Obserwatorzy

środa, 19 kwietnia 2017

Sezon ogrodowy rozpoczęty

Zdjęcie idealnie odzwierciedla naszą codzienność. Taki misz - masz na każdym polu działania. Pogoda jest tak kapryśna, że trudno cokolwiek zaplanować, w dodatku jak ma się ograniczony czas. Coś tam dłubiemy w ziemi, coś tam staramy się działać pod kątem naprawczym, jak nie ma pogody to próbujemy prac w domu ale ogólnie jest chaos. Najlepiej mają się chwasty i pokrzywy. Obserwując rośliny wyłażące z ziemi zaczęłam zastanawiać się czy prymule zakwitną. Najpierw długo było mroźno, potem deszczowo, na krótki czas odwiedziło nas lato w pełni a teraz jest tak jak powinno być, ale czy te przeróżne pogodowe dziwactwa nie wpłyną na kwitnienie prymul? Widzę w rabatach, że wyłażą, ale czy to nie za późno już na nie? Przekwitły żonkile, zaczynają kwitnąć późniejsze tulipany ale niestety, te posadzone w zagrożonych mokradłem terenie nie wybiły.

wtorek, 18 kwietnia 2017

Nasze sosenki

Wypogadza się. ,,Nie chwal dnia przed zachodem słońca." Ale poniedziałkowy poranek jest słoneczny i przynajmniej zza okna wydaje się, że jest ładny dzień. Dni przedświąteczne były dyngusem z nieba, może to jakaś próba obrony przed dewastacją przyrody? Pada, leje to może skupią się na kuchni, porządkach domowych i zostawią w spokoju ogród czy działkę? Moje drzewa mają się dobrze a widok na mojej działce sosenek napawa mnie dumą i uskrzydla. Kilka lat temu dowiedzieliśmy się o planach zagospodarowania terenu tuż przy lesie i poprzesadzaliśmy małe sosenki do nas aby miały szansę żyć dalej. Tam skąd braliśmy jest już pusty teren, nie ma żadnego drzewa. Chciałabym napisać, że dorosłe sosny należą do tych drzew, które produkują największą ilość tlenu. Zdaję sobie sprawę, że nowe drogi są potrzebne bo pojazdów przybywa wprost proporcjonalnie do ludzi i ich potrzeb. Że era rowerów już się skończyła, aczkolwiek mam jakieś wrażenie, że powróci w toku dalszych postępów ludzkości. 

sobota, 15 kwietnia 2017

Święta Wielkanocne

W tym roku Święta Wielkanocne są zdecydowanie inne od poprzednich. Poprzednie były spokojne, toczyły się cichym z lekka leniwym tokiem i prócz kilku charakterystycznych symboli przypadających na te święta nie wyróżniały by się spośród reszty dni codzienności. Te święta to burza myśli i lawina darzeń dobrych i mniej dobrych ale odpukać nie złych. Czuję się tak jakby Pan Bóg poprzez myśli wziął mnie w ręce i tak zdrowo po ojcowsku potrząsną a raczej dobrze wytrząsł niczym dywanik wytrzepywany z kurzu.  W moim przypadku zostały mocno zweryfikowane moje wartości moralne, a dokładniej - mądrość i głupota. Wydaje mi się, że stało się to za sprawą przypadkowo kupionej małej książeczki na kościelnym kiermaszu ,,Droga światła" napisanej przez Bożenę Hanusiak. Cieniutka o małym formacie książeczka z czternastoma fragmentami z Pisma Świętego i częścią teologiczną do nich tworzącą w zamyśle ,,spotkanie z zmartwychwstałym i żyjącym Panem, którego można <dotknąć> jak pierwsi uczniowie. " Tak jak nad innymi kupionymi pozycjami dość długo się zastanawiałam tak tę wybrałam dość szybko. Ze względu na swoją kieszonkową wielkość wzięłam ją do torby aby przeczytać w podróży. Ogromne było dla mnie zdziwienie, że tak dobrze tematycznie trafiłam z czasem liturgicznym. Nawet zmartwiłam się, że jest taka krótka i fajnie by było czytać ją aż do świąt. Został mi jeszcze jeden rozdział, mimo iż starałam się czytać systematycznie. Jak to możliwe? Ponieważ każdego dnia czytałam jeden rozdział. Tak sobie postanowiłam. Przy pierwszych musiałam się pilnować a potem przyszło to samo. Modlitwa na rozpoczęcie i jedno spotkanie z Panem. Kilkakrotnie powracałam do już przeczytanego rozdziału aby jeszcze raz go zgłębić. I coś się zaczęło dziać. Zaczęły napływać do mnie jakieś myśli, pojawiać się spojrzenia nowe i zupełnie inne niż miałam do tej pory. Często miałam wrażenie jakbym po przeczytaniu zanurzała się w myśli i słowie. Bardzo często czytam Biblię ale ta książeczka jest jakaś inna. ,,Zmartwychwstały Panie, niech Twoje światło przeniknie mój umysł i serce , abym prawdziwie spotkał Ciebie - Światłość Świata. [...] "


