Obserwatorzy

poniedziałek, 14 stycznia 2019

Nasze kompostowanie

Nie przypominam sobie tytułu posta  o kompoście na swoim blogu skupiający się na przetwarzaniu nawozu kurzego i koziego. Pamiętam, że miałam w planach napisać o tym ale w sezonie ogrodniczym to nie bardzo mogłam znaleźć czas. Więc chyba nie ma?  Nie udało mi się  też znaleźć zdjęć, które pstrykałam na potrzeby tego tematu tylko jakieś takie przypadkowe. Być może usunęłam ze względu na słabą jakość bo ciężko zrobić dobre zdjęcia w ciemnym kurniku i grudek ziemi tudzież błyszczącego, śmierdzącego gnoju moim aparacikiem. Ale spróbujmy. Zawsze można przy kolejnych porządkach zrobić zdjęcie i dołożyć.

Od dziecka mam żywy kontakt z ogródkiem, polem, ogólnie ziemią i uprawą roślin ozdobnych i pastewnych, dlatego jak sięgnę pamięcią gdy tylko pojawiły się fundamenty naszego domu, pojawiło się miejsce na pierwszy kompostownik. W mojej wczesnej młodości nie było czegoś takiego jak gotowe, plastikowe kompostowniki ani nikogo kto mógłby na coś podobnego wpaść i zbić z drewna więc  przyzwyczajona i do tej pory używam formy otwartego kompostowania tzw pryzmę kompostową według własnej wizji. Czyli obitej deskami jakiejś przestrzeni, do której wrzucam kurzy, kozi gnój  i znów  od świnki morskiej całą zawartość klateczki, prócz tego liście, starą ziemię z kwiatów doniczkowych. Nie wrzucam odpadów organicznych z kuchni bo zaraz miałabym nornice i krety, to dostają zwierzęta. Nie wrzucam też patyków bo to idzie jako podpałka do rozpalania w piecu. Zdjęcie powyżej pokazuje mniej więcej jak to wygląda, kiedy przysypane jest ściółką z kozich szop. U mnie kompostownik jest ,,kompostownikiem wędrującym". Nieraz wspominałam o tym, ale raz jeszcze napiszę aby wyczerpać ten temat. Mam ilastą glebę, czyli z dużą ilością gliny. Dawniej stanowiło to dla mnie ogromne utrapienie dziś jest w miarę przyzwoitą glebą, która daje wiele korzyści przy uprawie roślin. Ogromną jej zaletą jest utrzymywanie w sobie wilgoci i tak jak większość roślin usycha podczas suszy na innych glebach na mojej całkiem dobrze sobie rosną czekając na opad deszczu. Minusem jej jest to. że dużo mniej gatunków roślin potrafi w niej żyć. Aby to zmienić wpadłam na pomysł ,,wędrującego kompostownika". Każde nowe miejsce na przyszłą rabatę, sad czy cokolwiek związanego z roślinami bardziej wymagającymi glebowo staje się najpierw tradycyjnym kompostownikiem przez jeden, dwa  sezony albo odpowiednio dłużej w zależności od potrzeb glebowych. Minusem tej metody może być ewentualnie czas oczekiwania i okresowy nieciekawy wygląd  samego miejsca ale zyskuję się bardzo dobrą i żyzną, przepuszczalną glebę, która utrzymuje się przez kilka lat, dokładnie nie wiem ile, bo jeszcze żadna z tak powstałych rabat nie powróciła do gleby gliniastej. Wydaje mi się, że jest to uniwersalny sposób do polepszania każdej gleby. Wracając do samego kompostowania to najpierw kurzy gnój wygląda tak jak na zdjęciu 1, chociaż zdjęcie nie oddaje w pełni jego mazistej struktury, faza rozkładu fotka poniżej i druga, kiedy ziemia jest już przerobiona. Mam nadzieję, że coś tam da się dojrzeć. Jak będę miała lepsze zdjęcia z tego roku to dołożę. Na obecną chwilę trzeba mi uwierzyć na słowo, że z tej śmierdzącej lepkiej mazi zrobi się piękna, ciemna i pachnąca ziemia, którą z przyjemnością bierze się do ręki.

