Obserwatorzy

czwartek, 16 lutego 2017

Nadal zima...

Połowa lutego i ani widu ani słychu o moim przedwiośniu. Za to dzisiaj z rana przywitał mnie mrozek widoczny nawet na roślinach. Muszę przyznać, że ładnie wyglądają oszronione rośliny, nawet ja to widzę. W tym roku miałam możliwość wiele razy zobaczyć oszronioną szybę. Nie pamiętam ile lat temu widziałam ostatni raz. Taki widok kojarzy mi się głównie z szybą w oknach drewnianego domu mojej Babci, w latach 70 ubiegłego wielu. Może z raz albo dwa widziałam w późniejszych latach, ale widok z dzieciństwa zachował się najlepiej. Z jednej strony mróz a na parapecie wewnętrznym czerwone pelargonie w glinianych doniczkach. 

sobota, 11 lutego 2017

Przy sobocie /On Saturday day

Niby kaloryfery gorące ale w domu jakoś tak za gorąco to nie jest. A ja lubię ciepełko. Nie jestem z tych co to muszą wietrzyć pomieszczenia, ot od czasu do czasu lekkie przewietrzenie i tyle. Grzejniki rozgrzane ale co z tego jak to te przebrzydłe, nowoczesne cienizny (shoddy), a nie te porządne grzejniki żeliwne z żeberkami, które jak się rozgrzały to te ciepło trzymały. Nie wiem co mnie podkusiło aby dać się nabrać na to nowoczesne badziewie jak miałam możliwość kupić, no drożej w prawdzie, te, starego typu. Za głupotę się płaci. Teraz nie stać mnie na wymianę. Poprzestawiałam z lekka w salonie, bo wersalki zastawiały te kaloryfery i zamiast ciepło iść na pokój to szło w oparcie łóżka. Nigdy żyrandol nie był dla mnie jakimś wiszącym elementem stołu, raczej ozdobą sufitu i żyrandol w moim poczuciu ładu wisieć musi po środku sufitu, tak tym razem po małym przemeblowaniu również stół stał się jakimś samotnie dryfującym elementem środka pokoju niewiele związanym z siedziskami. Przysunęłam do niego fotele aby jednak pozostał użyteczny. Za to poza Reksia na zdjęciu mówi sama za siebie co myśli o salonowych zmianach i co robimy w ten weekend.

poniedziałek, 6 lutego 2017

Hortensja ogrodowa zimą


Zima tego roku jest śnieżna i mroźna ale niestety pochmurna. Dobrze, że chociaż ten dzień się coraz bardziej wydłuża bo mogę jeszcze przed zmierzchem posłuchać ptaków. Nawiązując do poprzedniego postu i ja również nie wyobrażam sobie świata bez ptaków. Pomijając aspekt inwazji owadów (niekoniecznie tych chcianych) i robactwa wszelkiego to moim zdaniem nastała by okropna cisza a przede wszystkim świat pozbawiony by został ptasiego uroku i wdzięku. Dlatego nieustająco apeluję o pomoc ptakom w osiedlaniu się na naszych działkach i ogrodach, robienie budek lęgowych i szanowanie ich potrzeb, które często nie idą w parze z naszymi.


czwartek, 2 lutego 2017

Straszna ptasia rzeczywistość

Zimowa przyjaciółka już opuściła salony pozostawiając po sobie pusty kawał ściany. Ale nasz dom nie lubi ,,próżni" więc raz dwa zostanie tam coś wstawione na zasadzie tymczasowości. Widzę, że deska do prasowania już zagarnęła kawałek tej przestrzeni dla siebie. 
Styczeń minął, luty nastał a wraz z nim spokój... i oby tak pozostało jak najdłużej. Ale muszę o czymś napisać, o czymś niemiłym. Lubię czytać kolorowe czasopisma nie lubię przepłacać, a że nie zależy mi na wiadomościach na czasie, więc zaopatruję się w nie w stoiskach z ,,gazetową wyprzedażą". I tym sposobem trafił do mnie czerwcowy numer Werandy Country z artykułem, który zmroził mnie tak, jak żadem mróz nie byłby wstanie.  Jestem osobą optymistycznie patrzącą na świat, na równi z powietrzem potrzebuję pozytywnych wzmocnień więc nie będę się rozpisywać na ten szokujący temat, jak zamierzałam. Gazeta ma swoją stronę w internecie artykuł więc można przeczytać całość. Jedynie nadmienię, że ,,z pięciu milionów ptaków, które lecą z Europy do Afryki, wiosną powróci do nas zaledwie trzy miliony a może nawet mniej."Giną na Cyprze, na Malcie, we Włoszech, Hiszpanii i w innych państwach, zabijane dla rozrywki na przykład trzmielojady czy gatunki  zjadane lub giną w ramach tradycji, wiele z ptaków traci życie bo są uważane za szkodniki upraw. We Francji na przykład zjada się około 2 milionów skowronków i ortolanów, które w wielu regionach Europy są bliskie wymarciu. Tytuł artykułu brzmi ,,Sekrety ptasich wędrówek". Nie będę streszczała artykułu ale bardzo gorąco zachęcam do budowania budek lęgowych, karmników i jeśli tylko byłoby to ode mnie zależne, zatrzymałabym ptaki w kraju aby nie odlatywały. 
Ogromnie przybiła mnie ta wiadomość... 