Kochani z okazji Świąt Wielkanocnych życzę mądrości nie tylko moralnej ale i duchowej,

 religijnej. Życzę wszystkim aby na swojej ścieżce spotkali Pana i umieli Go rozpoznać, 

usłyszeć i już do końca swoich dni kroczyć obok Niego. 

May God always be with you.


czwartek, 13 kwietnia 2017

Na ratunek kurze

Człowiek bierze wolny dzień aby nadgonić prace związane ze świętami, robi szybsze albo dłuższe planowanie zajęć rozkładając  je pieczołowicie na cały dzień a codzienność i tak poukłada sobie inaczej. Mam to od lat i coraz częściej w komunikacji miejskiej słyszę, że nie tylko ja tak mam. Dzisiejszy poranek, godzina 6.48.  Wstać, zacząć dzień od herbaty i wstawić pralkę. Nic prostszego, nic banalniejszego. Dzieciaki mają już wolne od szkoły, mąż jeszcze śpi. Chwilę pokrzątać się po kuchni, myk do pralni, która jest w piwnicy i nastawić pralkę. Cichutko, spokojniutko nikogo nie obudzę...


wtorek, 11 kwietnia 2017

Wiosenny pejzaż

Przepiękny to czas dla mnie, Kocham wiosnę, uwielbiam ją. Uwielbiam w niej wszystko. Wiosenne poruszenie w przyrodzie, cieplejsze dni, przepiękne wschody słońca, za którymi zdążyłam się bardzo stęsknić. Znów rankiem wychodzę na taras aby przywitać dzień i poczuć ten świeży powiew nowego dnia. Nawet deszcz cieszy, bo po nim robi się jeszcze bardziej zielono. A niebo... niebo znów jest błękitne i pełne uroczych białych chmurek. Wiosna to dla mnie odcienie zieleni i błękitu nieba.

sobota, 8 kwietnia 2017

Brzozowe okna

To prawda, że ostatnio dość dużo deszczu, ale przecież i on jest bardzo potrzebny w przyrodzie. Wiem, wiem... że korci już aby coś pogrzebać w ziemi, coś zasadzić, przyciąć lub przekopać. Biegają po głowie różne pomysły aranżacyjno - naprawcze ale najgorzej jest utrzymać w ryzach ten buzujący zapał do działania. - Takie i inne myśli kłębią się w mojej głowie i jeszcze trochę a będę posądzona o pewnego rodzaju zaburzenia, jak tak sobie gadam sama ze sobą. Już mąż na mnie podejrzanie zerka, a ostatnie pytanie kontrolne czy do niego mówię? dało mi jeszcze więcej do myślenia. W każdym razie skoro nadal czekamy aż ziemia przeschnie, a co przeschnie to na powrót jest zbyt mokra i zbyt wiele nie da się w niej podziałać, do chmur mi daleko, więc została przestrzeń na wysokości naszych oczu.

