Obserwatorzy

środa, 13 grudnia 2017

Świąteczna Warszawska Starówka / Christmas marketplace in Warsaw

Grudzień to bardzo aktywny czas w pracy zawodowej i trudno odnaleźć się w nim, bo mocno dominuje nad życiem prywatnym. W dodatku krótkie dni na tej prowincji są dość męczące same w sobie. Najchętniej zaszyłabym się gdzieś i przespała do wiosny. Aby przełamać codzienną rutynę wybraliśmy się na Warszawską Starówkę. Jest to chyba jedyne miejsce, które podoba mi się o tej porze roku. Jest to miejsce najczęściej przeze mnie odwiedzane. 

sobota, 9 grudnia 2017

Płynie czas a z nim lata życia- pożegnanie


Takie małe dyńki zebraliśmy jak ta na zdjęciu a mnie się tak bardzo spodobały, że postanowiłam zebrać z nich nasiona. To taka namiastka nieudanego sezonu, ale życie trwa dalej i nie ma co się oglądać na minione i skupić się na tym co przed nami. Przeżywamy większe i mniejsze tragedie w domowych zaciszach a pory roku mijają niewzruszenie jedne za drugimi i kiedy nadejdzie wiosna będzie chciało się coś wysiać. Może nawet wspomni się te małe dynie, które sprawiły nam niespodziewanie wiele radości bo ze względu na swoją małą wielkość można było z nich wiele zrobić. I ugotować, i ufaszerować, i zrobić cipsy.  Zdjęcie powstało z tego co stoi na parapecie w kuchni i z natchnienia luźnej myśli bądź nostalgii za latem.

niedziela, 3 grudnia 2017

Początek grudnia

Z założenia zdjęcie pstryka się aby coś pokazać i aby ktoś mógł na nim również coś zobaczyć, tym razem będzie odwrotnie. Jak to ze mną bywa ja często robię na opak. Tym razem na zdjęcie popatrzymy aby dojrzeć to czego nie ma. A czego nie ma? 
Nie ma tej obrzydliwej kupy gruzu na podjeździe i smutnego autka stojącego za nią.  Tak, tak. gruz zlikwidowany z podjazdu!! Hurrrra!!!  Znana jest wszystkim wersja poprawy samopoczucia z mieszkaniem z kozą i pozbycia się jej, muszę stwierdzić, że kupa gruzu działa na podobnej zasadzie. To niebywałe jakie szczęście nas ogarnęło kiedy w końcu wjechała sympatyczna koparka i zrobiła porządek.

poniedziałek, 27 listopada 2017

Chodniki ogrodowe cd i nie tylko

Po tak długim okresie pochmurnym, każdy cudny poranek jest przeze mnie uwieczniany aby cieszył oczy i duszę w trudnych chwilach codzienności. Tak jak zapowiedziałam temat jednego posta postanowiłam podzielić na dwie części aby nie zamienić go w jakiś kolos tekstu do czytania. Pierwsza jego część znajduje się tutaj. Pomimo wielu prac jakie rozpoczęliśmy w tym roku, zdecydowanie ten sezon będzie mi się kojarzył z gruzem. Mnóstwo przy nim pracy ale zdaję sobie sprawę, że jest dla nas, na tym bagnistym terenie złotodajnym materiałem. 

sobota, 25 listopada 2017

Pierwiastek kobiecości

Odkryłam wczoraj kolejny blog z pięknym wnętrzem. Po prostu takim, że dech zapiera. Jakby położyć nasze wnętrza na jakiejś osi to moje wnętrze wypadałoby po przeciwnej stronie, daleko, hen, hen. Nie mam w sobie nic z aranżacji ani domowej ani ogrodowej. Zawsze wydawało mi się, że po prostu w moim dzieciństwie zabrakło pierwiastka kobiecości w moim najbliższym otoczeniu, a wszelkie kontakty innych kobiet z rodziny były za małe i za płytkie aby zostawić ślad w mojej osobowości. Ale czym jestem starsza tym wydaje mi się, że można to po prostu samemu poczuć czy rozwinąć w sobie. 

piątek, 24 listopada 2017

Niespodziewane chodniki ogrodowe

- Ale nas pogoda rozpieszcza - Pomyślałam dzisiaj schodząc na dół do salonu. Drugi dzień pod rząd promienie słońca witają mnie o poranku. Szczyt luksusu - bym dodała. I pomyśleć jak dwa i pół miesiąca pochmurnej i deszczowej pogody potrafi zmienić wartość i rodzaj  zwykłych potrzeb do rangi wielkiego luksusu. Dzisiaj rano poczułam się kobietą bogatą a przede wszystkim tonącą w luksusie pozytywnych doznań i myśli. Nasiedziałam się na zwolnieniu i nabrałam różnych lekarstw wspomagając się domowymi sposobami i od dwóch dni czuję się o niebo lepiej.

czwartek, 23 listopada 2017

Dziadkowy mebel

Promienie słońca to coś tak pięknego dla mnie a ich piękno staje się szczególnie wzmocnione kiedy pojawiają się tak rzadko. Sierpień był ostatnim słonecznym miesiącem u mnie. Pozostałe miesiące to może z jeden dwa a może trzy  dni były ładne ale tak porozrzucane, że ciężko sobie o nich przypomnieć. Październik podobnie i listopad jak wyżej. Dzisiaj jest chyba własnie ten dzień - jednego dnia słonecznego w listopadzie. Mroźny wiatr na dworze, bo od razu wyskoczyłam na taras zrobić zdjęcie, to nie powiem, troszkę mnie owiał mrozek.
Promienie słońca wlewające się do salonu od rana są widokiem przepięknym, wręcz malowniczym. Mój dziwaczny salon w stylu magazynowym nabiera niczym za dotknięciem słonecznej różdżki ciepłego i spójnego charakteru. Zadziwia mnie to o każdej porze roku i za każdym razem, kiedy jestem świadkiem tego zjawiska. Najpiękniej ,,lśni" stary mebel mojego Dziadka.