Obserwatorzy

piątek, 23 czerwca 2017

Czerwiec jak czerwiec

Trudno o zdjęcia ogrodowe ponieważ zaczyna kwitnąć bądź kwitnie wszystko to co pokazywałam już wcześniej. Zdecydowałam się na kilka zdjęć ze względu na moją radość, że te kwiaty są i poradziły sobie z wiosennymi przymrozkami tego roku. Bardzo dostało się różom. Praktycznie wszystkie przemarzły i ścinane były do podstawy. Od lat nie mam już róż szczepionych bo to było bezsensowne. Ta róża krzaczasta również została mocno zniszczona ale na szczęście dość szybko się odbudowuje i może trochę gorzej ale mimo wszystko pięknie zakwitła, a zapach jej jest niesamowity i rozchodzi się bardzo daleko, a jak jeszcze wiatr powieje w sprzyjającym kierunku to ma się wrażenie, że jest się w różanym ogrodzie.

środa, 21 czerwca 2017

Bodziszki w moim ogrodzie

bodziszek korzeniasty
Moja miłość do bodziszków rozwijała się stopniowo. Tak jak do wielu innych gatunków pojawiała się od pierwszego spotkania tak tutaj dojrzewała latami niczym prawdziwy, dorosły związek. Zaczęło się od tych z pierwszego i drugiego zdjęcia, których obecnie mam mnóstwo i wciąż staram się nimi zapełniać wolną przestrzeń na działce ponieważ są idealne do zadarniania powierzchni. Pierwszych kilka kępek dostałam od sąsiadki z miejskiego ogródka w wieku 16 lat? Jakoś tak. ,,Posadź sobie i zobaczysz jak pięknie będą ci rosły i kwitły. " - oznajmiła sąsiadka przekazując mi przez wspólną siatkę kępkę zielonych liści z korzonkami. 

wtorek, 20 czerwca 2017

Chwaściara / Loving wildflowers

Jestem też chwaściarą. Nie znacie tego słowa? Zapewne, bo w toku swojej rozmowy na zaprzyjaźnionym blogu wymyśliłam je, a jeśli nawet istnieje to przywołałam. Chwaściara to ktoś kto kocha rośliny polne inaczej zwane chwastami. Jestem chwaściarą. Widzę siebie jak tańczę na łące, kręcąc piruety i wołającą głośno kwiaty polne są piękne i mijających mnie ludzi stukających się w czoło albo znacząco kiwających głową. Bardzo realna wizja i wcale nie taka odległa. Swego czasu tubylcy tej okolicy a obecnie nasi przyjaciele i sąsiedzi przyglądali się spode łba (They are surprised.)  moim wykopkom polnych roślin i sadzeniem ich w ogrodzie. Wspomniany głóg przeszedł już do historii. Uwielbiam to zdjęcie. Nie pamiętam czy już je wstawiałam, jest sprzed kilku lat ale nadal odzwierciedla mój stan ducha. 

niedziela, 18 czerwca 2017

Tęsknota

Warszawa

Jestem dzieckiem miasta i nic tego nie zmieni. Ani kozy, ani kury, ani radość z uprawy własnych warzyw czy owoców. Zdecydowanie lepiej czuję się w mieście niż na wsi. Ale jestem tu gdzie moje dzieci i moja rodzina. Tu gdzie rzekomo mają wygodniej i lepiej. Tu gdzie ja mam się czuć szczęśliwsza... Nie wiem czy jestem szczęśliwa, ale na pewno mam spokój ducha, który po części jest spowodowany mieszkaniem tutaj. 

piątek, 16 czerwca 2017

Rabata juniora

Widać żółty krzew na rabacie? To berberys ale nie pamiętam jaki, być może berberis thunbergii Aurea. W toku przesadzania i przeinaczania wyleciało to i owo a pojawił się nowy kolor. Być może lepiej wyglądałby niski purpurowy do pary z purpurowym dużym w głębi ale w rzeczywistości bardzo ładnie wygląda ten żółty i dodaje rabacie świeżości. Nie będzie zbyt duży, chociaż liczę na to, że jeszcze trochę podrośnie i rozkrzewi się. W poprzednim miejscu miał zdecydowanie za mało przestrzeni życiowej i był znacznie zagłuszony. Teraz może śmiało ,,rozwinąć skrzydła" i mam nadzieję, że to zrobi.


sobota, 10 czerwca 2017

Dzień jak co dzień

Dzień jak co dzień - taka myśl mi zaświtała siadając do komputera kiedy zastanawiałam się jak zacząć kolejny post. Jest sobota, dzień wolny dla mnie, piękna pogoda... piękny poranek bo podobno po południu ma znów padać. Poprzedni czas pielenia przepadł, mogę zaczynać pielenie i koszenie od nowa, tak jak by nic nie było robione. Niekiedy tam nawet mam. Pielę i koszę, potem przychodzi kilka dni opadów, po nich wpadali znajomi i pytali czy kosiarka nam się zepsuła i dlaczego nie pielimy w rabatach [wyćwiczony uśmiech nr 3] Wtedy naprawdę można zwątpić. Ale ja nie o tym chciałam pisać... ,,dzień jak co dzień" Co tak naprawdę to oznacza? Jaki jest ten nasz codzienny dzień? Czy rzeczywiście wolny dzień w tygodniu można tak nazwać? Przecież nie idę do pracy. Zrywam się z łóżka tak samo, ale to genetycznie uwarunkowane nie mające nic wspólnego z porannym wstawaniem do pracy. Dlaczego w wolny, sobotni poranek moja głowa nadała komunikat ,,dzień jak co dzień"?

czwartek, 8 czerwca 2017

Podwórkowe opowieści.../ My hens

kwiecień 
Nastał czas, że świat blogowy pełny jest kwiatów, słońca, wycieczek i jak to ja, wolę czytać niż pisać. W dodatku jak na innych blogach jest tyle interesujących i wciąż nowych rzeczy a mnie się zdaje, że w kółko piszę o tym samym. 
Właśnie wróciłam ze stawu, gdzie umieściłam przy brzegu grubszy konar, aby z jednej strony łagodnie wchodził w wodę. To dla ptaków. Człowiek staw ma i wydaje mu się, że ptaki mają gdzie się napić. Ale jak brzeg jest stromy to nie mogą. Wczoraj obserwowałam naszego, tegorocznego wróbelka, który próbował dostroić się (Sit down comfortably) do wysokiego garnka dla psów, w którym była woda i nie mógł sięgnąć a bał się, że wpadnie. To dało mi do myślenia na temat stawu i poideł dla drobiu, bo przecież są. Ale widać dla takiego małego ptaszka stanowią duży problem wielkie pojemniki. Nalałam od razu do płytkiej miski. Przy okazji apeluję o wystawianie poideł dla ptaków szczególnie tam gdzie jest bardzo gorąco.