czwartek, 6 kwietnia 2017

Kwietniowe czary mary

Wczoraj grzmiało, lało i błyskało. Rok rocznie jestem zachwycona tym przyrodniczym zjawiskiem. Tym razem nie o burzy myślę, ale tym co dzieje się zaraz po niej. Wczorajsza pompa z nieba bardzo nas zaskoczyła mimo, że chmurzyło się od rana, ale jak lunęło to z prawdzie wiosennym przytupem. Jakby roślinność tylko na to czekała   bo zrobiło się nagle  wokoło bardziej zielono. Co roku mnie to zadziwia i zachwyca. Może grzmieć i padać na przedwiośniu, ale kwietniowa burza to najprawdziwsza czarodziejka. 

sobota, 1 kwietnia 2017

Coraz mniej mokradeł

Nie wiem czy wygrzewająca się jaszczurka na murze jest dowodem wiosny, na pewno jest dowodem na to, że nie tylko my wyczekiwaliśmy słonecznych dni. Wszystko lgnęło do promieni słonecznych i starało się maksymalnie wygrzać kości. Za to moja cudowna, pospolita wierzba zrobiła się żółciutka. Kotki zakwitły. Stała się jeszcze bardziej puchata i zrobiła korzonkami sssluppp... i nie ma już za domem mokradeł. Ogólnie promienie słoneczka dość szybko osuszyły teren z mokradeł ale ziemia nadal gdzieniegdzie zapada się pod butami. Najmniej z tego osuszania cieszą się chyba kaczki, bo wcześniej miały idealny dla siebie teren. Gdzie nie poszły tam miłe błotko i mokradła, w których można było pobuszować. Dziś został im rów do kąpieli i zabaw. Jak zawsze nie da się dogodzić wszystkim.

niedziela, 26 marca 2017

Kuku ryku raz jeszcze

Stary kogut i młody kogut... więc razem mamy trzy koguty. Coś nie tak z moją matematyką? Ależ skąd. To nasze kurczaki zrobiły nam psikusa. Dziwiłam się jak ten młody kogut  jest szybki i tak go wszędzie pełno. Gdzie nie spojrzę to jest, dokąd nie pójdę to jest albo zaraz  się  pojawi.  Okazało się, że mamy  dwa   młode  jarzębate   i tak  do siebie podobne, że jeżeli  nie  będą się różnić ozdobnym  ogonem  to ich nie rozpoznamy.  Jakież było moje zdziwienie,
kiedy pewnego dnia doznałam ,,rozdwojenia kogucikowego" (nystagmus), kiedy oba biegły do mnie z różnych stron. Jak skwitował małżonek, moja mina ,,była przednia" (My face was stupid.). Dawno mnie tak nikt nie zaskoczył. 
Przechodząc koło wybiegu kurnikowego i słuchając dość głośnego piania koguta seniora, uzmysłowiłam sobie, że nie wyobrażam sobie żadnej wsi bez tego dźwięku a świat bez kogutów byłby smutny i jakiś wybrakowany. Nie wiem jak bardzo krowie muczenie jest symbolem wsi ale kogucie pianie na pewno. 

piątek, 24 marca 2017

Niech promienie słońca rozejdą się we wszystkie strony...

Widzę, że nie tylko u mnie była pochmurna i smutna zima. Nie pamiętam kiedy miałam chociaż jeden dzień słoneczny... w listopadzie? Na początku grudnia? A potem ciągle szarość... Okropnie przygnębiająca pogoda. Jeśli nawet wyjrzało słońce to ja byłam w pracy i nie mogłam się nim cieszyć w pełni. Dlatego jestem w skowronkach (I am happy) od wczorajszego dnia bo nareszcie mam słoneczną pogodę. Nawet nie przypuszczałam, że tak można cieszyć się z widoku chmur, na widok niebieskiego nieba... 

czwartek, 23 marca 2017

Słoneczny dzień

Dzisiaj był wyjątkowo piękny dzień. Jaki? Słoneczny. Tak rzadko mam okazję nacieszyć się promieniami słońca, że z tej radości aż wrzało energią i zapałem do pracy na świeżym powietrzu. Nie wiem jak ocenią to rośliny bo mimo niepewnego jutra z pogodą, cięłam róże i tawuły, a nawet z lekka dostało się winorośli. Nie przeszkadzał mi chłód poranka a potem nieprzyjemny wiatr, cieszyłam się promieniami słońca jak wszyscy wokoło. Przy pracach towarzyszyła mi oczywiście kicia, z taką samą niezmożoną energią prowadząc osobistą higienę.  Ja pracowałam grabiami i taczką, ona języczkiem.  Obie robiłyśmy porządki na świeżym powietrzu. 

