Obserwatorzy

środa, 17 października 2018

Kocia pogodynka / Weather cat

Bacznie obserwując Kicię na przełomie sierpnia i września doszłam do stuprocentowego przekonania, że ma tasiemca bo jadła za troje. Najmniejsza z kotów a tyle je... Ciąża odpada bo jest wysterylizowana, żadnej pełnej misce nie przepuściła i tylko jadła i jadła w godzinach porannych, potem znikała w ciągu dnia pewnie na polowaniu i wieczorem znów apetyt dopisywał. Skutkiem tego były tabletki odrobaczające dla zwierząt i oczywiście dla nas.
It got cold and the cats run home. Rex too. They like to lie and sleep on armchairs and bask in the sun. My pets love each other very much.


Ku memu zdziwieniu apetyt nie zmalał ani trochę. Początek września, piękne, jeszcze ciepłe lato, bardzo optymistyczne prognozy na długie, ciepłe babie lato...

więc gdzie te przymrozki, które czuje Kicia? Po tygodniu już wszystkie nasze koty tłumnie zaczęły stołować się w korytarzu przy kuchni. Widząc po raz pierwszy we wrześniu zmrożoną trawę na polu zdumiałam się bardzo nie do końca rozumiejąc co widzę i jak zwykle męża obudziłam aby mi wyjaśnił zjawisko, które oczywiście nie mogło czekać bo przecież w każdej chwili mogło zniknąć. Nie muszę pisać jak mąż przepada za tymi moimi gwałtownymi dociekaniami pogodowymi czy nagłymi zdarzeniami akurat o poranku. Do końca chciałam wierzyć, że to po prostu poranna rosa tak śnieży. Koci apetyt jakby zelżał, Kicia zrobiła się ciut grubsza a raczej jej futerko, ciekawa jestem jak Czarnoś będzie wyglądał w zimowej szacie.


Powróciły ładne, ciepłe dni, chociaż poranne przymrozki zaczynają regularnie nas odwiedzać. Wczoraj (30.09) jak bomba wpadł do domu Reksio i nauczony przez Czarnosia konwenansów towarzyskich od razu ulokował się na fotelu. Patrząc na niego jak się rozsiada tak ufnie, tak spokojnie, tak pewnie... pomyślałam sobie, że raczej nie mam co marzyć o pięknej, ciepłej jesieni. Wydaje mi się, że piękna, słoneczna pogoda październikowa jest złudna a zwierzęta czują więcej i potrafią to co z trudem przychodzi nam genialnym ludziom - przepowiadają pogodę z dużym wyprzedzeniem. Może obecnie zmalała chęć przebywania w domu odkąd nastały słoneczne dni, ale widzę, że podwórkowe towarzystwo na powrót przeprosiło się z domem i coraz chętniej moszczom się w jego wnętrzu. Obserwując te moje zwierzaki widzę ogromną różnicę  pomiędzy  Czarnosiem,  wychowanym  w  domu  od  małego  a  resztą


zwierząt urodzonych i wychowanych na podwórku. Czarność po prostu rozkłada się wszędzie gdzie mu tylko przyjdzie do głowy, wyciąga się jak długi a nawet delikatnie dociskając pupą nasze biodra wywala domowników z ulubionego fotela. Tygrysia przyłapana na wygrzewaniu się w promieniach słońca na schodach wejściowych. Zdjęcie zrobione przez okno kuchenne aby ich nie poruszyć. Tygrysia nie lubi wchodzić do domu, jest najmniej ufna z całego towarzystwa. W dodatku mści się na niej dyscyplinowanie małego Czarnosia, który teraz oddaje jej naukę z nawiązką. Nie mam pojęcia jak temu zaradzić. Tygrysia na niego fuczy a on jak wściekły leci do niej i okłada ją łapką po głowie i pyszczku. W dzieciństwie Czarnoś podchodził do niej z zaproszeniem do zabawy i dostawał serię uderzeń łapką po głowie i pyszczku. A jak wasze pupile? Czują już nadchodzącą zimę? Na fotce mocno śpiący Czarność ulokowany pierwotnie wzdłuż nóg syna, ale on wstał a kot pozostał w swojej śpiącej pozycji. To się nazywa zdrowy, koci sen.

Pozdrawiam wszystkich i dziękuję za odwiedziny i pozostawiane, bardzo miłe i serdeczne komentarze :)

Znów jest problem z wejściem na blog Kociafrania...

poniedziałek, 15 października 2018

Pożegnanie z dojeniem kozy

Nasza przygoda z kozami właśnie zamyka pewien rozdział w ich hodowli. Zaplanowałam ten post już dużo wcześniej i gromadziłam zdjęcia. Miałam nadzieję, że kiedy przystąpię do jego pisania będzie mi lżej na duszy, ale tak się nie dzieje. Odkąd zaczęłam prowadzić bloga moją myślą przewodnią było opowiedzenie o  tym niby wiejskim życiu jakie sobie tutaj skonstruowaliśmy na zasadzie ,,mieszczuch na wsi", czy może trafniej ,,próba życia zdrowo". Przypadkowo dopasowaliśmy się do trendy, o którym nawet nie mieliśmy pojęcia bo nie interesujemy się tymi sprawami. Działkę kupiliśmy kilkanaście lat temu, kiedy nie było tego bum na ,,życie poza miastem". Pisząc ten pamiętnik starałam się również przekazać swoje obserwacje i doświadczenia z hodowli zwierząt wiejskich jakie stały się naszym udziałem. 

