Obserwatorzy

wtorek, 5 sierpnia 2014

Pomocnik gospodarczy

Już nie pamiętam od kiedy zachwycały mnie odnawiane meble, z ciekawością przyglądałam się wszelkim pracom i ich efektom. Wielokrotnie zastanawiałam się czy samemu się czymś takim nie zająć, ale zawsze brakowało jak nie czasu to odpowiedniego do tego materiału. Biorąc pod uwagę, że skoro podoba mi się natura sama w sobie, to więc i te drewniane meble też mają swój niepowtarzalny dla mnie  urok i jakoś tak nie widziałam siebie z pędzlem i zamalowywaniem drewna jakąś farbą. Podejście to, wcale nie przeszkadzało mi  jednak w podziwianiu cudzych prac i zachwycaniu się wielokrotnie nowym życiem mebelka czy zaskakującą jego metamorfozą. Chociaż nie sięgałam po nie, kiedy nadarzała się okazja do kupna  nawet wtedy gdy mi pasowały. Jakoś tak malowane drewno i ja chadzało różnymi ścieżkami. Kompromis chęci i oporu do przemalowywania drewna przyszedł sam niespodziewanie. Może właśnie dla tego dnia i dla kogoś tak opornego jak ja wymyślono takie meble? W każdym razie trafiły do mnie  mebelki z płyty wiórowej z okleiną, typowo biurowe w kolorze czarnym i kiedy ta czerń zaczęła mi przeszkadzać to zaczęłam się im bacznie przyglądać pod kątem właśnie jakiejś przemiany, która wszystkim nam by wyszła na dobre. Zagłębiłam się raz jeszcze ale tak dogłębniej  pod kątem technicznym w owej tematyce i postanowiłam spróbować.


Przyznać się muszę, że nie lubię robić czegoś nietrwałego, na jakiś krótki moment z powodu nietrwałości materiału czy sposobu wykonania, szczególnie gdy nie mam za bardzo na to wpływu. Dlatego może nie przepadam za ciętymi roślinami, których żywot nie dość, że jest krótki to  jeszcze jednorazowy. W każdym razie cokolwiek robiąc z robótek ręcznych, interesuje mnie trwałość tej pracy, aby za chwilę nie wracać ponownie do tej samej czynności. Dlatego też zaczęłam jeszcze intensywniej oglądać różnego rodzaju czasopisma i programy pod kątem metamorfozy mebli aby znaleźć jak najlepsze sposoby i zapoznać się z nieznanymi mi zupełnie akcesoriami.  Od dawna podobały mi się białe meble. A kupiona zupełnie przypadkowo szafeczko-stojak dla ptasiej klatki, właśnie w kolorze białym, zachwyciła mnie tak swym kolorem, że gdyby tylko było to w mojej mocy to chyba wszystkie meble  w domu przemalowałabym na biało.  Na szczęście za pewne, temu szaleństwu przeszkodził brak czasu i ciut inne priorytety finansowe i szał związany z bielą - przeminął. Nie jestem jednak pewna czy aby tak do końca...
Z braku pomysłu na jaki konkretny kolor przemalować czarną płytę wiórową, padło na biel, która gdzieś tam jeszcze pozostała jako iskrzące się iskierki w dogasającym palenisku fantazji aranżacyjnej. Byleby przeciągu nie było, który mógłby rozniecić ogień po w miarę udanej pierwszej próbie.
Daleko mu do ideału, ale biorąc pod uwagę, że szafka ma trafić do niewykończonego jeszcze składzika to nawet uważam, że wyszła za ładnie. Ale zależało mi na materiale do  nauki. I dodatkowym założeniem tego mebelka jest aby poprawiał mi humor, kiedy będę zaglądać do tego pomieszczenia. Coś ładnego zawsze sprawia przyjemność, prawda? I taki właśnie jest jego cel. Bardzo jestem wdzięczna wszystkim osobom, które mnie zainspirowały i udzielały nieocenionych porad i wszelkich wskazówek a przede wszystkim za cierpliwość.
Nadal mam dużo wątpliwości co do emulsji akrylowej, którą pomalowałam mebelek, czy aby będzie to w miarę trwałe, ale jak się nie przetestuje to się nie sprawdzi. Przeprowadziłam kilka testów wytrzymałościowych to nawet, nawet. Zobaczymy jak to wyjdzie podczas normalnego użytkowania. Mam świadomość, że zrobiłam wiele błędów. Pierwszym było chyba za słabe przetarcie papierem ściernym i według porad, nakładać powinnam pojedyncze warstwy farby nie bacząc na to, że nie pokrywa od razu i zaczekać aż wyschną i dopiero nakładać kolejną. Podeszłam do zamalowywania jak do zwykłego malowania, w którym pędzlem lata się ,,góra-dół". Ale trzyma się. Rzeczywiście warto kłaść na pionowo każdy element do malowania, wtedy farba lepiej przywiera. Polecany czas odczekania pomiędzy kładzeniem kolejnych warstw jest 4 godziny, ale uważam, że to takie rzeczywiście minimum. Wydaje mi się, że lepiej kiedy odczeka się dużo więcej.
Motyw obrazka zaczerpnęłam z  czasopisma aranżacyjnego Weranda, którą swego czasu  prenumerowałam. A dokładniej sam szablon koguci, własne kolory nadal mu mąż. Propozycji wzorów było  kilka  ale w końcu większość rodziny wybrała koguta... ciekawe dlaczego? ;) Jakoś mnie to wcale nie dziwi .
Ale  w sumie nie ja jedna upatruję w kogucie motyw typowo wiejski czy podmiejski. A jak o kogucie mowa to przypomniało mi się, że jest on również ulubieńcem innych państw. Na przykład w Portugalii jest jednym z najpopularniejszych folklory-stycznych symboli, któremu oczywiście  towarzyszy średniowieczna legenda o Kogucie z Barcelos. We Francji natomiast kogut galijski jest nieoficjalnym symbolem państwa. Jest to pamiątka z okresu połączenia się kultury galo-rzymskiej i germańskich Franków, za spadkobierców, których do dziś uważają się  Francuzi. Symbolika kogucia jest przeogromna sięgająca od wierzeń ludowych kończąc na religijnych ale aż tak bardzo zagłębiać się nie zamierzam ani nie przywiązuję wagi do znaczeń symbolicznych. Mnie kogutek kojarzy się ze wsią i z moim pierwszym, przyjacielem kogutkiem.
Wracając do projektu szafeczki to zależało mi aby wykorzystując sytuację  pobawić się fakturą, i różnorodnością materiału. Od początku wiedziałam, że będzie mebel przemalowany a jego wnętrze pokryję tapetą. Jako, że wybór motywu ozdobnego padł na koguta to on stał się głównym elementem mebla, który nadał ton i w pewien sposób styl, jeśli zapomnieć przez chwilę o jego naturalnej prostocie mebla biurowego ale myślę, że dość dobrze imituje mebelek z ,,wiejską nutą". Wybrana tapeta wpadła mi od razu w oko, po dość długim przeglądaniu okazałego  zbioru. A wyrwane - tego szukałam!, zrzuciło ogromny ciężar z synowskiego serca, który już tracił nadzieję, że wyjdziemy tego dania ze sklepu. Nie wiem czy na fotce to widać, ale ona imituje plecionkę. Niejednolity kolor ale zarazem prostota wzoru bardzo pasuje mi do całej szafki
i mojego malowania mebla, który nie jest równo, idealnie pokryty farbą, a to za sprawą mojej zabawy pędzlem testując różne jego możliwości
i sprawdzania tekstury jakie nim mogę zrobić zgodnie z otrzymywaną nauką. Ta tapeta idealnie mi do całości pasuje a wręcz maskuje nawet nasze niedociągnięcia pędzla i wałka. Jestem ogólnie zadowolona z zabawy farbą a biały kolor mi się szalenie podoba i na pewno sięgnę po pędzel znów a mam jeszcze kilka innych czarnych mebli i nawet może stworzy się z tego a'la komplecik?

