Obserwatorzy

piątek, 28 grudnia 2018

Ostatnie dni roku

Śnieg był i się zmył. Ale nie mogę powiedzieć, że nie było ,,białej Wigilii" jeśli nawet tej bieli było tyle co kot napłakał (very little snow). W każdym razie przez Święta na podjeździe i na dachu altany gościł śnieg, reszta była od niego wolna. Wczoraj lał deszcz, dudnił z całych sił o dach a ja nie wiedzieć czemu zaczęłam przysłuchiwać się czy aby burzy nie usłyszę? Burza w grudniu? Burza przecież jest zwiastunem wiosny? I właśnie dlatego o niej pomyślałam, bo ja mimo spokojnych Świąt, nieustająco wyczekuję wiosny. Nie wiem dlaczego tak mam w tym roku.

czwartek, 20 grudnia 2018

Świąt świątecznych!

Święta zbliżają się szybkimi krokami. U mnie przygotowania zawsze są spokojne i pod kontrolą, chociaż niespodziewana choroba bardzo wszystko jeszcze spowolniła. Dobrze, że w tym roku mamy taki luksus w wolnych dniach przeplatających się ze świętami. My rok rocznie robimy te same, rodzinne potrawy doskonale wszystkim znane i wyczekiwane na ten jeden, jedyny, wyjątkowy wieczór. Zawsze mi zależało aby każde święta rodzinne kojarzyły się właśnie z czymś. Jako dziecko mocno zakorzeniło mi się wspomnienie wuja, który co święta przywoływał w pamięci jakieś pyszne smaki dań babci albo prababci i bardzo mi się to podobało. Smak moich rodzinnych świąt - jak pięknie to brzmi.

poniedziałek, 17 grudnia 2018

Patrząc przez okno...

I nadeszła zima. Czy za wcześnie? W sumie to grudzień ale po tak upalnym lecie jakoś tak powątpiewałam trochę. Pada drobny śnieg od samego rana. Wiatr obraca nim we wszystkie strony. Siedzę przy kuchennym stole i patrzę przez okno. Jak 12 lat temu, kiedy się tu przeprowadziliśmy i była to nasza pierwsza zima. Czy miałam w oknie słoninkę i tym samym widok na sikorki, to nie pamiętam… pewnie tak. Wychowałam się ze słoniną w oknie w zimowy czas to dlaczego nie miałaby zawisnąć i wtedy?

sobota, 15 grudnia 2018

Chrum chrum

Po prawie dwuletniej żałobie spowodowanej odejściem ostatniej świnki z wieloletniego stada, znów roznosi się po domu tak dawno nieobecne chrumkanie. Mamy nowego członka rodziny. Jest nią dwuletnia świnka morska. Kilka dni temu dokonało się we mnie przebudzenie i z dziwnym uczuciem pustki zdałam sobie sprawę, że nie ma w mojej codzienności tego tak uwielbianego przeze mnie gatunku stworzenia, które jest ze mną od moich młodych lat.

sobota, 8 grudnia 2018

Czas oczekiwania...

Czas oczekiwania... Czasami zastanawiam się czy on przychodzi sam z siebie wywołany porą roku i tą melancholią pogodową, która sama z siebie nastraja do jakiegoś wyciszenia, spowolnienia, wręcz zadumy? Czy rzeczywiście wraz z pierwszymi myślami na temat zbliżających się Świąt coś w nas, każe nam inaczej ,,czuć" otaczającą nas codzienność? A skoro narasta w nas to oczekiwanie to tak naprawdę na co? Na symboliczny dzień Bożych narodzin, na spędzenie czasu z bliskimi, na te wyjątkowe ozdoby świąteczne, na śnieg i uroki zimy, na zabawę sylwestrową czy może na przedwiośnie i wiosnę?

sobota, 1 grudnia 2018

Ostatni miesiąc tego roku

Dzień jak co dzień, można by powiedzieć ale jednak jest inaczej. Nie ma tego letniego wychodzenia na dwór, a jak się wyjdzie to jakoś tak dziwnie wokoło. Szaro i buro. Najładniej wygląda wschodzące słońce, które czy pochmurno czy też nie - Jego koło się świeci rzucając swój blask chociaż przez chwilę na wszystko. Widząc jak w blogosferze krążą myśli i prace twórcze nad przygotowaniami do świąt, zaskoczę być może moim stwierdzeniem, że moje myśli krążą ku wiośnie.

sobota, 24 listopada 2018

Mrozek

Zastój na blogu jest spowodowany corocznym moim zapadaniem w sen zimowy, którego symptomem jest już jesienny lekki letarg. Ale również brakiem jakiegoś w miarę interesującego tematu, który chciałabym zamieścić w tym pamiętniku. W każdym razie dzisiaj, kiedy tylko otworzyłam oczy, dostałam mocnego bodźca widokiem szronu na działce. Zdecydowanie lepiej wygląda on na drzewach z odległości balkonu niż, kiedy poszłam z aparatem zrobić mu zdjęcie. Posrebrzone drzewa... ale to widzi ludzkie oko, mój aparat niestety nie. Może gdyby było chociaż trochę słonecznie to łatwiej by było mu złapać kontrast a tak w szarości dnia ten delikatny srebrzysty nalot na brązowych gałązkach mu umyka. 