czwartek, 11 października 2018

Pierwsze oznaki jesieni w moim ogrodzie

Dzisiejszy poranek przywitał mnie srebrno złocistą poświatą na niebie. Mgła roztaczająca się nad polami dodawała tej chwili dodatkowej magii. Przymusowe siedzenie w domu daje mi codziennie możliwość podziwiania poranków. Nie muszę śpieszyć się do pracy, mogę usiąść z kubkiem herbaty na tarasie i patrzeć jak Słońce wynurza się zza horyzontu otulając śpiące jeszcze drzewa w lśniącą poświatę i rozlewając swe promienie po całym niebie. Czasami nie wiem, w którą stronę patrzeć bo dookoła mnie jest pięknie.

poniedziałek, 8 października 2018

Ogrodowa tajemnica & zabawa karmnikowa

Ktoś czuwa nad moją nogą bo co wyjdę na dwór to słońce chowa się za chmurami, mogę je podziwiać zza okna lub z tarasu. Nie muszę mówić jak to jest wkurzające... Dopiero co pisałam o jesiennym spowolnieniu z pracami ogrodowymi i tak też się dzieje, ale nasz klimat nie pozwala na całkowite odcięcie się od wszystkiego... chociaż nie. Nie dawno miałam bardzo przyjemną rozmowę na jednym z ulubionych blogów na temat, że sami sobie dokładamy pracy w ogrodach, obejściach i sami przyczyniamy się do tego, że nasze ogrody wymają więcej pracy i tym samym ogrody bezobsługowe nie istnieją. Dzicy mieszkańcy naszego ogrodu jeśli tylko nie pozbawimy ich tej możliwości to sami ułożą się do snu, znajdując wygodne dla siebie miejsce. Nie muszę im robić dodatkowych zimowych miejsc. Ale robię to z potrzeby serca.

sobota, 6 października 2018

Jesień z kurami / Autumn with hens

Jesień... jak co roku. Przez cały rok lubię przyglądać się kurom ale jesieniom jakby bardziej... może dlatego, że latem jest mnóstwo innych rzeczy do zrobienia i ogólnie letnie plany mocno naruszają codzienny tryb wiejskiego życia. Fotka zrobiona niespodziewanie i dla mnie samej, obejmowała dwie kury, ale po wykadrowaniu tej, stwierdziłam, że zdjęcie bardzo mi się podoba. Rzadko kiedy udaje mi się zrobić zdjęcie, z którego jestem zadowolona. Jako, że jest to pamiętnik a może kronika naszego życia? Muszę się zastanowić... w każdym razie muszę dopisać, że dzisiaj od rana świeci piękne słońce i zapowiada się miły, ciepły dzień... jest cudnie!

In autumn, the herd of chickens is very happy. They stroll peacefully along the plot, enjoying the weather. They do not have to hang eggs. They no longer have to take care of the chicks. They have time for themselves. We observe them and learn from them how to enjoy the day. After work in the summer, we also try to rest.

czwartek, 4 października 2018

Jesiennie ale ciepło

W tym roku październik nie jest deszczowy jak w latach ubiegłych przyjemne promienie słoneczne ogrzewają kilka godzin w ciągu dnia co sprzyja spacerom po działce i rozważaniom nad kolejnymi pracami. Jest w miarę ciepło, na pewno dużo cieplej bo nie pamiętam roku, kiedy w tym miesiącu chodziłam po dworzu (walk outside) w polarze jako okryciu wierzchnim i było mi w sam raz. Staw niestety wysechł pod koniec sierpnia, nie dał rady wysokim temperaturom, więc o hodowaniu ryb możemy na razie zapomnieć. Woda została tylko w  niewielkim pogłębieniu wykopanym przez męża dla żab, które chciałyby jednak pozostać na terenie stawu i mimo wyschniętego stawu mieć dostęp do wody. Myślimy też o traszkach, które na pewno są wiosną ale nie wiemy czy zostają z nami przez cały rok czy tylko traktują nasz akwen do celów rozrodczych. W każdym razie rok rocznie staw napełniał się wodą podczas jesiennych opadów deszczu. Zobaczymy jak będzie w tym roku.

poniedziałek, 1 października 2018

Wróbelki i osty

Gdyby nie to, że najcieplejsze promienie słońca przygasają koło godziny piętnastej (3 p.m.) to można by obecne dni pomylić z latem. Noce dużo chłodniejsze i pojawiające się już poranne przymrozki coraz wyraźniej uświadamiają nam, że to już jednak jesień. Może się komuś wydać nieprawdopodobne ale wróbelki zapozowały mi, wychodząc na przeciw mojej prośbie. Są to nasze, podwórkowe wróbelki mające gniazda pod naszym dachem, które od rana do zmierzchu ćwierkają na drzewkach przed tarasem i którym bardzo chciałam zrobić zdjęcie i je poprosiłam aby siadły tak, aby mój kiepski    aparat mógł je ,,sięgnąć" swym  obiektywem. I nawet nie musiałam długo czekać chociaż trochę się nagadałam. Może to mój głos je zwabił, nie wiem, ale twardo siedziały i czekały aż je obiektyw odnajdzie wśród tych gałązek. Zdjęcie i tak mocno wykadrowane ale są, mam i mogę się cieszyć ich widokiem, kiedy tylko zapragnę na nie popatrzeć. 

