Obserwatorzy

wtorek, 21 listopada 2017

Spadł śnieg

Można by powiedzieć, że śnieg nas zaskoczył, ale raczej to ludzki upór i przekonanie, że wie się lepiej i że musi pogoda poczekać, bo... tak.
Tak jak się tego obawiałam, nie zdążyliśmy z rozłożeniem gruzu i jeszcze nieduża aczkolwiek spora jego kupa tarasuje wjazd aut do ich garażów. Ale jak chciałam zamówić przemiłego pana z jeszcze milszą koparką aby to co zalega przerzucić na drugą działkę,  z której mąż by sobie brał wedle potrzeby a przejazd byłby umożliwiony, to małżonek upierał się, że ,,zdąży". Jak ja nie cierpię mieć racji w takich sytuacjach. Mam nadzieję, że to tylko taka chwilowa zapowiedź nadejścia zimy i jeszcze się wypogodzi. Zdążyłam za to z posadzeniem cebul tulipanów, starając się posadzić je tak aby wiosenne roztopy nie zniszczyły ich jak w tym roku. Wiosna pokaże co mi z tego wyszło. Na dzień dzisiejszy (20.11 br) jest biało. Akurat wzmożony opad śniegu z delikatną nutą deszczu przypadł na moje odwiedziny w przychodni, bo rozchorowałam się. Patrząc na to coś za oknem to mam wrażenie, że to jakaś większa alergia na nadchodzący opad śniegu. 

poniedziałek, 20 listopada 2017

Pigwowiec japoński w moim ogrodzie / Chaenomeles japonica in my garden.

Pigwowiec japoński pojawił się w naszym ogrodzie jako roślina ozdobna na zasadzie berberysów czy tawuł. Kupowałam go jako roślinę ogrodową pięknie kwitnącą na czerwonawo  jeśli dobrze pamiętam i został posadzony w duecie z forsycją. Zamysł był prosty ona kwitnie najpierw po niej wiosenny pigwowiec i tak też się stało.  A muszę dodać, że kwitnie bardzo okazale i nie sposób go nie dostrzec na rabacie. Interesowało mnie, że jest rośliną mrozoodporną i rzadko choruje i że jest tolerancyjna na podłoże. Na pewno mam gdzieś zdjęcie z lata, kiedy jest w pełni okazały i tonący w kwiatach ale tym razem zależy mi na jego owocach, o których dowiedzieliśmy się dużo później. 

piątek, 17 listopada 2017

Mija dzień za dniem

O tej porze roku lubię o poranku wróbelkowe awantury, nie wydaje mi się aby to był śpiew na powitanie nowego dnia, to raczej klasyczna draka na wiele dziobów. Kto skuteczniej i dłużej przekrzyczy drugiego. Ale od razu jak radośnie i gwarno robi się na podwórzu. Wydaje mi się, że mało który z małych ptaszków potrafi narobić tyle rabanu z niczego i tak na żądanie. Obecnie wokoło domu leży mnóstwo ptasich piór bo ptaki również przed zimą robią gruntowne porządki w pozostawionych gniazdach. Gniazdo państwa Szpakowińskich ma zimowych lokatorów, których potem muszą szpaki siłą wywalać ale to już wiosną. Fotka jeszcze z października kiedy liście winorośli utrzymywały kolor zielony a zdjęcie miało znaleźć się w poście o zimowym dokarmianiu ptaków ale wszyscy miłośnicy tych stworzyć doskonale o tym przecież wiedzą, że teraz jest własnie czas na robienie karmników.


piątek, 10 listopada 2017

Podsumowanie sezonu

- Jak szybko robi się ciemno! - Zauważył mąż szykując się po obiedzie do kontynuacji pracy na podwórzu. Rzeczywiście jakoś tak szybciej zmierzcha. Ale tak naprawdę powodem jest salon od strony wschodniej i nad oknami daszek z podłogi balkonu. O tej porze roku słońce ma krótszy tor i szybciej robi się ciemno w tym pomieszczeniu. Od lat ubolewam, że nie mam pokoi od strony zachodniej. O tej porze roku nie odczuwało by się tak szybko końca dnia. Jest moment, że w salonie jest dużo ciemniej niż na dworzu. Mnie bardzo szybko mija dzień, ledwo wrócę z pracy a już szarawo a nawet i ciemno. Czas wymienić żarówki na mocniejsze aby poprawić sobie nastrój.   W poprzednim poście napisałam, że moje posty powstają z natchnienia chwili i chyba coś się zepsuło, bo tak jak zgrabnie wyszły mi pierwsze zdania, zainspirowane pierwszym tak utknęłam i klops.

środa, 8 listopada 2017

Hipermarkety w Polsce

Ten post jest trochę zaaranżowany. Najczęściej siadam sobie, spoglądam na monitor i przychodzi mi jakaś myśl i zaczynam stukać na klawiaturze a myśl płynie, często gdzieś popłynie hen hen daleko wpadając do morza zupełnie nowej myśli. Tym razem jest ciut inaczej. Mam kilka tematów, o których chciałabym napisać w ramach mojego pamiętnikarstwa, ale ciągle czasu brak. Ale są sytuacje, kiedy i ten brak czasu schodzi na dalszy plan w odczuciu patriotycznego buntu.


sobota, 4 listopada 2017

Kruche ciasteczka

Nadszedł ten dzień, kiedy raz na pół roku mam ochotę coś porobić w kuchni i na ten jeden dzień gdzieś znika alergia na gotowanie. To dziś! Zdumiewające jest to, że dzieje się tak od lat a za każdym razem mnie to zaskakuje. Nie dziwi mnie, kiedy nagle szukam jakiegoś przepisu, ba!!! Coś za mną chodzi. Potem zbieram składniki i zaczynam robić. W trakcie robienia, kiedy uświadamiam sobie, że coś długo siedzę w tej kuchni i nic...alergia nie włącza się. To nagle olśnienie, że to jest ten właśnie dzień. Zamienia się to w tak naturalną rzecz, że nie raz złudnie planuję sobie coś kulinarnego na kolejny dzień, ale kolejny dzień to już nie ten ,,jeden na pół roku" i nazajutrz samo wspomnienie, że mogłabym coś popitrasić dłużej wzdryga mnie i dziwi, że taki absurd przyszedł mi wcześniej do głowy. Więc, tym razem już z przymróżeniem oka patrzę na swoje plany na dzień jutrzejszy. Ale dziś mamy dziś, a dziś robiłam kruche ciasteczka.

środa, 1 listopada 2017

Lato w jesiennym salonie / My summer in the autumn living room

Dzisiaj będzie pokojowo. I chyba nawet w pełni tego słowa znaczeniu (in the full sense of the word), jak patrzę po wyborze pierwszego zdjęcia. To fragment naszej klatki schodowej z wydzieloną częścią bibioteczną. Po prawo zdjęcia jest fotel do czytania. Nie widać go bo bohaterem zdjęcia był kwiat doniczkowy o ślicznej nazwie zielistka (Chlorophytum comosum). Ile ja się z nim namordowałam!! To tylko my dwoje wiemy. Żaden człowiek nie zmienił tyle mieszkań co ten kwiatek doniczek z ziemią.