środa, 22 marca 2017

Północe okno i drzwi frontowe


Na przedwiośniu tego roku zostałam zainspirowana postem Ani K. na temat aranżacji drzwi frontowych. Jak bym dostała obuchem w głowę (synonim, I got a glimpse.). Może dojrzałam wreszcie do tego? Odkąd tutaj mieszkamy szczególnie gospodarcze  wejście  do domu spędza mi sen z powiek (I do not like the entrance to the house).  Ale co tu wymyślić, jak jest od strony  północnej? Ułożenie  patia w zeszłym roku też może mieć  swój wkład w tegoroczne wiosenne zainspirowanie bo zdecydowanie wygląda wszystko lepiej. Od lat coś tam kombinowaliśmy. 

wtorek, 21 marca 2017

21 marzec

Dzisiaj jest pierwszy dzień kalendarzowej wiosny, może dlatego, że to tylko umowny dzień to nadszedł tak cicho i prawie niezauważalnie, chociaż przecież wyczekiwany jest przeze mnie od połowy lutego jeśli nawet nie wcześniej. Niestety na działce nic nie kwitnie. Miałam w planach sadzenie przebiśniegów i innych wczesnych kwiatów ale tutaj ten teren podmokły nie sprzyja temu i pomysł ten nadal jest na etapie projektu. W związku z powrotem mokradeł na działce jestem bardzo zaniepokojona cebulami tulipanów, które posadziłam w tym momencie w bardzo niesprzyjających dla nich warunkach. Od lat obserwuję swoje krokusy posadzone na podniesionej rabacie ,,wiosennej", które pojawiają się dużo później. Jeszcze ich nie ma. Próba zadomowienia oczaru nie powiodła się, ale będę próbować. Od lat jestem nim oczarowana a ostatni pobyt w warszawskim ZOO oczarowanie jeszcze bardziej wzmocnił. Fotka stamtąd. Oczar wita przy samym wejściu od strony parku. Jednym się podoba drugim nie, mnie skradł serce. I u mnie na ,,wiosennym bez kwieciu" miałby okazję błyszczeć wczesną wiosną i królować na całej działce.

poniedziałek, 20 marca 2017

Nowy kogutek

Wiosna to okres, w którym cieszy nas najdrobniejszy kwiatek, pączek, owad i chyba dlatego tak bardzo lubię tę porę roku. To moja ulubiona. Wydaje mi się, że cała przyroda cieszy się z końca zimy. Poranek jest dużo piękniejszy od zimowego w dodatku jak się nie ma miejskiego centralnego ogrzewania i aby mieć ciepło w domu to trzeba wielki piec rozpalić. Nie jestem miłośniczką palenia w piecu i rozkoszowania się widokiem rozpalanego ognia jak miałam możliwość usłyszeć wielokrotnie w programie ,,Daleko od miasta". Nie mamy ogrzewania gazowego bo wielka butla stojąca nieopodal burzyłaby moje poczucie bezpieczeństwa. Ale ja nie o tym chciałam napisać. 

sobota, 18 marca 2017

Wierzby i państwo Szpakowińcy

Słońce nadal nas nie rozpieszcza, jeśli nawet się pojawi, to na marną chwilę chyba żeby tylko rzucić okiem, czy żyjemy i idzie sobie dalej. Ale przynajmniej zaczyna się robić wiosennie na działce. Ogromnie się cieszę, że nie pada. Grzęzawisk u nas nadal pod dostatkiem, staw prewencyjny nigdy dotąd nie był tak wypełniony wodą, ale na szczęście ruszyły już pełną parą wierzby, których mam u siebie dość sporo i one raz dwa powinny rozwiązać ten problem. Uwielbiam wierzby. Nie pamiętam abym w swoim dzieciństwie miała jakiś głębszy kontakt z nimi, czemu można by przypisać tę sympatię, raczej widywałam je jedynie na świątecznych palemkach.