wtorek, 25 września 2018

Rewia mody dla grzybków / fashion review for mushrooms

Nigdy nie przypuszczałam, że doświadczę tak gwałtownej zmiany pogody. Jest to niebywałe doświadczenie emocjonalne położyć się spać za lata a nim się na dobre zasnęło to nadeszła jesień i to z mocnym przytupem - nocnej zawieruchy. Bardzo niekorzystnie odbiło się to na moim samopoczuciu, którego dyskomfort odczuwam do dnia dzisiejszego. Ale... Nigdy nie lubiłam tego spójnika szczególnie w mowie potocznej bo był w moim dzieciństwie, niczym wisienka na torcie pochwały czy uznania, dodatkiem informującym mnie, że mogłam zrobić  lepiej lub bardziej się postarać.  Wiadomo czym to zaowocowało - kompleksami.

czwartek, 20 września 2018

Przepiękny wrzesień

Wrzesień tego roku jest cudowny. Temperatura i pogoda lata z mojego dzieciństwa i wczesnej młodości, kiedy to dzień był ciepły a nawet upalny ale temperatury pozwalały na pracę i przebywanie na dworzu (outside) a nie ścinały z nóg z powodu makabrycznego gorąca (very tired of the heat). Zachwyciłam się wrześniem zdejmując pranie z balkonu i przysłuchując się pracującemu traktorowi za drogą, dźwiękiem piły dobiegającej z drugiej strony i radosnym zabawom dzieci spod lasu. Pomyślałam sobie wtedy - to jest odpowiednia pogoda i temperatura dla lata. 

niedziela, 16 września 2018

Skansen w Kuligowie

Korzystając z posuchy tematycznej w naszej Arce chciałam opowiedzieć o naszej wycieczce w kolejne ciekawe miejsce, którym jest skansen wsi polskiej z przełomu XIX i XX wieku. Skansen znajduje się w malowniczej wsi Kuligów nad rzeką Bug w województwie mazowieckim, w powiecie wołomińskim, w gminie Dąbrówka. Zawiera zbiory wiejskich, drewnianych budynków i do tego oryginalnych. Skansen zaczął powstawać w latach 90 ubiegłego wieku. Wszystko, co dziś współtworzy to miejsce, wzięło się z potrzeby ekspozycji rodzinnych pamiątek właściciela pana Wojciecha Umanowskiego w celu zachowania od zapomnienia dorobku lokalnej kultury materialnej oraz przekazanie młodszym pokoleniom części prawdziwej wiejskiej przeszłości, będącej integralnym elementem historii i etnografii.

niedziela, 9 września 2018

Wrzesień ...

W tym roku czas wakacyjny przeleciał nam jeszcze szybciej niż zazwyczaj i do tego trudno powiedzieć na czym. Pewnie przez pogodę, o której nie potrzeba się rozpisywać wystarczy napisać - był upał, upał, upał! 
W sierpniowych wiadomościach powiedziano, że ,,Polska jest najchłodniejszym krajem europejskim tego lata" i to zdanie zapisałam sobie w głowie jako opis lata z 2018 roku pomimo osiągania niesamowitych temperatur w ciągu dnia. 

niedziela, 2 września 2018

Nasze pajęczynki / spider webs in the garden

Jeszcze zdjęcia pajęczyny na blogu nie było. Babie lato? Nic z tych rzeczy, zdjęcie zrobione gdzieś na przełomie lipca i sierpnia ale tak mnie zachwyciło, że postanowiłam je uwiecznić. Nie wiem jakie to pajączki wiją takie pajęczyny w środku lata ale są one charakterystycznym elementem mojego ogrodu. Ogród bez chemii to nie tylko pożyteczne roślinki, żabki i traszki w stawie ale i różne pajęczyny w rabatach szczególnie utkane pomiędzy tujami czy innymi krzewami. 

sobota, 25 sierpnia 2018

Tuż przed deszczem...

Właśnie pada deszcz... tak delikatnie i drobną kropelką, jakby spadała na ziemię rosa. Cudownie rześkie powietrze z nutą wilgoci i świeżości w zapachu. Mój świat lekko zamglony ale widzę, że ptaki nic sobie z tego nie robią i swobodnie latają. Przez chwilę obserwowałam wróbelka skaczącego po gałązkach olchy a potem przelatującego na pobliską gałązkę wierzby i po niej kontynuującego swoje skakanie. Oj przydał się ten deszcz...  Ten przyjemny deszczyk z rana przyszedł do nas wczorajszego wieczoru jako ulewa zapowiadająca nadejście burzy, która niebawem nadciągnęła hucząc i strasząc swoim rozbłyskiem. Ale przeszła bokiem. 

wtorek, 21 sierpnia 2018

Rabata przy tarasie w suche lato / My water saving

Z lekka zaniepokojona entuzjastycznymi komentarzami na temat mojego wylewania wody ze zmywania czy mycia owoców i warzyw postanowiłam wrócić do tego tematu. Ze względu na moją wrodzoną niechęć do wszelkiej chemii używam jej bardzo mało. ,,Bardzo mało" to znaczy naprawdę bardzo mało. Kiedy nie mogę czegoś domyć i muszę użyć więcej płynu to taka woda wędruje do szamba. Ale kiedy jest płynu ,,tyci tyci" to wędruje na rabaty. Robię to w wyjątkowej sytuacji, kiedy panuje susza wychodząc z założenia, że lepsza taka woda niż żadna. Cieszę się, że zaciekawił ten patent, który przypomnę stosowany był przez nasze babki i prababki, chociaż wtedy pewnie mydliny i proszki były inne, ale należy zachować umiar i ogromną ostrożność. 
Roses watered with water from vegetables and fruit rinsing.

piątek, 17 sierpnia 2018

W sierpniu... znów o lecie / Summer

Zauważyłam, że zwyczajowo już w sierpniu piszę post poświęcony latu. Zachwycam się nim, staram się nim nasycić lub przeżywam jego pół metek. Dziś pewnie będzie podobnie. Fotka zrobiona przypadkowo podczas wciskania wikliny pod daszek schodów tuż przed deszczem. Nawet pomyślałam sobie, że zatytułuję go ,,co też pandzia znów wymyśliła?" Ale nic nie wymyśliłam a wprost przeciwnie tegoroczne lato jest kontynuacją poprzednich. Do tego stopnia, że nawet nie mam czemu za bardzo robić zdjęć ani o czym pisać.