Jak już jesteśmy w zapachowym temacie to nie omieszkam napisać o narzędziu, które  również  zostało  przeze  mnie  zmodyfikowane.  Moje  szopki są nieduże,
niskie i ciasne. Zwykła taka dwustronna motyka, nie wiem czy ma jakąś swoją nazwę umieszczona na krótkiej rączce jest idealna do moich prac porządkowych. Kury srają nie tylko na podłodze ale wszędzie gdzie usiądą: na grzędach, półkach... wszędzie. Strona z trzema pazurami służy do ściągania zbitej i zużytej ściółki ze słomy lub siana a druga strona do oczyszczenia przestrzeni płaskiej. Jak dotąd nie znalazłam wygodniejszego i praktyczniejszego narzędzia, które jest jak by ,,dwa w jednym" i obracając je mogę szybko dostosować do danej potrzeby bez zbędnego przerywania pracy i samej płynności ruchów. Mam też podobną taką typowo ogrodniczą i też jest dobra, chociaż mniejsza i do zadań specjalnych, kiedy jest najbardziej brudno na przykład po zimie, używam tej niebieskiej. I oczywiście rękawice ale to chyba jest oczywiste. Zrzucam na dół lub do czegoś, taczka niestety się nie mieści a szkoda, ułatwiłoby to znacznie pracę. Od razu zlatują się kury  grzebiąc i szukając nie wiadomo czego.
A tu fotka również związana z tematem, bo wrzucana zielonka w sezonie też przyczynia się do tworzenia gnoju, bo porządkujemy również teren na samym wybiegu, ale fotkę wstawiam głównie z tęsknoty za słońcem i zielenią.
My mamy zwierzęta wiejskie, ale wcale nie potrzeba ich mieć aby mieć swój własny kompost. Chwasty z porządkowania rabat czy samego terenu wokół domu są idealne do kompostu, stare gazety, tektury, pocięte patyki, stara ziemia z doniczek, liście. Mając ogródeczek w mieście nie miałam zwierząt wiejskich a kompostownik miał się bardzo dobrze a czasami nawet aż za dobrze i brakowało mi miejsca na kolejne partie materiału do przerobienia. Jeśli udało mi się kogoś zachęcić czy zaciekawić tematem i naszymi rozwiązaniami w tym temacie to bardzo się cieszę.

piątek, 11 stycznia 2019

Leniuchujemy...

Nadal śnieg towarzyszy nam w codziennym życiu. Leży sobie i jeśli pojawi się słońce to po prostu błyszczy w jego promieniach. Gdyby nie to, że musimy ciągle odśnieżać podjazd to nawet by nam nie przeszkadzał. A tak... sezonowa łopata wymieniona na szuflę. Odwiedzając pobliskie miasteczka zastanawiam się idąc pięknie odśnieżonym chodnikiem ilu mieszkańców danej miejscowości zdaje sobie sprawę z tej wygody i luksusu, że ktoś odśnieża. Rzadko mogę zobaczyć słoneczne promienie słońca bo kiedy wracam to już dzień szarzeje.

wtorek, 8 stycznia 2019

Zimowy ogród

Zima... w kalendarzu i za oknem. Moje odczucia co do tej pory roku nie uległy zmianie mimo tej bieli, inaczej wyglądających drzew i nawet mimo tego, że mój ogród pejzażowo wygląda zdecydowanie najlepiej w tej wszędobylskiej bieli. Moje plany tegoroczne  a dokładnie zeszłorocznej jesieni być może coś zmienią i pojawią się ładne miejsca do fotografowania latem... może? Bo plany ogrodnicze mocno są cenzurowane przez ekologiczną stronę.

sobota, 5 stycznia 2019

Altana zimą

Listopad i grudzień nas rozpieszczał swoimi wysokimi temperaturami i raczej czuło się w powietrzu przedwiośnie niż zimę. Może z herbatą nie szłam do altany ale bardzo lubiłam do niej zachodzić i po prostu w niej posiedzieć. Miło było patrzeć na złociste promienie zachodzącego słońca przenikające przez pas drzew i rzucające lekkie refleksy na moją działkę. Kiedyś myślałam, żeby obwiesić altanę przeróżnymi dzwoneczkami, które przy podmuchach wiatru wydawały by ciche dźwięki ale w końcu zrezygnowałam bo byłby to tylko zbędny hałas ponieważ  ma swój własny klimat i nastrój i nie potrzebuje sztucznych dodatków. Nie wiem jak ona to robi ale w niej bardzo dobrze odnajduje się myśli.

wtorek, 1 stycznia 2019

Pierwsza poranna herbata tego roku

Widzę, że tworzenie posta pierwszego dnia Nowego Roku jest jakąś stałą tradycją. Jak zaczęłam pierwszego dostępnego stycznia tak ciągnę przez kolejne lata blogowania. W każdym razie zostawiając dzisiaj raz po raz w komentarzach pozdrowienia znad pierwszej  porannej  herbaty  tego roku postanowiłam napisać kolejny post ,,pierwszego dnia roku" :P 
Trudno pisze się w akompaniamencie nieharmonijnego chrapania męża ale spróbujmy...