środa, 15 marca 2017

Nadal czekamy na wiosnę

,,Jestem ale jakby mnie nie było" - To idealne określenie mojego stanu ducha i istnienia cielesnego. Jestem bo jestem, żyję, cieszę się zdrowiem i ogólnie mam się dobrze, tyle tylko, że myślami jestem zupełnie gdzie indziej. Gdzie? No właśnie... Dobre pytanie. 
Jestem na Waszych blogach i spaceruję po tych pięknych wiosennych a czasami i letnich miejscach uchwyconych na fotkach. Może jakby się tak dokładniej  przyjrzeć  nie  jednej  fotce  to  by się mnie na niej  nawet  zobaczyło? U mnie jest  szaro, buro  i do...[słowo niecenzuralne]. Koszmar marcowy, o którym nawet udało nam się zapomnieć, powrócił, czyli działka tonąca w brei, mazi i czego tylko sobie ziemia z deszczem zażyczy. Dlatego jeśli nawet nie cieleśnie to duchowo wyniosłam się stąd i staram się tego wszystkiego nie widzieć. Mimo tego całego ambarasu, prace porządkowe na podwórzu ruszyły. A jakże! Ruszyły bo ruszyć musiały, taka jest kolej rzeczy posiadaczy zwierząt a dokładniej drobiu. Kurniki muszą być wysprzątane na wiosnę. Tak więc prócz brei spowodowanej pogodą, jakby to rzec, taplamy się w brei wyprodukowanej tutaj u nas i nazwijmy ją tak ładnie - przyszłym nawozem. 

poniedziałek, 6 marca 2017

Powitanie przedwiośnia

Jak co dzień obudził mnie znajomy świergot wróbli mieszkających tuż nad balkonem ale nie przypuszczałam, że radość ptaków o poranku zapowiada tak ciepły dzień. Nareszcie piękna, słoneczna pogoda. Wyszłam w swetrze i było mi ciepło. To już najprawdziwsza wiosna! 
Najbardziej cieszą się kurzaste (chickens) bo mogą wreszcie wyjść w teren i podziobać sobie w ziemi. 
Jeszcze do niedawna był zakaz wypuszczania ich ze względu na zagrożenie ptasią grypą. Tym bardziej stłoczyły się w wejściu jak by witały kogoś, tylko nie wiem, czy witały panią Wiosnę w promieniach słonecznych, czy może mnie. A może jedno i drugie? Mnie również udzieliła się ta radość, bo nie dość, że słoneczny dzień to jeszcze w niedzielę, kiedy mam wolne i mogę się z tego w pełni cieszyć. I tak jak one, tak i ja również bardzo się ucieszyłam, że będziemy mogli spędzić razem ten dzień na działce. Dawno już im się nie przyglądałam a przypomnę, że są fantastycznymi ptakami. 

sobota, 4 marca 2017

Przedwiośnie

Trochę zazdroszczę osobom, które już mogą popracować w ogrodzie, przegrabić, wysiać... po tej długiej zimie to aż się chce coś podziałać. U nas, zima trzymała dość długo, teraz są roztopy albo pogoda niesprzyjająca pracy na świeżym powietrzu. Breja, chlapa i trzęsawiska... tak można opisać moją działkę. Po dużej ilości śniegu to  i dużo wody. Nadal mało słońca... chociaż pojawia się czasami w przeciwieństwie do pochmurnej zimy, ale zdecydowanie go za mało. 

sobota, 25 lutego 2017

Zimowe ostatki

18.02.2017 r.
Pani Zima pakuje walizki! Może to nieładnie cieszyć się z wyjazdu kogoś kto gościł u mnie przez jakiś czas, ale naprawdę z trudem powstrzymuję się od okrzyków hurra! i hip hip huurra! I od tańca radości na działce. Dzisiaj sobota, dzień wolny więc tym bardziej cieszę się z tego co mi przyniesie. Gdy tylko się przebudziłam usłyszałam cudny ,,koncert" mazurków. Wiem, że ich talent wokalny umieszcza ich przy końcu listy ptasich śpiewaków ale dla mnie ich ćwierkanie jest właśnie cudne.

czwartek, 16 lutego 2017

Nadal zima...