piątek, 16 listopada 2018

Mój poranek z mazurkami

Zdumiewające jak szybko nadchodzi zmierzch. Po tak pięknym i długim lecie wciąż nie mogę uwierzyć, że ta jesień jednak zdołała nadejść.  Jest chłodniej ale mimo to często udaje mi się rano wyjść na taras i poprzyglądać się przyrodzie. Bardzo lubię te moje poranki. Wtedy najczęściej obserwuję mazurki... tak, tak, na tym zdjęciu właśnie widać dokładnie tę subtelną różnicę pomiędzy nimi a wróbelkami. Mazurki mają taką ,,czapeczkę" brązową na głowie. Zdjęcie zrobiłam w pewne południe, kiedy jest najmocniejsze słońce i mój aparacik ma jakieś szanse na ostrość przy mocnym zbliżeniu oddalonego małego przedmiotu. Tym razem się udało. 

poniedziałek, 12 listopada 2018

Grudnikowy czas

Od kilku dni obserwuję pogodę i mojego grudnika i nic mi się nie zgadza. Czyżby moja roślinkowa pogodynka w tym roku się pomyliła? Zawsze kiedy kwitnie to przychodzi mróz albo pada śnieg, a tu nic. Dzisiaj pogoda jest tak piękna, że patrząc na łyse drzewa można by pomylić ją z przedwiośniem i wypatrywać pierwszych oznak wiosny. Tylko sikorki skubiące słoninkę zdradzają nadchodzący zimny okres. 

środa, 7 listopada 2018

Czas liści

Dopiero co w temacie Nasze jesienne drzewa  na słuszny komentarz o potrzebie sporego grabienia przez ilość posiadanych przez nas drzew, odpisałam, że ,,nie mam klasycznych trawników więc nie ma potrzeby abym grabiła. Tyle co na wiosnę [...]". Ale to też nie jest tak do końca, że nie grabię teraz jesienią. Grabię, a jakże! Ale nie wszędzie i nie wszystko. Z racji miłości do drzew... takiej prawdziwej miłości do drzew, kocham je o każdej porze roku. Nie tylko wiosną, kiedy otwierają pąki, nie tylko latem, kiedy są słonecznym parasolem, ale i jesienią, kiedy zrzucają liście bo to ich naturalna kolej rzeczy. 

piątek, 2 listopada 2018

Wyplatane ozdoby

Preferuję wszelkie czynności związane z przemieszczaniem się, usiedzenie w jednym miejscu jest po prostu trudne, czymś nie osiągalnym na dłużą chwilę. Więc można sobie wyobrazić jak trudny był dla mnie czas kontuzji nogi i mocne ograniczenie chodzenia i stania na niej.  Koszmar, ograniczający moją swobodę ruchu a przede wszystkim potrzebę ruchu doprowadził do rzeczy niewiarygodnej. Sięgnęłam po coś co jest dla mnie niewykonalne ze względu na brak cierpliwości. Tym razem okazał się zbawiennym zamiennikiem ruchu. Coś się dzieje mimo, że siedzę. Człowiek jako istota rozumna nie lubi się przecież nudzić. Po zabraniu roślin z altany zrobiło się jakoś pusto i zbyt brązowo. Siedziałam i dumałam patrząc na te puste słupy...

niedziela, 28 października 2018

Nasza codzienność

Zapowiadają cieplejsze dni. U mnie jeszcze drzewa mają liście więc może być całkiem przyjemnie i złociście. Docierały do mnie informacje o opadach śniegu i przez to pędziłam z sadzeniem cebul a teraz nie wiem czy nie za wcześnie. Ciężko połapać się z tą pogodą. Można powiedzieć, że u nas sezon letni został ogólnie zakończony. Jeszcze tylko ogarnąć kurze kwaterki do znoszenia jaj i będzie koniec. 

czwartek, 25 października 2018

Jesiennie cd

Obecnie zrobiło się chłodno, wietrznie, nieprzyjemnie i tak bardzo jesiennie. Ale roślinom jak by to nie przeszkadzało. Róża na ,,rabacie juniora" nadal kwitnie, inna pod tarasem również, nadal uśmiechają się pojedyncze floksy a nawet bodziszek. Co raz bardziej jednak przebarwiają się krzewy a liliowce układają się do zimowego spoczynku. Tej jesieni niestety nie ma kwiatów jednorocznych bo kurzyska zbyt mocno ingerowały w wiosenne rabaty.  Ale o nich kiedy indziej. 

wtorek, 23 października 2018

Nasze jesienne drzewa

- To było, to było... to było... - powtarzalność myśli podczas przeglądania zdjęć na kompie. I nagle jest coś czego nie było przynajmniej tej jesieni. Drzewa... w moim ogrodzie czy na mojej działce drzewa mają swoje miejsce i są przeze mnie mocno hołubione. Od zawsze mnie fascynowały ale przede wszystkim od dziecka czuję do nich wielki szacunek, za to, że są tak pożyteczne dla naszej planety i absolutnie nie mam tu na myśli ich przydatności jako materiału.