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Wiklinowo i odętki / wicker baskets in the gazebo

Wydaje mi się, że tylko w tym roku będzie tak dużo postów na temat altany, bo jest czymś nowym a przede wszystkim długo wyczekiwanym i mimo tego, że nie bardzo wiedzieliśmy jaki będzie jej ostateczny wygląd to efekt bardzo nam się podoba i przerósł nasze najśmielsze oczekiwania. Nie wiem jaka mogłaby być jeszcze, ale taka jaka jest w zupełności nam wystarcza i bardzo nam się podoba i jeszcze bardziej odpowiada. Dzięki długiemu latu możemy ją ciągle zmieniać... a raczej ja jej ciągle coś dodaję. Nie śpieszę się z jej urządzaniem. Obecnie doszły wiszące kosze z wikliny, które wykorzystałam jako kwietniki, pewnie nawet nimi są.

piątek, 10 sierpnia 2018

W odcieniu czerwieni

W południe zaczęło grzmieć na tyle poważnie, że zaczęłam zastanawiać się  czy kóz nie zabrać. Padało może z trzy minuty. Nadal czuć w domu zapach deszczu i tyle z niego pozostało, bo jak się wychodzi na taras to uderza parne powietrze. Na fotce stara odmiana angielskiej pelargonii, którą dostałam w prezencie. Przyjechała z poprzednią właścicielką do mojego kraju zza granicy. Kwitnie przepięknie, tutaj na zdjęciu początek, ale że nie lubię ruszać kwitnących kwiatów, a one są od wczesnej wiosny na balkonie to ciężko zrobić im śliczne zdjęcie, bo sznury od prania przeszkadzają. 

czwartek, 9 sierpnia 2018

Już kwitną...

To jest ten czas, kiedy jestem przepełniona latem. Pomimo obfitującego sezonu w wysokie temperatury nie jestem nim zmęczona. Nasycona? Może tak. Chociaż nie na tyle aby tęsknić za jesienią czy zimą. Jestem pasjonatką lata: ciepłych, słonecznych dni; pogodnego, błękitnego nieba; kolorowych kwiatów; warzyw w foliaku; śpiewów ptaków; spacerujących po polu bocianów; dojrzewających jabłek i gruszek; pachnącej mięty w dzbanku; a przede wszystkim domu nie wymagającego palenia w piecu. Zachwycam się latem każdego roku, nawet tutaj na blogu. 

wtorek, 7 sierpnia 2018

Lato z kurami / Summer with hens

Miłośników mojego kurzego stada informuję, że mimo ciszy w ich temacie nadal mają się dobrze. Nowych czytelników interesujących się naszą hodowlą drobiu odsyłam do zakładki z wydzielonym działem kurnikowo / chickencoop. W hodowli domowej upały nie są dla nich straszne mając zapewniony stały dostęp do wody i jedzenia. Patrząc jak wylegują się w promieniach słońca wydaje mi się, że nawet niewiele sobie robią z tych wysokich temperatur. Dzięki hodowli ptaków domowych i dziko żyjące ptaki mają okazję napić się i posilić.

czwartek, 2 sierpnia 2018

Co słychać w sadzie... / In my orchard

apple-tree
Z ostatniej chwili - jest tak gorąco, a wczoraj był najgorętszy dzień z dotychczasowych, że przylatują do nas różne ptaki aby się ochłodzić w cieniu drzew. Niektóre z nich udaje nam się zobaczyć inne po prostu słyszymy. Tak jak dzisiaj, obudził mnie dziwny dźwięk dochodzący z dworu. Nie mogłam go dojrzeć ale nigdy dotąd nie słyszałam tego głosu więc domyśliłam się, że mamy nowego gościa. Posiedział w cieniu, może skorzystał z któryś z pojemników na wodę i poleciał dalej. W takie upały pamiętajmy o poidłach dla ptaków, dla owadów a nawet dla bezdomnych kotów. Fotka z jabłonką czyli będzie o naszej uprawie...