17 komentarzy:

  1. Malowanie wyszło świetnie, tapeta doskonale dobrana, a kogucik bardzo radosny,w pięknych kolorach. Ja uwielbiam takie metamorfozy i bardzo lubię to robić. W swoim domu też najchętniej przemalowałabym wszystko na biało, bo biały jest dla mnie szczególny, ale mąż mnie w tych zapędach skutecznie stopuje. Lubię biały,pełno go u mnie w szafie, ogrodzie i ściany domu również przede wszystkim są w bieli. Ostatnio mogłam szaleć w córki mieszkaniu, która stare mebelki drewniane postanowiła przemalować na biało i niektóre na kremowo, które też wyszły pięknie. Ja przymierzam się do starej szafeczki na balkon na ziół i jak zrobię to też pokażę. Jeśli mogę zapytać jakiej farby używałaś, bo ja miałam różne doświadczenia z akrylową. Na początku używałam matową jakieś nieznanej firmy, choć cenowo była najatrakcyjniejsza to jednak efekt był fatalny. Później malowałam Śnieżką półmat o satynowy wykończeniu i z tej byłam zadowolona. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Użyłam dekoralu - emulsji akrylowej do drewna i metalu, być może to istotne, nie znam się jeszcze. Kolor poglądowy, akurat ja wybrałam śnieżnobiały. Zależało mi na uzyskaniu jak największej bieli i nie wiem czy aparat to uchwycił ale biel jest rzeczywiście bielą. Na puszcze są namalowane drewniane zabawki dziecięce więc doszłam do wniosku, że skoro polecana jest do takich rzeczy to dla nas alergików tym bardziej. Puszka ma 0,5l i kosztowała... 20-coś złoty. Dla mnie ważne było też, że jest szybko schnąca. Ale nie wiem czy to na pewno dobry wybór, okaże się za jakiś czas, to na pewno napiszę.
      Natomiast ciekawa jestem tej śnieżki, mówisz o tej typowej do malowania ścian, prawda? Zresztą ta moja też jest z przeznaczeniem do tynków a nawet lamperii i kaloryferów. Wracając do śnieżki jaki efekt Ci wyszedł i najważniejsze, co nią malowałaś?