niedziela, 21 października 2018

Mgliście

Jesień i u nas rozgościła się już na całego. Każdy dzień rozpoczyna od mgły, ale to bardzo dobrze, bo z braku opadów deszczu, ta mgła jest formą nawadniającą rośliny. Mimo moich wewnętrznych doznań jakie są związane z tym zjawiskiem atmosferycznym to w tym roku nasze poranne mgły mnie ciekawią.  Odsłaniając zasłonki i patrząc przez okno mam wrażenie jak bym mieszkała na jakiś parujących mokradłach.

piątek, 19 października 2018

Suszony, naturalny bukiet

Kiedy pod koniec września gwałtownie się ochłodziło i zaczęły straszyć poranne przymrozki to zabierając rośliny doniczkowe pomyślałam sobie, z żalem, że czas rozstawać się z altaną, w której tyle wspaniałych chwil tego lata spędziliśmy. Niby lato było długie... naprawdę długie to jednak czuję ten niedosyt. Chyba rzeczywiście powinnam przeprowadzić się do ciepłych krajów i mieć to lato przez cały rok. Na szczęście wraz z nadejściem października wypogodziło się i można znów sobie w niej posiedzieć. Chociaż nie jest to to samo co latem. Czarność odkrył nowe altanowe możliwości i często z góry zerka na to co w niej robimy. 

środa, 17 października 2018

Kocia pogodynka / Weather cat

Bacznie obserwując Kicię na przełomie sierpnia i września doszłam do stuprocentowego przekonania, że ma tasiemca bo jadła za troje. Najmniejsza z kotów a tyle je... Ciąża odpada bo jest wysterylizowana, żadnej pełnej misce nie przepuściła i tylko jadła i jadła w godzinach porannych, potem znikała w ciągu dnia pewnie na polowaniu i wieczorem znów apetyt dopisywał. Skutkiem tego były tabletki odrobaczające dla zwierząt i oczywiście dla nas.
It got cold and the cats run home. Rex too. They like to lie and sleep on armchairs and bask in the sun. My pets love each other very much.

poniedziałek, 15 października 2018

Pożegnanie z dojeniem kozy

Nasza przygoda z kozami właśnie zamyka pewien rozdział w ich hodowli. Zaplanowałam ten post już dużo wcześniej i gromadziłam zdjęcia. Miałam nadzieję, że kiedy przystąpię do jego pisania będzie mi lżej na duszy, ale tak się nie dzieje. Odkąd zaczęłam prowadzić bloga moją myślą przewodnią było opowiedzenie o  tym niby wiejskim życiu jakie sobie tutaj skonstruowaliśmy na zasadzie ,,mieszczuch na wsi", czy może trafniej ,,próba życia zdrowo". Przypadkowo dopasowaliśmy się do trendy, o którym nawet nie mieliśmy pojęcia bo nie interesujemy się tymi sprawami. Działkę kupiliśmy kilkanaście lat temu, kiedy nie było tego bum na ,,życie poza miastem". Pisząc ten pamiętnik starałam się również przekazać swoje obserwacje i doświadczenia z hodowli zwierząt wiejskich jakie stały się naszym udziałem. 

czwartek, 11 października 2018

Pierwsze oznaki jesieni w moim ogrodzie

Dzisiejszy poranek przywitał mnie srebrno złocistą poświatą na niebie. Mgła roztaczająca się nad polami dodawała tej chwili dodatkowej magii. Przymusowe siedzenie w domu daje mi codziennie możliwość podziwiania poranków. Nie muszę śpieszyć się do pracy, mogę usiąść z kubkiem herbaty na tarasie i patrzeć jak Słońce wynurza się zza horyzontu otulając śpiące jeszcze drzewa w lśniącą poświatę i rozlewając swe promienie po całym niebie. Czasami nie wiem, w którą stronę patrzeć bo dookoła mnie jest pięknie.

poniedziałek, 8 października 2018

Ogrodowa tajemnica & zabawa karmnikowa

Ktoś czuwa nad moją nogą bo co wyjdę na dwór to słońce chowa się za chmurami, mogę je podziwiać zza okna lub z tarasu. Nie muszę mówić jak to jest wkurzające... Dopiero co pisałam o jesiennym spowolnieniu z pracami ogrodowymi i tak też się dzieje, ale nasz klimat nie pozwala na całkowite odcięcie się od wszystkiego... chociaż nie. Nie dawno miałam bardzo przyjemną rozmowę na jednym z ulubionych blogów na temat, że sami sobie dokładamy pracy w ogrodach, obejściach i sami przyczyniamy się do tego, że nasze ogrody wymają więcej pracy i tym samym ogrody bezobsługowe nie istnieją. Dzicy mieszkańcy naszego ogrodu jeśli tylko nie pozbawimy ich tej możliwości to sami ułożą się do snu, znajdując wygodne dla siebie miejsce. Nie muszę im robić dodatkowych zimowych miejsc. Ale robię to z potrzeby serca.