środa, 1 sierpnia 2018

I znów liliowce / Hemerocallis in my garden

Przed wyjazdem nad morze trochę było mi żal, że kiedy wrócimy to już liliowcowy ogród (hemerocallis garden) przeminie a to jest tutaj najpiękniejszym czasem. Długie liście kęp liliowców są mało widoczne wśród zarośniętych rabat, mało efektowne aby chcieć zwrócić na nie uwagę wśród natłoku roślin, chyba że jest się miłośnikiem samych liści. W większości sezonu mój ogród jest zielony i dopiero, kiedy liliowce zaczynają swoje kwitnienie widać je, widać jak jest ich dużo. Dlatego bardzo ucieszyłam się, kiedy po powrocie zobaczyłam, że niektóre odmiany nadal kwitną. Zdjęcie robione telefonem i dlatego takie dziwne i przekolorowane ale postanowiłam je wstawić aby pamiętać, żeby nie robić nim zdjęć w pochmurny dzień.

niedziela, 29 lipca 2018

pamiątka znad morza

Spacerując po nadmorskiej miejscowości i oglądając pamiątki zdałam sobie nagle sprawę, co mi się tak podoba w tej naszej altanie. Ona kojarzy mi się z tratwą albo jakąś łódką, stateczkiem... trudno trafić dokładnie ale coś w tym klimacie. Nie wiem skąd takie porównanie do drewnianych słupów z dachem ale tak jest w istocie. W planie miałam zakupić kilka pamiątek z pobytu nad morzem, które byłyby letnią ozdobą altany ale na razie skończyło się na tej jednej. 

sobota, 21 lipca 2018

serdecznie pozdrawiamy znad morza

Nie ma mnie bo wypoczywamy nad naszym, pięknym, polskim morzem... W dodatku to nie moja klawiatura i fatalnie mi się na niej pisze. Przygód wiele niekoniecznie takie jak w filmach czy w książkach... a to marudzenie dzieci z powodu braku ładnej pogody, a to zatrucie żołądkowe... każda mama ma klasyczny pakiet wakacyjnych przygód.  Ale są też i miłe rzeczy. Radzimy sobie aby jak najfajniej spędzić ten czas...

sobota, 14 lipca 2018

Moje rośliny na wakacjach

Moją tegoroczną miłością jest altana. Nigdy bym nie przypuszczała, że tak bardzo mi podpasuje i będę czerpać tyle radości z obcowania w niej. Często zadaje się pytanie co tak naprawdę urzeka nas w danej rzeczy, że obdarowujemy ją tak silnym uczuciem. Nie znam odpowiedzi. Nie chodzi tu o to, że była długo wyczekiwana bo w sumie na etapie podestu mogła już tak zostać i nikomu z nas to nie przeszkadzało bo ciągle były ważniejsze sprawy i nadal są. Powstała w drodze przypadku i jakoś tak poszło. Ale odkąd jest, nie wyobrażam sobie mojego ogrodu, mojej działki bez niej. Jestem szalenie zadowolona z przezroczystego dachu bo dzięki niemu nie jest ciemna. Wpada do niej miłe, rozproszone światło. Jest dla mnie czymś żywym. Ewoluuje wraz z moimi myślami.

czwartek, 12 lipca 2018

Relaks nad stawem

,,Czas urlopu to czas błogiego lenistwa", komu się to udaje ten jest naprawdę szczęściarzem i świetnie umie rozplanować czas. Już kiedyś pisałam, że mózg jest ,,naszym druhem", o którym nie powinno się zapominać. tutaj ,,Czas urlopu" to przede wszystkim czas dla niego, dla ciągle pracujących na pełnych obrotach szarych komórek. Po prostu zwolnić... Dla mnie takim miejscem pełnego relaksu jest nasz prywatny stawik wykopany właśnie dla celów relaksacyjnych.

wtorek, 10 lipca 2018

Nasza metoda uprawy dyni i cukinii / Our method of growing of pumpkin and courgette

Jak bociany chodzą po skoszonej łące to musi być już lato. Cudowny widok, dla niego warto wybrać się poza miasto. Z powodu gorąca zaczął się już zmożony okres żniw i u mnie też słychać radosny warkot maszyn rolniczych. Dlaczego ,,radosny"?Ponieważ póki będzie rolnictwo, póki rolnik będzie miał do koszenia zboże, to nie będzie w kraju głodu. Cieszę się, że wynaleziono kombajny bo mogą szybciej zrobić więcej i żmudna praca w polu staje się mniej uciążliwa dla człowieka. Sama pracowałam w polu przy żniwach wielokrotnie to wiem co mówię. Hałas jest i pyli się...taka to praca a jej godziny wyznacza pogoda i wielkość pola do obrobienia. Nie da się ,,polać wodą zboża czy siana" bo to bzdura sama w sobie ale ono musi być właśnie suche. Czas żniw to czas dobrej magii bo  każdy chce jeść, mało komu w dzisiejszych czasach chce się coś samemu uprawiać, woli pójść do sklepu, więc tym bardziej należy szanować tych, którzy wybrali produkcję rolną dla całego społeczeństwa. Na temat wiejskich zapachów odsyłam tutaj bo rolnictwo to nie tylko żniwa, ale i hodowla zwierząt i wszystkie czynności z ich obsługą, nie tylko piękny konik ma swoje fizjologiczne potrzeby. A jak ktoś ma alergię na pyłki, smrodki itd. to absolutnie nie powinien przenosić się na wieś. 

sobota, 7 lipca 2018

,,Nowa rabata" - języczki i nie tylko / My floral discount in a shady corner

Co ja pocznę, kiedy już wszystko napiszę o tej ,,nowej rabacie"? Nie mam zielonego pojęcia. Druga moja myśl podczas rozpoczęcia pisania tego posta, że muszę lepiej je tytułować bo nie mogę znaleźć potrzebnych informacji. Moje życie tutaj jest tak ,,powtarzalne" żeby nie napisać monotonne, że już gubię się o czym już napisałam a o czym nie. Czy ja pisałam o języczkach? Gdzieś, coś na pewno tak ale nie znalazłam posta o nich.  A tak je lubię! To moja kolejna miłość. Jeśli o niej już gdzieś pisałam to powtórzę się, że dostałam pierwszą języczkę pomarańczową (Ligularia dentata) od zaprzyjaźnionej osoby z ekotopiku kiedy nie miałam pomysłu na to miejsce. Przyjechała do mnie jako jedna z pierwszych roślin w tym ,,ogrodzie" i zdobyła moje serce  i męża. Języczka pomarańczowa wypuszczająca kwiatostan pokroju klasycznego kwiatu i kwitnąca bliżej września, te na zdjęciu są inną odmianą języczki, być może odmiana syberyjska (Ligularia sibirica)

czwartek, 5 lipca 2018

Duet liliowcowy (Hemerocallis)