Pozdrawiam wszystkich i dziękuję za pamięć. 

niedziela, 22 stycznia 2017

Moja zimowa przyjaciółka cd

Od powstania bloga bardzo dużo pisałam o naszej choince. Ale znalazłam jeszcze kilka rzeczy, które można dodać do jej historii. Nawet i ona, jako nasz zimowy członek rodziny musiała sobie znaleźć odpowiednie miejsce w nowym domu. Póki było mało mebli w salonie to stawała w przeróżnych miejscach byleby w pobliżu gniazdka. Stanęła w kącie przy kaloryferze wyparta któregoś roku przez fotel, potem znalazła dla siebie miejsce po drugiej stronie również przy oknie, to tam za jakiś czas stanęła wersalka. Na początku każdego grudnia kombinowaliśmy gdzie ją  postawimy. Owszem, nie powiem, była to nawet swego rodzaju miła chwila, która sprawiała wszystkim domownikom radość. Najciekawszy pomysł, czyli najpraktyczniejszy - wygrywał. 

sobota, 21 stycznia 2017

Moja zimowa przyjaciółka

Choinka nadal z nami jest i cieszy nas niezmiernie. To taki zimowy przyjaciel. Nie zakłóca mojego oczekiwania na przedwiośnie. Czasami mam wrażenie, że tak dobrze wtapia się w salonowy styl magazynowy (różne meble z różnych bajek), że po prostu zapominamy o jej symbolicznym znaczeniu i przy większym zaganianiu (excess work) udałoby się jej zostać z nami i do lata jak nie dłużej. Ale tak jak już wspomniałam to taki nasz zimowy przyjaciel. Nasza choinka jest sztuczną imitacją sosny i jest starsza od moich dziesięciolatków. Sama dobija jakoś tak do pełnoletności. Pamiętam jaką jeseria robiła furrorę na rynku wśród tych cienkich ,,drapaków"(,,poor imitation spruces") . Zakochałam się w niej natychmiast do tego stopnia, 
że nie mogę się z nią rozstać. 

środa, 18 stycznia 2017

W oczekiwaniu na przedwiośnie

W zimowy czas nasz dom pachnie przeróżnymi zapachami. Kuchnia cynamonem i wanilią bo uwielbiam robić różne wariacje przepisowe na placuszki z jabłuszkami albo z serem i do każdego przepisu zawsze dodaję naturalne przyprawy aromatyczne. W mojej kuchni w ogóle jest bardzo dużo przypraw i ziół sprawiających, że dania są ,,bogate smakowo i zapachowo". W salonie królują niepodzielnie kadzidełka z delikatną nutą zapachową albo różaną. Ze względu na alergię w naszej rodzinie, w tym przypadku nie możemy sobie pozwolić na szeroki wachlarz zapachowy. Ale najmilej z rana wchodzi się do kuchni, która wita zapachem wanilii i cynamonu, od razu pojawia się uśmiech na twarzy, naturalna aromatoterapia!
Jest druga połowa stycznia i rozpoczęło się w mojej głowie odliczanie do przedwiośnia. Pierwsze jego oznaki potrafią się pojawić już w na początku lutego, a do lutego przecież już niedaleko. Odliczanie ruszyło, oczekiwanie i jakaś napływająca wolno z  wnętrza ciała radość i magiczna siła do wychodzenia z senności i pewnego ogólnego ,,zasiedzenia".