sobota, 6 października 2018

Jesień z kurami / Autumn with hens

Jesień... jak co roku. Przez cały rok lubię przyglądać się kurom ale jesieniom jakby bardziej... może dlatego, że latem jest mnóstwo innych rzeczy do zrobienia i ogólnie letnie plany mocno naruszają codzienny tryb wiejskiego życia. Fotka zrobiona niespodziewanie i dla mnie samej, obejmowała dwie kury, ale po wykadrowaniu tej, stwierdziłam, że zdjęcie bardzo mi się podoba. Rzadko kiedy udaje mi się zrobić zdjęcie, z którego jestem zadowolona. Jako, że jest to pamiętnik a może kronika naszego życia? Muszę się zastanowić... w każdym razie muszę dopisać, że dzisiaj od rana świeci piękne słońce i zapowiada się miły, ciepły dzień... jest cudnie!

In autumn, the herd of chickens is very happy. They stroll peacefully along the plot, enjoying the weather. They do not have to hang eggs. They no longer have to take care of the chicks. They have time for themselves. We observe them and learn from them how to enjoy the day. After work in the summer, we also try to rest.

czwartek, 4 października 2018

Jesiennie ale ciepło

W tym roku październik nie jest deszczowy jak w latach ubiegłych przyjemne promienie słoneczne ogrzewają kilka godzin w ciągu dnia co sprzyja spacerom po działce i rozważaniom nad kolejnymi pracami. Jest w miarę ciepło, na pewno dużo cieplej bo nie pamiętam roku, kiedy w tym miesiącu chodziłam po dworzu (walk outside) w polarze jako okryciu wierzchnim i było mi w sam raz. Staw niestety wysechł pod koniec sierpnia, nie dał rady wysokim temperaturom, więc o hodowaniu ryb możemy na razie zapomnieć. Woda została tylko w  niewielkim pogłębieniu wykopanym przez męża dla żab, które chciałyby jednak pozostać na terenie stawu i mimo wyschniętego stawu mieć dostęp do wody. Myślimy też o traszkach, które na pewno są wiosną ale nie wiemy czy zostają z nami przez cały rok czy tylko traktują nasz akwen do celów rozrodczych. W każdym razie rok rocznie staw napełniał się wodą podczas jesiennych opadów deszczu. Zobaczymy jak będzie w tym roku.

poniedziałek, 1 października 2018

Wróbelki i osty

Gdyby nie to, że najcieplejsze promienie słońca przygasają koło godziny piętnastej (3 p.m.) to można by obecne dni pomylić z latem. Noce dużo chłodniejsze i pojawiające się już poranne przymrozki coraz wyraźniej uświadamiają nam, że to już jednak jesień. Może się komuś wydać nieprawdopodobne ale wróbelki zapozowały mi, wychodząc na przeciw mojej prośbie. Są to nasze, podwórkowe wróbelki mające gniazda pod naszym dachem, które od rana do zmierzchu ćwierkają na drzewkach przed tarasem i którym bardzo chciałam zrobić zdjęcie i je poprosiłam aby siadły tak, aby mój kiepski    aparat mógł je ,,sięgnąć" swym  obiektywem. I nawet nie musiałam długo czekać chociaż trochę się nagadałam. Może to mój głos je zwabił, nie wiem, ale twardo siedziały i czekały aż je obiektyw odnajdzie wśród tych gałązek. Zdjęcie i tak mocno wykadrowane ale są, mam i mogę się cieszyć ich widokiem, kiedy tylko zapragnę na nie popatrzeć. 

wtorek, 25 września 2018

Rewia mody dla grzybków / fashion review for mushrooms

Nigdy nie przypuszczałam, że doświadczę tak gwałtownej zmiany pogody. Jest to niebywałe doświadczenie emocjonalne położyć się spać za lata a nim się na dobre zasnęło to nadeszła jesień i to z mocnym przytupem - nocnej zawieruchy. Bardzo niekorzystnie odbiło się to na moim samopoczuciu, którego dyskomfort odczuwam do dnia dzisiejszego. Ale... Nigdy nie lubiłam tego spójnika szczególnie w mowie potocznej bo był w moim dzieciństwie, niczym wisienka na torcie pochwały czy uznania, dodatkiem informującym mnie, że mogłam zrobić  lepiej lub bardziej się postarać.  Wiadomo czym to zaowocowało - kompleksami.

czwartek, 20 września 2018

Przepiękny wrzesień

Wrzesień tego roku jest cudowny. Temperatura i pogoda lata z mojego dzieciństwa i wczesnej młodości, kiedy to dzień był ciepły a nawet upalny ale temperatury pozwalały na pracę i przebywanie na dworzu (outside) a nie ścinały z nóg z powodu makabrycznego gorąca (very tired of the heat). Zachwyciłam się wrześniem zdejmując pranie z balkonu i przysłuchując się pracującemu traktorowi za drogą, dźwiękiem piły dobiegającej z drugiej strony i radosnym zabawom dzieci spod lasu. Pomyślałam sobie wtedy - to jest odpowiednia pogoda i temperatura dla lata. 

