej. Wczorajsza pompa z nieba bardzo nas zaskoczyła mimo, że chmurzyło się od rana, ale jak lunęło to z prawdzie wiosennym przytupem. Jakby roślinność tylko na to czekała   bo zrobiło się nagle  wokoło bardziej zielono. Co roku mnie to zadziwia i zachwyca. Może grzmieć i padać na przedwiośniu, ale kwietniowa burza to najprawdziwsza czarodziejka. 

sobota, 1 kwietnia 2017

Coraz mniej mokradeł

Nie wiem czy wygrzewająca się jaszczurka na murze jest dowodem wiosny, na pewno jest dowodem na to, że nie tylko my wyczekiwaliśmy słonecznych dni. Wszystko lgnęło do promieni słonecznych i starało się maksymalnie wygrzać kości. Za to moja cudowna, pospolita wierzba zrobiła się żółciutka. Kotki zakwitły. Stała się jeszcze bardziej puchata i zrobiła korzonkami sssluppp... i nie ma już za domem mokradeł. Ogólnie promienie słoneczka dość szybko osuszyły teren z mokradeł ale ziemia nadal gdzieniegdzie zapada się pod butami. Najmniej z tego osuszania cieszą się chyba kaczki, bo wcześniej miały idealny dla siebie teren. Gdzie nie poszły tam miłe błotko i mokradła, w których można było pobuszować. Dziś został im rów do kąpieli i zabaw. Jak zawsze nie da się dogodzić wszystkim.

niedziela, 26 marca 2017

Kuku ryku raz jeszcze

Stary kogut i młody kogut... więc razem mamy trzy koguty. Coś nie tak z moją matematyką? Ależ skąd. To nasze kurczaki zrobiły nam psikusa. Dziwiłam się jak ten młody kogut  jest szybki i tak go wszędzie pełno. Gdzie nie spojrzę to jest, dokąd nie pójdę to jest albo zaraz  się  pojawi.  Okazało się, że mamy  dwa   młode  jarzębate   i tak  do siebie podobne, że jeżeli  nie  będą się różnić ozdobnym  ogonem  to ich nie rozpoznamy.  Jakież było moje zdziwienie,
kiedy pewnego dnia doznałam ,,rozdwojenia kogucikowego" (nystagmus), kiedy oba biegły do mnie z różnych stron. Jak skwitował małżonek, moja mina ,,była przednia" (My face was stupid.). Dawno mnie tak nikt nie zaskoczył. 
Przechodząc koło wybiegu kurnikowego i słuchając dość głośnego piania koguta seniora, uzmysłowiłam sobie, że nie wyobrażam sobie żadnej wsi bez tego dźwięku a świat bez kogutów byłby smutny i jakiś wybrakowany. Nie wiem jak bardzo krowie muczenie jest symbolem wsi ale kogucie pianie na pewno. 

piątek, 24 marca 2017

Niech promienie słońca rozejdą się we wszystkie strony...

Widzę, że nie tylko u mnie była pochmurna i smutna zima. Nie pamiętam kiedy miałam chociaż jeden dzień słoneczny... w listopadzie? Na początku grudnia? A potem ciągle szarość... Okropnie przygnębiająca pogoda. Jeśli nawet wyjrzało słońce to ja byłam w pracy i nie mogłam się nim cieszyć w pełni. Dlatego jestem w skowronkach (I am happy) od wczorajszego dnia bo nareszcie mam słoneczną pogodę. Nawet nie przypuszczałam, że tak można cieszyć się z widoku chmur, na widok niebieskiego nieba... 

czwartek, 23 marca 2017

Słoneczny dzień

Dzisiaj był wyjątkowo piękny dzień. Jaki? Słoneczny. Tak rzadko mam okazję nacieszyć się promieniami słońca, że z tej radości aż wrzało energią i zapałem do pracy na świeżym powietrzu. Nie wiem jak ocenią to rośliny bo mimo niepewnego jutra z pogodą, cięłam róże i tawuły, a nawet z lekka dostało się winorośli. Nie przeszkadzał mi chłód poranka a potem nieprzyjemny wiatr, cieszyłam się promieniami słońca jak wszyscy wokoło. Przy pracach towarzyszyła mi oczywiście kicia, z taką samą niezmożoną energią prowadząc osobistą higienę.  Ja pracowałam grabiami i taczką, ona języczkiem.  Obie robiłyśmy porządki na świeżym powietrzu. 