Połowa lutego i ani widu ani słychu o moim przedwiośniu. Za to dzisiaj z rana przywitał mnie mrozek widoczny nawet na roślinach. Muszę przyznać, że ładnie wyglądają oszronione rośliny, nawet ja to widzę. W tym roku miałam możliwość wiele razy zobaczyć oszronioną szybę. Nie pamiętam ile lat temu widziałam ostatni raz. Taki widok kojarzy mi się głównie z szybą w oknach drewnianego domu mojej Babci, w latach 70 ubiegłego wielu. Może z raz albo dwa widziałam w późniejszych latach, ale widok z dzieciństwa zachował się najlepiej. Z jednej strony mróz a na parapecie wewnętrznym czerwone pelargonie w glinianych doniczkach. 

sobota, 11 lutego 2017

Przy sobocie /On Saturday day

Niby kaloryfery gorące ale w domu jakoś tak za gorąco to nie jest. A ja lubię ciepełko. Nie jestem z tych co to muszą wietrzyć pomieszczenia, ot od czasu do czasu lekkie przewietrzenie i tyle. Grzejniki rozgrzane ale co z tego jak to te przebrzydłe, nowoczesne cienizny (shoddy), a nie te porządne grzejniki żeliwne z żeberkami, które jak się rozgrzały to te ciepło trzymały. Nie wiem co mnie podkusiło aby dać się nabrać na to nowoczesne badziewie jak miałam możliwość kupić, no drożej w prawdzie, te, starego typu. Za głupotę się płaci. Teraz nie stać mnie na wymianę. Poprzestawiałam z lekka w salonie, bo wersalki zastawiały te kaloryfery i zamiast ciepło iść na pokój to szło w oparcie łóżka. Nigdy żyrandol nie był dla mnie jakimś wiszącym elementem stołu, raczej ozdobą sufitu i żyrandol w moim poczuciu ładu wisieć musi po środku sufitu, tak tym razem po małym przemeblowaniu również stół stał się jakimś samotnie dryfującym elementem środka pokoju niewiele związanym z siedziskami. Przysunęłam do niego fotele aby jednak pozostał użyteczny. Za to poza Reksia na zdjęciu mówi sama za siebie co myśli o salonowych zmianach i co robimy w ten weekend.

poniedziałek, 6 lutego 2017

Hortensja ogrodowa zimą


Zima tego roku jest śnieżna i mroźna ale niestety pochmurna. Dobrze, że chociaż ten dzień się coraz bardziej wydłuża bo mogę jeszcze przed zmierzchem posłuchać ptaków. Nawiązując do poprzedniego postu i ja również nie wyobrażam sobie świata bez ptaków. Pomijając aspekt inwazji owadów (niekoniecznie tych chcianych) i robactwa wszelkiego to moim zdaniem nastała by okropna cisza a przede wszystkim świat pozbawiony by został ptasiego uroku i wdzięku. Dlatego nieustająco apeluję o pomoc ptakom w osiedlaniu się na naszych działkach i ogrodach, robienie budek lęgowych i szanowanie ich potrzeb, które często nie idą w parze z naszymi.