niedziela, 16 września 2018

Skansen w Kuligowie

Korzystając z posuchy tematycznej w naszej Arce chciałam opowiedzieć o naszej wycieczce w kolejne ciekawe miejsce, którym jest skansen wsi polskiej z przełomu XIX i XX wieku. Skansen znajduje się w malowniczej wsi Kuligów nad rzeką Bug w województwie mazowieckim, w powiecie wołomińskim, w gminie Dąbrówka. Zawiera zbiory wiejskich, drewnianych budynków i do tego oryginalnych. Skansen zaczął powstawać w latach 90 ubiegłego wieku. Wszystko, co dziś współtworzy to miejsce, wzięło się z potrzeby ekspozycji rodzinnych pamiątek właściciela pana Wojciecha Umanowskiego w celu zachowania od zapomnienia dorobku lokalnej kultury materialnej oraz przekazanie młodszym pokoleniom części prawdziwej wiejskiej przeszłości, będącej integralnym elementem historii i etnografii.

niedziela, 9 września 2018

Wrzesień ...

W tym roku czas wakacyjny przeleciał nam jeszcze szybciej niż zazwyczaj i do tego trudno powiedzieć na czym. Pewnie przez pogodę, o której nie potrzeba się rozpisywać wystarczy napisać - był upał, upał, upał! 
W sierpniowych wiadomościach powiedziano, że ,,Polska jest najchłodniejszym krajem europejskim tego lata" i to zdanie zapisałam sobie w głowie jako opis lata z 2018 roku pomimo osiągania niesamowitych temperatur w ciągu dnia. 

niedziela, 2 września 2018

Nasze pajęczynki / spider webs in the garden

Jeszcze zdjęcia pajęczyny na blogu nie było. Babie lato? Nic z tych rzeczy, zdjęcie zrobione gdzieś na przełomie lipca i sierpnia ale tak mnie zachwyciło, że postanowiłam je uwiecznić. Nie wiem jakie to pajączki wiją takie pajęczyny w środku lata ale są one charakterystycznym elementem mojego ogrodu. Ogród bez chemii to nie tylko pożyteczne roślinki, żabki i traszki w stawie ale i różne pajęczyny w rabatach szczególnie utkane pomiędzy tujami czy innymi krzewami. 

sobota, 25 sierpnia 2018

Tuż przed deszczem...

Właśnie pada deszcz... tak delikatnie i drobną kropelką, jakby spadała na ziemię rosa. Cudownie rześkie powietrze z nutą wilgoci i świeżości w zapachu. Mój świat lekko zamglony ale widzę, że ptaki nic sobie z tego nie robią i swobodnie latają. Przez chwilę obserwowałam wróbelka skaczącego po gałązkach olchy a potem przelatującego na pobliską gałązkę wierzby i po niej kontynuującego swoje skakanie. Oj przydał się ten deszcz...  Ten przyjemny deszczyk z rana przyszedł do nas wczorajszego wieczoru jako ulewa zapowiadająca nadejście burzy, która niebawem nadciągnęła hucząc i strasząc swoim rozbłyskiem. Ale przeszła bokiem. 

wtorek, 21 sierpnia 2018

Rabata przy tarasie w suche lato / My water saving

Z lekka zaniepokojona entuzjastycznymi komentarzami na temat mojego wylewania wody ze zmywania czy mycia owoców i warzyw postanowiłam wrócić do tego tematu. Ze względu na moją wrodzoną niechęć do wszelkiej chemii używam jej bardzo mało. ,,Bardzo mało" to znaczy naprawdę bardzo mało. Kiedy nie mogę czegoś domyć i muszę użyć więcej płynu to taka woda wędruje do szamba. Ale kiedy jest płynu ,,tyci tyci" to wędruje na rabaty. Robię to w wyjątkowej sytuacji, kiedy panuje susza wychodząc z założenia, że lepsza taka woda niż żadna. Cieszę się, że zaciekawił ten patent, który przypomnę stosowany był przez nasze babki i prababki, chociaż wtedy pewnie mydliny i proszki były inne, ale należy zachować umiar i ogromną ostrożność. 
Roses watered with water from vegetables and fruit rinsing.

piątek, 17 sierpnia 2018

W sierpniu... znów o lecie / Summer

Zauważyłam, że zwyczajowo już w sierpniu piszę post poświęcony latu. Zachwycam się nim, staram się nim nasycić lub przeżywam jego pół metek. Dziś pewnie będzie podobnie. Fotka zrobiona przypadkowo podczas wciskania wikliny pod daszek schodów tuż przed deszczem. Nawet pomyślałam sobie, że zatytułuję go ,,co też pandzia znów wymyśliła?" Ale nic nie wymyśliłam a wprost przeciwnie tegoroczne lato jest kontynuacją poprzednich. Do tego stopnia, że nawet nie mam czemu za bardzo robić zdjęć ani o czym pisać.