Czytam na różnych blogach ogrodniczych i nie tylko, że lipiec jest zimny i suchy. Więc muszę napisać w swoim pamiętniku, że u mnie lipiec jest może rzeczywiście ciut chłodniejszy od afrykańskich temperatur czerwcowych ale nadal ładny i ciepły, za to systematycznie pada dzięki czemu nie ma suszy. Bałam się, że znów nastanie susza jak kilka lat temu, ale nie. Od pierwszych gorących dni wiosennych do teraz co kilka dni pada, mniej albo bardziej obficie ale pada. Na zdjęciu dzisiejszy wchód słońca.

niedziela, 1 lipca 2018

Letnie niespodzianki

I znów o ogrodzie... ale jak się ma ,,dom w ogrodzie" to trudno o nim ciągle nie pisać.  Czy poznajecie ten teren? Ten iglak... ten płotek? Jeśli nie to odsyłam do tego postu:  Nowa rabata cd , chodzi o pierwsze zdjęcie.
Tak, tak, to bardziej słoneczna część ,,Nowej rabaty".  Otrzymałam mega wsparcie praktyczno ogrodnicze od Taba Azy i wygląda to w tym roku jak na zdjęciu. Całą zimę zastanawiałam się nad poradami i z wiosną poprzesadzałam to i owo. 

czwartek, 28 czerwca 2018

Kolejny roczek minął...

Kiedy zaczynałam pisać bloga moje posty pełne były słów i ani jednego zdjęcia. Musiałam się dopiero nauczyć wstawiania ich a może miałam większą potrzebę napisania czegoś od siebie?  A może jedno i drugie? Nie pamiętam już. Dziś jest może trochę mniej słów ale zdjęcia są już podstawową częścią każdego mojego postu. Może i dobrze? Ostatnio mniej robię zdjęć bo mniej działam w ogrodzie. Dlatego wydaje mi się, że dzisiejszy temat będzie idealny na kończący się już czerwiec. A przecież właśnie w czerwcu, 4 lata temu napisałam swój pierwszy w życiu post na blogu.

sobota, 23 czerwca 2018

Za porzeczkowani

Muszę zdementować wrażenie na temat mojej znajomości polnych kwiatów. Znam tylko kilka. Ale staram się od pewnego czasu poszerzać tę ilość, często głowa nie chce zapamiętać nazwy bo one są jednak trochę dziwaczne, często dwuczłonowe. Ale nie zniechęcam się i dziękuję za tyle miłych słów pod moim adresem. Miał być post o ogrodzie, ale ze względu na to, że już i mnie trochę nuży ogrodnicza tematyka będzie o porzeczkach. Fotka z maja, kiedy jeszcze dojrzewały ale że nie przepadam za porzeczkami czarnymi, które to dzisiaj zbieraliśmy to postanowiłam wstawić to zdjęcie. 

niedziela, 17 czerwca 2018

Czerwcowy spacer

Uwielbiam chwasty. Jeśli kogoś to wyznanie zaskoczyło to znaczy, że jest dość świeżym czytelnikiem mojego bloga i od razu wyjaśnię, że jestem wielką miłośniczką chwastów nazwaną nawet przez siebie Chwaściarą. Nie mylić z Zielarką bo to zupełnie co innego. Dlatego nikogo nie powinno zdziwić, że widząc z samochodu taki widok postanowiłam przy najbliższej okazji wybrać się tam na spacer i przyjrzeć się dokładnie niebieskiej łące. Prawda, że z daleka wygląda jak lawendowe pole?


sobota, 16 czerwca 2018

Dzieciństwo Luci

Dawno nie było o kozach... Są. Tylko, że ja jestem pochłonięta pracą zawodową, sprzątaniem w domu, kiedy uda się znaleźć na to czas bo pochłaniają mnie prace w ogrodzie, które są  po przeciwnej stronie domu niż jest kozi wybieg i tyle co je słyszę bądź dojrzę przechodząc, pod warunkiem, że nie są schowane w cieniu lub leżą sobie w trawie. Dojeniem i ogólną obsługą kóz zajmuje się mąż. I jest jeszcze jeden powód, dla którego jestem z nimi tak mało, mimo, że Lucia jest przesłodka a mianowicie kuku jakie zrobiliśmy Kacperkowi. 

piątek, 8 czerwca 2018

Różności ogrodowe

Nie szukamy doniczki na zdjęciu bo te kwiaty same przywędrowały na poręcz schodów z ziemi. To krzew o nazwie Pęcherznica kalinolistna Diabolo (Physocarpus opulifolius ' Diabolo). Napisałam już o niej dwa lata temu (jak to zleciało!) tutaj - Niezwykły krzew... pokazując jego różne przemiany w ciągu całego sezonu ciepłego. W tym roku oczarował mnie właśnie tym swoim wyglądem - siedząc sobie na poręczy barierki od schodów, bagatela na wysokość około 3 metrów.