czwartek, 2 lutego 2017

Straszna ptasia rzeczywistość

Zimowa przyjaciółka już opuściła salony pozostawiając po sobie pusty kawał ściany. Ale nasz dom nie lubi ,,próżni" więc raz dwa zostanie tam coś wstawione na zasadzie tymczasowości. Widzę, że deska do prasowania już zagarnęła kawałek tej przestrzeni dla siebie. 
Styczeń minął, luty nastał a wraz z nim spokój... i oby tak pozostało jak najdłużej. Ale muszę o czymś napisać, o czymś niemiłym. Lubię czytać kolorowe czasopisma nie lubię przepłacać, a że nie zależy mi na wiadomościach na czasie, więc zaopatruję się w nie w stoiskach z ,,gazetową wyprzedażą". I tym sposobem trafił do mnie czerwcowy numer Werandy Country z artykułem, który zmroził mnie tak, jak żadem mróz nie byłby wstanie.  Jestem osobą optymistycznie patrzącą na świat, na równi z powietrzem potrzebuję pozytywnych wzmocnień więc nie będę się rozpisywać na ten szokujący temat, jak zamierzałam. Gazeta ma swoją stronę w internecie artykuł więc można przeczytać całość. Jedynie nadmienię, że ,,z pięciu milionów ptaków, które lecą z Europy do Afryki, wiosną powróci do nas zaledwie trzy miliony a może nawet mniej."Giną na Cyprze, na Malcie, we Włoszech, Hiszpanii i w innych państwach, zabijane dla rozrywki na przykład trzmielojady czy gatunki  zjadane lub giną w ramach tradycji, wiele z ptaków traci życie bo są uważane za szkodniki upraw. We Francji na przykład zjada się około 2 milionów skowronków i ortolanów, które w wielu regionach Europy są bliskie wymarciu. Tytuł artykułu brzmi ,,Sekrety ptasich wędrówek". Nie będę streszczała artykułu ale bardzo gorąco zachęcam do budowania budek lęgowych, karmników i jeśli tylko byłoby to ode mnie zależne, zatrzymałabym ptaki w kraju aby nie odlatywały. 
Ogromnie przybiła mnie ta wiadomość... 

Pozdrawiam wszystkich i dziękuję za pamięć. 

The birds in number circle about two million don't come back from their winter stay in Africa. They are killed in Cyprus, Malta, Italy, Spain and in other countries. They are  killed simply for fun or due to local tradition. People in those countries treats birds as pests. In France  every year about 2 million larks and ortolans are killed to eat them like local snack. In Poland we love birds. We make nesting boxes in the spring and feeders in the winter. We can not understand ho the people can be cruel and sadistic in such civilisited countries?

niedziela, 22 stycznia 2017

Moja zimowa przyjaciółka cd

Od powstania bloga bardzo dużo pisałam o naszej choince. Ale znalazłam jeszcze kilka rzeczy, które można dodać do jej historii. Nawet i ona, jako nasz zimowy członek rodziny musiała sobie znaleźć odpowiednie miejsce w nowym domu. Póki było mało mebli w salonie to stawała w przeróżnych miejscach byleby w pobliżu gniazdka. Stanęła w kącie przy kaloryferze wyparta któregoś roku przez fotel, potem znalazła dla siebie miejsce po drugiej stronie również przy oknie, to tam za jakiś czas stanęła wersalka. Na początku każdego grudnia kombinowaliśmy gdzie ją  postawimy. Owszem, nie powiem, była to nawet swego rodzaju miła chwila, która sprawiała wszystkim domownikom radość. Najciekawszy pomysł, czyli najpraktyczniejszy - wygrywał. 

sobota, 21 stycznia 2017

Moja zimowa przyjaciółka

Choinka nadal z nami jest i cieszy nas niezmiernie. To taki zimowy przyjaciel. Nie zakłóca mojego oczekiwania na przedwiośnie. Czasami mam wrażenie, że tak dobrze wtapia się w salonowy styl magazynowy (różne meble z różnych bajek), że po prostu zapominamy o jej symbolicznym znaczeniu i przy większym zaganianiu (excess work) udałoby się jej zostać z nami i do lata jak nie dłużej. Ale tak jak już wspomniałam to taki nasz zimowy przyjaciel. Nasza choinka jest sztuczną imitacją sosny i jest starsza od moich dziesięciolatków. Sama dobija jakoś tak do pełnoletności. Pamiętam jaką jeseria robiła furrorę na rynku wśród tych cienkich ,,drapaków"(,,poor imitation spruces") . Zakochałam się w niej natychmiast do tego stopnia, 
że nie mogę się z nią rozstać. 