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Wiklinowo i odętki / wicker baskets in the gazebo

Wydaje mi się, że tylko w tym roku będzie tak dużo postów na temat altany, bo jest czymś nowym a przede wszystkim długo wyczekiwanym i mimo tego, że nie bardzo wiedzieliśmy jaki będzie jej ostateczny wygląd to efekt bardzo nam się podoba i przerósł nasze najśmielsze oczekiwania. Nie wiem jaka mogłaby być jeszcze, ale taka jaka jest w zupełności nam wystarcza i bardzo nam się podoba i jeszcze bardziej odpowiada. Dzięki długiemu latu możemy ją ciągle zmieniać... a raczej ja jej ciągle coś dodaję. Nie śpieszę się z jej urządzaniem. Obecnie doszły wiszące kosze z wikliny, które wykorzystałam jako kwietniki, pewnie nawet nimi są.

piątek, 10 sierpnia 2018

W odcieniu czerwieni

W południe zaczęło grzmieć na tyle poważnie, że zaczęłam zastanawiać się  czy kóz nie zabrać. Padało może z trzy minuty. Nadal czuć w domu zapach deszczu i tyle z niego pozostało, bo jak się wychodzi na taras to uderza parne powietrze. Na fotce stara odmiana angielskiej pelargonii, którą dostałam w prezencie. Przyjechała z poprzednią właścicielką do mojego kraju zza granicy. Kwitnie przepięknie, tutaj na zdjęciu początek, ale że nie lubię ruszać kwitnących kwiatów, a one są od wczesnej wiosny na balkonie to ciężko zrobić im śliczne zdjęcie, bo sznury od prania przeszkadzają. 

czwartek, 9 sierpnia 2018

Już kwitną...

To jest ten czas, kiedy jestem przepełniona latem. Pomimo obfitującego sezonu w wysokie temperatury nie jestem nim zmęczona. Nasycona? Może tak. Chociaż nie na tyle aby tęsknić za jesienią czy zimą. Jestem pasjonatką lata: ciepłych, słonecznych dni; pogodnego, błękitnego nieba; kolorowych kwiatów; warzyw w foliaku; śpiewów ptaków; spacerujących po polu bocianów; dojrzewających jabłek i gruszek; pachnącej mięty w dzbanku; a przede wszystkim domu nie wymagającego palenia w piecu. Zachwycam się latem każdego roku, nawet tutaj na blogu. 

wtorek, 7 sierpnia 2018

Lato z kurami / Summer with hens

Miłośników mojego kurzego stada informuję, że mimo ciszy w ich temacie nadal mają się dobrze. Nowych czytelników interesujących się naszą hodowlą drobiu odsyłam do zakładki z wydzielonym działem kurnikowo / chickencoop. W hodowli domowej upały nie są dla nich straszne mając zapewniony stały dostęp do wody i jedzenia. Patrząc jak wylegują się w promieniach słońca wydaje mi się, że nawet niewiele sobie robią z tych wysokich temperatur. Dzięki hodowli ptaków domowych i dziko żyjące ptaki mają okazję napić się i posilić.

czwartek, 2 sierpnia 2018

Co słychać w sadzie... / In my orchard

apple-tree
Z ostatniej chwili - jest tak gorąco, a wczoraj był najgorętszy dzień z dotychczasowych, że przylatują do nas różne ptaki aby się ochłodzić w cieniu drzew. Niektóre z nich udaje nam się zobaczyć inne po prostu słyszymy. Tak jak dzisiaj, obudził mnie dziwny dźwięk dochodzący z dworu. Nie mogłam go dojrzeć ale nigdy dotąd nie słyszałam tego głosu więc domyśliłam się, że mamy nowego gościa. Posiedział w cieniu, może skorzystał z któryś z pojemników na wodę i poleciał dalej. W takie upały pamiętajmy o poidłach dla ptaków, dla owadów a nawet dla bezdomnych kotów. Fotka z jabłonką czyli będzie o naszej uprawie...

środa, 1 sierpnia 2018

I znów liliowce / Hemerocallis in my garden

Przed wyjazdem nad morze trochę było mi żal, że kiedy wrócimy to już liliowcowy ogród (hemerocallis garden) przeminie a to jest tutaj najpiękniejszym czasem. Długie liście kęp liliowców są mało widoczne wśród zarośniętych rabat, mało efektowne aby chcieć zwrócić na nie uwagę wśród natłoku roślin, chyba że jest się miłośnikiem samych liści. W większości sezonu mój ogród jest zielony i dopiero, kiedy liliowce zaczynają swoje kwitnienie widać je, widać jak jest ich dużo. Dlatego bardzo ucieszyłam się, kiedy po powrocie zobaczyłam, że niektóre odmiany nadal kwitną. Zdjęcie robione telefonem i dlatego takie dziwne i przekolorowane ale postanowiłam je wstawić aby pamiętać, żeby nie robić nim zdjęć w pochmurny dzień.

niedziela, 29 lipca 2018

pamiątka znad morza

Spacerując po nadmorskiej miejscowości i oglądając pamiątki zdałam sobie nagle sprawę, co mi się tak podoba w tej naszej altanie. Ona kojarzy mi się z tratwą albo jakąś łódką, stateczkiem... trudno trafić dokładnie ale coś w tym klimacie. Nie wiem skąd takie porównanie do drewnianych słupów z dachem ale tak jest w istocie. W planie miałam zakupić kilka pamiątek z pobytu nad morzem, które byłyby letnią ozdobą altany ale na razie skończyło się na tej jednej. 