środa, 6 czerwca 2018

Głowa w górę!

Rzecz niebywała! Ostanie zdjęcie nieba było w grudniu ubiegłego roku. Może gdzieś przewinęło się w poście ale takie na początku to nie ma ani jednego w tym roku. Jak to się mogło stać? Przecież spoglądam na niego każdego dnia po stokroć razy. A co najmniej od kwietnia jeśli nie wcześniej zachwycam się puchatymi, białymi chmurami na błękitnym niebie. Brakowało mi ich zimową porą. Ba! Nawet nie zrobiłam żadnego zdjęcia mimo, że zachwycając się nimi myślałam o tym, tylko nie miałam akurat pod ręką aparaciku. Ale zdjęcia przecież robię roślinom...

wtorek, 5 czerwca 2018

Upojona ciepłem

Jest mi bardzo dobrze z tą wiosną i jej pogodą. Ostatnio nawet dość systematycznie popaduje sprawiając, że wysokie temperatury nie są utrapieniem dla roślin i zwierząt dziko żyjących. Tylko tego czasu ciągle za mało na nacieszenie się w pełni tą pogodą, dla mnie - luksusem ciepłego i słonecznego okresu.
Niestety mimo chęci, pragnień i starań wciąż moja codzienność zderza się z nieprzyjemnymi sprawami, co znacznie zaburza moje dobre samopoczucie. Może dlatego wciąż kręcę się wokół kwiatków, bo w ogrodzie przebywam najczęściej? To zdjęcie pstryknęłam tuż przed zamknięciem bramy jadąc do pracy. Zdjęcie zrobione w pośpiechu ale bałam się, że kiedy wrócę to iryski już przekwitną. A ten duet bardzo mi się spodobał. 

piątek, 1 czerwca 2018

Kurzy rytuał

Jakiś zastój się zrobił w kurzym temacie. Ostatni post typowo o nich był w styczniu? Ale pewnie dlatego, że w sumie nic nowego się nie wydarzyło ani dobrego a tym bardziej złego. Zajęci jesteśmy pracami działkowymi i na tym polu gdzieś tam przewinęły się w postach wiosennych działań. Ogólnie prace porządkowe te same. Nawóz kurzy już dawno rozdysponowany. Zawsze nam się wydaje, że jest go dużo, za dużo na nasze potrzeby a potem rozchodzi się ,,jak świeże bułeczki". To zdjęcie jest archiwalne, nie ma już z nami tego koguta ani tych kur. Czas jeszcze sprzed założenia czy nawet pomyślenia o pisaniu bloga.

środa, 30 maja 2018

Różana niespodzianka

Podczas obrabiania zdjęcia tej róży aż czułam z monitora jej intensywny, kwiatowy zapach. Obecnie ma jeszcze więcej kwiatów, w sumie to wygląda klasycznie dla swojego gatunku: łodyga oblepiona kwiatami z każdej możliwej strony i nie da się przejść koło niej nie zwracając uwagi na zapach w powietrzu. Zdecydowałam się na to zdjęcie bo widać wyraźnie kształt kwiatu. O różach piszę rok rocznie bo to chyba najpopularniejszy kwiat ogrodowy i w sumie można o nim pisać bez końca, czy się udaje czy nie.  Nowy sezon letni więc i czas na coroczny temat.


poniedziałek, 28 maja 2018

Krzewuszki & Irysy w maju

W tym roku wegetacja roślin przyśpieszyła o co najmniej 3 tygodnie. Widzę to po krzewuszce, która kwitła zawsze w czerwcu. Zgodnie ze swoim przeznaczeniem przywołała wspomnienia. Może niepotrzebnie się dręczę, ale chcę pamiętać, chcę sobie ją przypomnieć. Ale nie chcę nikogo dręczyć moimi prywatnymi, smutnymi  rocznicami więc po prostu wstawię zdjęcia z majowego ogrodu. Z krótkim tylko tekstem ponieważ kiedy kwitnie zamykam się w sobie i po prostu mnie nie ma. To jak magia, jakieś czary... mam wrażenie, że moja Kotka  przychodzi do mnie. Jest taka namacalna, taka prawdziwa...


poniedziałek, 21 maja 2018

Wiciokrzew w moim ogrodzie

W tym sezonie jest jakoś dziwnie. Dziwnie inaczej. Super, że jest ciepło, bo dzięki temu mogliśmy z przytupem rozpocząć prace działkowe ale... Czy to te prace tak nas pochłonęły, czy ten upał mimo wszystko spowalnia myślenie, ale nie umiem się do końca odnaleźć w obecnym czasie. Ktoś zrobił ogórki małosolne a ich widok mnie zaskoczył, że to już? Albo: to na nie pora? Zapomniałam o posadzeniu mieczyków. Spróbuję posadzić je do donic, może jeszcze zakwitną. Wielu rzeczy nie robię, które robiłam w poprzednie wiosny tak po prostu zwyczajnie z założenia bo była na nie pora. Czy mnie się wydaje, że jest lato? I automatycznie przeszłam w stan letni? - Jeśli w ogóle można to tak określić?. Od drugiej połowy maja ciągle coś mnie zadziwia i zaskakuje swoją porą. Też tak macie? Dzięki temu ochłodzeniu poprzypominałam sobie wiele ogrodowych rzeczy, o których zapomniałam...