      Usuń
    2. Z tym nie znam się - tyczy się do kolor poglądowy :)

      Usuń
    3. Nie, ja również używałam farby akrylowej do drewna i metalu i Śnieżka była w podobnej cenie jak i Dekoral.. Ze Śnieżki byłyśmy zadowolone, ładna śnieżna biel i lekki połysk, wyszło naturalnie( nie lubię jak sie mocno świeci. Jeśli jesteś zadowolona to nie zmieniaj. Decoral to sprawdzona firma, do ścian kupuję farbę tylko tej firmy. To nie jest konieczne, ale możesz jedynie pomyśleć o ewentualnym zabezpieczeniu lakierem akrylowym do drewna, jeśli nie tej, to następnych, które ewentualnie będą częściej używane. Nie pamiętam w tej chwili nazwy lakieru, który ja używałam, ale jutro poszukam w piwnicy opakowania, o ile pamiętam to był też dla alergików..

      Usuń
    4. Zapomniałam dodać, malowałyśmy z córką stare drewniane mebelki do jej pokoju.

      Usuń
    5. Acha, jak możesz naleźć ten lakier to byłabym Ci bardzo wdzięczna bo mieliśmy naprawdę duży problem z dobraniem lakieru na tą farbę. W końcu wzięliśmy coś w sprayu.

      Usuń
    6. Znalazłam, to był Altax, ale niestety to jest raczej tylko do podłóg. Ja zabezpieczałam nim dodatkowo deskę Barliniecką, ale jeśli chodzi o meble to nie ma tam żadnej informacji. Niestety może się nie nadawać, bo po nałożeniu na białą farbę może zżółknąć i będzie brzydki efekt. Jeśli koniecznie chcesz zabezpieczać, to może warto byłoby odwiedzić fora z decoupage, bo dziewczyny kryją te swoje cudeńka lakierem akrylowym i będą wiedziały, który się nadaje. Ja widzę, że te mebelki, które były kryte Ś, to nic sie nie dzieje, gorzej jest z ławą która była pokryta jakąś farbą niefirmową i tu pojawiły się plamy, których nie można usunąć, trzeba będzie ją przemalować.

      Usuń
    7. Acha, dzięki za informacje :))))))))))))))

      Usuń
  2. A mnie się te rzeczy bardzo podobają, może kiedyś przerobię stare mebelki, ale kiedy?????
    Pięknie wyszedł Ci ten mebelek, myślę, że będą następne!
    Moniko, nie napisałam Ci w komentarzu, że moja doba jest szalenie krótka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu, to znaczy, że jesteś bardzo dobrze zorganizowana.Pozdrawiam

      Usuń
    2. Też tak mi się wydaje, że jak tylko czas pozwoli to przemaluję kolejne, na pewno te czarne.
      Dziękuję za odwiedzinki :)

      Usuń
  3. Ładnie Ci wyszło :) kogutki pasują idealnie :)
    Ja osobiście jestem wielką maniaczką wszelkiego rodzaju przetarć :) dodają charakteru ;) chociaż początkowo ostrożnie do nich podchodziłam - bałam się, że przedobrzę.
    Lakiery do drewna trochę zabezpieczają powierzchnie, tyle, że żółkną :/ chyba zawsze - przetestowałam kilka rodzajów. No i też się ścierają. Pamietam, że ze sto lat temu, moja mama malowała farbą meble w pokoju brata. Wytrzymały dłuuuugo.

    Ściskam ogromnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo? dzięki za info, że żółkną, cieszę się, że Ci się podoba i fajnie, że zajrzałaś :)))))

      Usuń
  4. Wiedziałam że dasz rade :):) chwila strachu a potem sama radość :) wiadomo pracy trochę jest, ale jak dla mnie nieporównywalna do radości jaką się ma z "nowego " mebelka zrobionego własnymi rękoma :):) trzymam kciuki za kolejne metamorfozy!:)

    OdpowiedzUsuń
  5. bardzo fajnie wyszło, podoba mi się też dekoracja kogucikowa:) Najpierw Ty odnalazłaś mój blog a teraz ja buszuje u Ciebie i bardzo mi sie tu podoba.

    OdpowiedzUsuń
  6. Koniecznie musisz posmakować farb kredowych. Ja potwornie bałam się wszelkich przemalowywań a teraz dla mnie to prawdziwa frajda. Mogłabym cały świat przemalować tylko z wyborem kolorów większy problem mam. Biały jest najbezpieczniejszy

    OdpowiedzUsuń