sobota, 21 lipca 2018

serdecznie pozdrawiamy znad morza

Nie ma mnie bo wypoczywamy nad naszym, pięknym, polskim morzem... W dodatku to nie moja klawiatura i fatalnie mi się na niej pisze. Przygód wiele niekoniecznie takie jak w filmach czy w książkach... a to marudzenie dzieci z powodu braku ładnej pogody, a to zatrucie żołądkowe... każda mama ma klasyczny pakiet wakacyjnych przygód.  Ale są też i miłe rzeczy. Radzimy sobie aby jak najfajniej spędzić ten czas...

sobota, 14 lipca 2018

Moje rośliny na wakacjach

Moją tegoroczną miłością jest altana. Nigdy bym nie przypuszczała, że tak bardzo mi podpasuje i będę czerpać tyle radości z obcowania w niej. Często zadaje się pytanie co tak naprawdę urzeka nas w danej rzeczy, że obdarowujemy ją tak silnym uczuciem. Nie znam odpowiedzi. Nie chodzi tu o to, że była długo wyczekiwana bo w sumie na etapie podestu mogła już tak zostać i nikomu z nas to nie przeszkadzało bo ciągle były ważniejsze sprawy i nadal są. Powstała w drodze przypadku i jakoś tak poszło. Ale odkąd jest, nie wyobrażam sobie mojego ogrodu, mojej działki bez niej. Jestem szalenie zadowolona z przezroczystego dachu bo dzięki niemu nie jest ciemna. Wpada do niej miłe, rozproszone światło. Jest dla mnie czymś żywym. Ewoluuje wraz z moimi myślami.

czwartek, 12 lipca 2018

Relaks nad stawem

,,Czas urlopu to czas błogiego lenistwa", komu się to udaje ten jest naprawdę szczęściarzem i świetnie umie rozplanować czas. Już kiedyś pisałam, że mózg jest ,,naszym druhem", o którym nie powinno się zapominać. tutaj ,,Czas urlopu" to przede wszystkim czas dla niego, dla ciągle pracujących na pełnych obrotach szarych komórek. Po prostu zwolnić... Dla mnie takim miejscem pełnego relaksu jest nasz prywatny stawik wykopany właśnie dla celów relaksacyjnych.

wtorek, 10 lipca 2018

Nasza metoda uprawy dyni i cukinii / Our method of growing of pumpkin and courgette

Jak bociany chodzą po skoszonej łące to musi być już lato. Cudowny widok, dla niego warto wybrać się poza miasto. Z powodu gorąca zaczął się już zmożony okres żniw i u mnie też słychać radosny warkot maszyn rolniczych. Dlaczego ,,radosny"?Ponieważ póki będzie rolnictwo, póki rolnik będzie miał do koszenia zboże, to nie będzie w kraju głodu. Cieszę się, że wynaleziono kombajny bo mogą szybciej zrobić więcej i żmudna praca w polu staje się mniej uciążliwa dla człowieka. Sama pracowałam w polu przy żniwach wielokrotnie to wiem co mówię. Hałas jest i pyli się...taka to praca a jej godziny wyznacza pogoda i wielkość pola do obrobienia. Nie da się ,,polać wodą zboża czy siana" bo to bzdura sama w sobie ale ono musi być właśnie suche. Czas żniw to czas dobrej magii bo  każdy chce jeść, mało komu w dzisiejszych czasach chce się coś samemu uprawiać, woli pójść do sklepu, więc tym bardziej należy szanować tych, którzy wybrali produkcję rolną dla całego społeczeństwa. Na temat wiejskich zapachów odsyłam tutaj bo rolnictwo to nie tylko żniwa, ale i hodowla zwierząt i wszystkie czynności z ich obsługą, nie tylko piękny konik ma swoje fizjologiczne potrzeby. A jak ktoś ma alergię na pyłki, smrodki itd. to absolutnie nie powinien przenosić się na wieś. 

sobota, 7 lipca 2018

,,Nowa rabata" - języczki i nie tylko / My floral discount in a shady corner

Co ja pocznę, kiedy już wszystko napiszę o tej ,,nowej rabacie"? Nie mam zielonego pojęcia. Druga moja myśl podczas rozpoczęcia pisania tego posta, że muszę lepiej je tytułować bo nie mogę znaleźć potrzebnych informacji. Moje życie tutaj jest tak ,,powtarzalne" żeby nie napisać monotonne, że już gubię się o czym już napisałam a o czym nie. Czy ja pisałam o języczkach? Gdzieś, coś na pewno tak ale nie znalazłam posta o nich.  A tak je lubię! To moja kolejna miłość. Jeśli o niej już gdzieś pisałam to powtórzę się, że dostałam pierwszą języczkę pomarańczową (Ligularia dentata) od zaprzyjaźnionej osoby z ekotopiku kiedy nie miałam pomysłu na to miejsce. Przyjechała do mnie jako jedna z pierwszych roślin w tym ,,ogrodzie" i zdobyła moje serce  i męża. Języczka pomarańczowa wypuszczająca kwiatostan pokroju klasycznego kwiatu i kwitnąca bliżej września, te na zdjęciu są inną odmianą języczki, być może odmiana syberyjska (Ligularia sibirica)

czwartek, 5 lipca 2018

Duet liliowcowy (Hemerocallis)