środa, 22 marca 2017

Północe okno i drzwi frontowe


Na przedwiośniu tego roku zostałam zainspirowana postem Ani K. na temat aranżacji drzwi frontowych. Jak bym dostała obuchem w głowę (synonim, I got a glimpse.). Może dojrzałam wreszcie do tego? Odkąd tutaj mieszkamy szczególnie gospodarcze  wejście  do domu spędza mi sen z powiek (I do not like the entrance to the house).  Ale co tu wymyślić, jak jest od strony  północnej? Ułożenie  patia w zeszłym roku też może mieć  swój wkład w tegoroczne wiosenne zainspirowanie bo zdecydowanie wygląda wszystko lepiej. Od lat coś tam kombinowaliśmy. 

wtorek, 21 marca 2017

21 marzec

Dzisiaj jest pierwszy dzień kalendarzowej wiosny, może dlatego, że to tylko umowny dzień to nadszedł tak cicho i prawie niezauważalnie, chociaż przecież wyczekiwany jest przeze mnie od połowy lutego jeśli nawet nie wcześniej. Niestety na działce nic nie kwitnie. Miałam w planach sadzenie przebiśniegów i innych wczesnych kwiatów ale tutaj ten teren podmokły nie sprzyja temu i pomysł ten nadal jest na etapie projektu. W związku z powrotem mokradeł na działce jestem bardzo zaniepokojona cebulami tulipanów, które posadziłam w tym momencie w bardzo niesprzyjających dla nich warunkach. Od lat obserwuję swoje krokusy posadzone na podniesionej rabacie ,,wiosennej", które pojawiają się dużo później. Jeszcze ich nie ma. Próba zadomowienia oczaru nie powiodła się, ale będę próbować. Od lat jestem nim oczarowana a ostatni pobyt w warszawskim ZOO oczarowanie jeszcze bardziej wzmocnił. Fotka stamtąd. Oczar wita przy samym wejściu od strony parku. Jednym się podoba drugim nie, mnie skradł serce. I u mnie na ,,wiosennym bez kwieciu" miałby okazję błyszczeć wczesną wiosną i królować na całej działce.

poniedziałek, 20 marca 2017

Nowy kogutek

Wiosna to okres, w którym cieszy nas najdrobniejszy kwiatek, pączek, owad i chyba dlatego tak bardzo lubię tę porę roku. To moja ulubiona. Wydaje mi się, że cała przyroda cieszy się z końca zimy. Poranek jest dużo piękniejszy od zimowego w dodatku jak się nie ma miejskiego centralnego ogrzewania i aby mieć ciepło w domu to trzeba wielki piec rozpalić. Nie jestem miłośniczką palenia w piecu i rozkoszowania się widokiem rozpalanego ognia jak miałam możliwość usłyszeć wielokrotnie w programie ,,Daleko od miasta". Nie mamy ogrzewania gazowego bo wielka butla stojąca nieopodal burzyłaby moje poczucie bezpieczeństwa. Ale ja nie o tym chciałam napisać. 

sobota, 18 marca 2017

Wierzby i państwo Szpakowińcy

Słońce nadal nas nie rozpieszcza, jeśli nawet się pojawi, to na marną chwilę chyba żeby tylko rzucić okiem, czy żyjemy i idzie sobie dalej. Ale przynajmniej zaczyna się robić wiosennie na działce. Ogromnie się cieszę, że nie pada. Grzęzawisk u nas nadal pod dostatkiem, staw prewencyjny nigdy dotąd nie był tak wypełniony wodą, ale na szczęście ruszyły już pełną parą wierzby, których mam u siebie dość sporo i one raz dwa powinny rozwiązać ten problem. Uwielbiam wierzby. Nie pamiętam abym w swoim dzieciństwie miała jakiś głębszy kontakt z nimi, czemu można by przypisać tę sympatię, raczej widywałam je jedynie na świątecznych palemkach.


środa, 15 marca 2017

Nadal czekamy na wiosnę

,,Jestem ale jakby mnie nie było" - To idealne określenie mojego stanu ducha i istnienia cielesnego. Jestem bo jestem, żyję, cieszę się zdrowiem i ogólnie mam się dobrze, tyle tylko, że myślami jestem zupełnie gdzie indziej. Gdzie? No właśnie... Dobre pytanie. 
Jestem na Waszych blogach i spaceruję po tych pięknych wiosennych a czasami i letnich miejscach uchwyconych na fotkach. Może jakby się tak dokładniej  przyjrzeć  nie  jednej  fotce  to  by się mnie na niej  nawet  zobaczyło? U mnie jest  szaro, buro  i do...[słowo niecenzuralne]. Koszmar marcowy, o którym nawet udało nam się zapomnieć, powrócił, czyli działka tonąca w brei, mazi i czego tylko sobie ziemia z deszczem zażyczy. Dlatego jeśli nawet nie cieleśnie to duchowo wyniosłam się stąd i staram się tego wszystkiego nie widzieć. Mimo tego całego ambarasu, prace porządkowe na podwórzu ruszyły. A jakże! Ruszyły bo ruszyć musiały, taka jest kolej rzeczy posiadaczy zwierząt a dokładniej drobiu. Kurniki muszą być wysprzątane na wiosnę. Tak więc prócz brei spowodowanej pogodą, jakby to rzec, taplamy się w brei wyprodukowanej tutaj u nas i nazwijmy ją tak ładnie - przyszłym nawozem.