sobota, 19 maja 2018

Hostowa rabata / Hostas in the flowerbed

Mogło by się wydawać, że maj obfituje w mnóstwo wolnego czasu i stąd te wszystkie posty na temat naszych działkowych poczynań. Ale tak naprawdę to dzięki ciepłej i wczesnej wiośnie, dzięki której mogliśmy zacząć działać (chyba po raz pierwszy odkąd tutaj mieszkamy) z początkiem kwietnia, albo może już drugiej połowy marca? Wiadomo, że zaczyna się od drobiazgów jak uporządkowania, zgrabienia liści, przycięcia czy usunięcia tego i owego z rabat... ale ja widzę, że znów płynę ku gadulstwu... Dziś pokażę naszą najnowszą rabatę, która może nie jednemu miłującemu ład i porządek w ogrodzie podnieść znacznie ciśnienie, dlatego od razu napiszę, że proszę poprzestać na tym głównym zdjęciu i dalej nie czytać. Jest to nowa rabata hostowa. Przy podjeździe, z boku domu ale w miejscu widocznym. Postawiłam w tej rabacie na piękno liści. Kiedy się rozrosną będzie ślicznie.

środa, 16 maja 2018

Maj cd

Rzeczywiście na Zimną Zośkę się ochłodziło. Byłam nawet ciekawa jej propozycji zaistnienia bo przy tych upałach trudno było mi uwierzyć, że będzie mróz. W tym roku przyniosła ze sobą oczekiwane opady deszczu. Na tyle się ochłodziło, że deszczowe chmury mogły się wytworzyć i skroplić. Dzisiaj widzę, że znów powraca ,,Afryka". Na fotce kalina. W tym roku ma sporo kwiatów, jest jeszcze młodym krzewem ale nie uformowanym, chciałabym ją w tym roku jakoś przyciąć, tylko jeszcze nie wiem jak. Przez to kwiaty zakwitły w różnych miejscach i ciężko było je uchwycić, dlatego zrobiłam tylko dwóm.


niedziela, 13 maja 2018

W maju...

Przez prace ogrodowe mam wiele zaległości. Dom to w ogóle ogarniam na zasadzie ,,w przelocie". Najtrudniej z tym ,,w przelocie" z odkurzaczem. Czasami przy tych energicznych ruchach to mam wrażenie, że owinie się wokół mnie niczym anakonda i polecimy sobie do krainy wiecznego porządku. Czarność polujący w kuchni na muchy to też zwiastun pięknej i upalnej wiosny. Chociaż on raczej stał się ogrodowym termometrem. To są chyba chabry (Centaurea) ale nie mam zielonego pojęcia jakie. Rosną w rabacie tej mojej podłużnej co to się o nią pytałam jak ją zagospodarować. Nie wiem w tym roku jakoś strasznie się zagęściła. Wstrzymując moje plany z nią związane.

sobota, 12 maja 2018

Skalniak i moja nowa miłość

Korzystając z wolego dnia (wczoraj) i dobrego samopoczucia wyskoczyłam na dwór już po 6 rano aby podziałać coś sensownego przed późniejszym skwarem. Wytrwałam do 10 z minutami. Upał... Ale jestem tak rozkochana w tej pogodzie, że nie przeszkadza mi to. Zawsze można dla ochłody porobić coś w domu. Dzięki gwałtownemu ociepleniu przypadającemu dodatkowo na kilka wolnych dni udało nam się ruszyć z różnymi pracami i co najważniejsze, doprowadzić do stanu, który można nazwać ,,ukończone". Przynajmniej w pierwszej fazie wizualizacji. Jednym z takich działań jest nowe miejsce zagospodarowane na rośliny.

czwartek, 10 maja 2018

projekt altana

Cieszę się, że nie tylko ja dojrzałam urok betonowych donic, o których, dla późniejszych czytelników powiem, że napisałam tutaj . Obecnie projekt jest w sumie ukończony, jeśli można pominąć szereg różnych dodatków, które samoczynnie się pojawiają wraz z nowym miejscem. Wydaje mi się, że człowiek jest tak pomysłowy a przede wszystkim zmienny, że nic co go otacza tak naprawdę nigdy nie będzie ukończone. Ale jeśli chodzi o sprawę techniczną samej altany to  tak. Brakuje jej jeszcze na końcu rynny i baniaka na wodę ale to już dodatkowy element w ramach oszczędzania wody i pozyskiwania deszczówki. Nie jest łatwo zrobić altanie zdjęcie bo jest sporych rozmiarów i znajduje się w miejscu cienistym. Każda próba kończyła się fotką z poprzedniego posta a i tak wybrałam najjaśniejszą. Dlatego tym razem fragment altany, ale myślę, że wystarczy. Dla bardziej wytrwałych i ciekawych naszego pomysłu zapraszam do dalszej części posta.

wtorek, 8 maja 2018

projekt ,,altana" - betonowe donice

Bardzo często korzystam z pomysłów zawartych w ulubionych blogach i dlatego chciałam się podzielić tym pomysłem, może komuś się spodoba, albo zainspiruje. Projekt altana. Niby dwa słowa a dla nas to rozległa w czasie i zamyśle praca. Dzięki pewnemu ekoforum [serdecznie pozdrawiam osoby z niego, które czytają mój blog :)], na którym zamieszczałam różne informacje na temat naszych zmagań z działką mam dokładną datę rozpoczęcia   prac   nad  ową   altaną. A mianowicie koniec stycznia 2009 roku, kiedy mrozek zelżał na tyle, że poczuliśmy powiew wiosny i postanowiliśmy ruszyć z pracą nad nią.  Jak widać trochę czasu  upłynęło. Ale po kolei...