Czytam na różnych blogach ogrodniczych i nie tylko, że lipiec jest zimny i suchy. Więc muszę napisać w swoim pamiętniku, że u mnie lipiec jest może rzeczywiście ciut chłodniejszy od afrykańskich temperatur czerwcowych ale nadal ładny i ciepły, za to systematycznie pada dzięki czemu nie ma suszy. Bałam się, że znów nastanie susza jak kilka lat temu, ale nie. Od pierwszych gorących dni wiosennych do teraz co kilka dni pada, mniej albo bardziej obficie ale pada. Na zdjęciu dzisiejszy wchód słońca.

niedziela, 1 lipca 2018

Letnie niespodzianki

I znów o ogrodzie... ale jak się ma ,,dom w ogrodzie" to trudno o nim ciągle nie pisać.  Czy poznajecie ten teren? Ten iglak... ten płotek? Jeśli nie to odsyłam do tego postu:  Nowa rabata cd , chodzi o pierwsze zdjęcie.
Tak, tak, to bardziej słoneczna część ,,Nowej rabaty".  Otrzymałam mega wsparcie praktyczno ogrodnicze od Taba Azy i wygląda to w tym roku jak na zdjęciu. Całą zimę zastanawiałam się nad poradami i z wiosną poprzesadzałam to i owo. 

czwartek, 28 czerwca 2018

Kolejny roczek minął...

Kiedy zaczynałam pisać bloga moje posty pełne były słów i ani jednego zdjęcia. Musiałam się dopiero nauczyć wstawiania ich a może miałam większą potrzebę napisania czegoś od siebie?  A może jedno i drugie? Nie pamiętam już. Dziś jest może trochę mniej słów ale zdjęcia są już podstawową częścią każdego mojego postu. Może i dobrze? Ostatnio mniej robię zdjęć bo mniej działam w ogrodzie. Dlatego wydaje mi się, że dzisiejszy temat będzie idealny na kończący się już czerwiec. A przecież właśnie w czerwcu, 4 lata temu napisałam swój pierwszy w życiu post na blogu.

sobota, 23 czerwca 2018

Za porzeczkowani

Muszę zdementować wrażenie na temat mojej znajomości polnych kwiatów. Znam tylko kilka. Ale staram się od pewnego czasu poszerzać tę ilość, często głowa nie chce zapamiętać nazwy bo one są jednak trochę dziwaczne, często dwuczłonowe. Ale nie zniechęcam się i dziękuję za tyle miłych słów pod moim adresem. Miał być post o ogrodzie, ale ze względu na to, że już i mnie trochę nuży ogrodnicza tematyka będzie o porzeczkach. Fotka z maja, kiedy jeszcze dojrzewały ale że nie przepadam za porzeczkami czarnymi, które to dzisiaj zbieraliśmy to postanowiłam wstawić to zdjęcie. 

niedziela, 17 czerwca 2018

Czerwcowy spacer

Uwielbiam chwasty. Jeśli kogoś to wyznanie zaskoczyło to znaczy, że jest dość świeżym czytelnikiem mojego bloga i od razu wyjaśnię, że jestem wielką miłośniczką chwastów nazwaną nawet przez siebie Chwaściarą. Nie mylić z Zielarką bo to zupełnie co innego. Dlatego nikogo nie powinno zdziwić, że widząc z samochodu taki widok postanowiłam przy najbliższej okazji wybrać się tam na spacer i przyjrzeć się dokładnie niebieskiej łące. Prawda, że z daleka wygląda jak lawendowe pole?


sobota, 16 czerwca 2018

Dzieciństwo Luci

Dawno nie było o kozach... Są. Tylko, że ja jestem pochłonięta pracą zawodową, sprzątaniem w domu, kiedy uda się znaleźć na to czas bo pochłaniają mnie prace w ogrodzie, które są  po przeciwnej stronie domu niż jest kozi wybieg i tyle co je słyszę bądź dojrzę przechodząc, pod warunkiem, że nie są schowane w cieniu lub leżą sobie w trawie. Dojeniem i ogólną obsługą kóz zajmuje się mąż. I jest jeszcze jeden powód, dla którego jestem z nimi tak mało, mimo, że Lucia jest przesłodka a mianowicie kuku jakie zrobiliśmy Kacperkowi. 

piątek, 8 czerwca 2018

Różności ogrodowe

Nie szukamy doniczki na zdjęciu bo te kwiaty same przywędrowały na poręcz schodów z ziemi. To krzew o nazwie Pęcherznica kalinolistna Diabolo (Physocarpus opulifolius ' Diabolo). Napisałam już o niej dwa lata temu (jak to zleciało!) tutaj - Niezwykły krzew... pokazując jego różne przemiany w ciągu całego sezonu ciepłego. W tym roku oczarował mnie właśnie tym swoim wyglądem - siedząc sobie na poręczy barierki od schodów, bagatela na wysokość około 3 metrów.