środa, 18 stycznia 2017

W oczekiwaniu na przedwiośnie

W zimowy czas nasz dom pachnie przeróżnymi zapachami. Kuchnia cynamonem i wanilią bo uwielbiam robić różne wariacje przepisowe na placuszki z jabłuszkami albo z serem i do każdego przepisu zawsze dodaję naturalne przyprawy aromatyczne. W mojej kuchni w ogóle jest bardzo dużo przypraw i ziół sprawiających, że dania są ,,bogate smakowo i zapachowo". W salonie królują niepodzielnie kadzidełka z delikatną nutą zapachową albo różaną. Ze względu na alergię w naszej rodzinie, w tym przypadku nie możemy sobie pozwolić na szeroki wachlarz zapachowy. Ale najmilej z rana wchodzi się do kuchni, która wita zapachem wanilii i cynamonu, od razu pojawia się uśmiech na twarzy, naturalna aromatoterapia!
Jest druga połowa stycznia i rozpoczęło się w mojej głowie odliczanie do przedwiośnia. Pierwsze jego oznaki potrafią się pojawić już w na początku lutego, a do lutego przecież już niedaleko. Odliczanie ruszyło, oczekiwanie i jakaś napływająca wolno z  wnętrza ciała radość i magiczna siła do wychodzenia z senności i pewnego ogólnego ,,zasiedzenia".

sobota, 14 stycznia 2017

Czas zimy

W tym roku żaden fascynata zimowych pejzaży  nie będzie rozczarowany. Jak w ludowych przysłowiach widnieje, kiedy jest gorące lato to będzie mroźna zima. Lata ostatnio są nieprzyzwoicie upalne więc powinno być coraz więcej mroźnych zim. Były, są. W zeszłym roku może mniej było śniegu ale mrozu nie skąpiło (do not miss). Być może w miastach tak tego się nie odczuwa jak na odkrytych polach. W każdym razie jednak lepiej jest, kiedy ten śnieg ma możliwość nasypać i okryć sobą przyrodę. Z braku śniegu straciłam wiele fajnych roślin, dla nich to bez znaczenia czy były fajne czy nie, po prostu szkoda. ,,Zima trzyma" co jest zaskakujące bo mam wrażenie, że trochę odzwyczailiśmy się od takich śnieżnych, prawdziwych zim. 

sobota, 7 stycznia 2017

Z Nowym Rokiem

Rozleniwiona niczym moja kotka snuję plany na ten rok. I tak jak ona szukam w domu słonecznych miejsc. Bojowa mina spowodowana jest akcentowaniem frustracji, ponieważ robiąc zdjęcie przysłoniłam jej źródło przyjemnego ciepła padającego zza okna. Nie lubię noworocznych postanowień ponieważ ogałacają mnie ze złudnych wrażeń, że jestem osobą konsekwentną. To takie niesprawiedliwe dla mnie bo przecież ileś tam procent z tej konsekwencji mam... w moim odczuciu. W tym roku, nazywanym przez niektórych ,,magicznym,, bo ma siódemkę na końcu, postanowiłam zrobić jedno noworoczne postanowienie - więcej wyjść do ludzi w świecie realnym, a dokładniej odświeżyć sferę towarzyską wśród przyjaciół i rodziny. 

niedziela, 1 stycznia 2017

Spacer po lesie

Kiedyś zaplanowałam sobie, że odwiedzę las w każdej z pór roku. Najtrudniej było wyruszyć zimą. Pierwszego roku mieszkania tutaj wybraliśmy się pełni mieszczańskiego entuzjazmu na spacer do prawdziwego lasu i wpadliśmy niemalże po kolana w śnieg. Brnęliśmy przez niego próbując się wydostać niczym z jakiegoś bagna czy trzęsawiska. Przeżycie mocne przede wszystkim z lekkim odczuciem wstydu, że tak niewiele wiedzieliśmy o przyrodzie i jej prawach. Do tej pory wcale nam nie do śmiechu jak sobie przypomnimy tamten czasu i nasze buty pełne śniegu. Tym razem było inaczej... ziemia lekko zmrożona i brak śniegu z lekką posypką jedynie, grunt tak twardy, że nawet błoto nie było mi straszne, jedynie co to zamarznięte kałuże na ścieżkach leśnych.