To
było zaraz po obiedzie. Gospodarz leniwie przeciągnął się, spojrzał przez okno
mrucząc coś pod nosem i położył się na kanapie na małą poobiednią drzemkę,
kiedy zza okna dobiegł warkot nadjeżdżającego samochodu. To gospodyni z synem
wróciła do domu. Nie zdawałem sobie wtedy sprawy spokojnie siedząc wysoko na regale, że ta chwila będzie dla mnie
początkiem zmartwień i niepokoju. Za oknem ucichło i po chwili rozległy się
kroki… ciężkie kroki… zbyt ciężkie jak na codzienne zakupy, czyli znów
gospodyni coś ,,przytargała” do domu. W salonie, tuż przy kanapie postawiono
skrzyneczkę - podnóżek.