Ciężko było podjąć tę decyzję gdyż niosła za sobą widmo znacznej zmiany otoczenia, ale w końcu dół o ambitnej nazwie stawu, został wykopany w miejscu wiecznego grzęzawiska na działce. Teraz pewnie teren obsadziłabym liliowcami ale w chwili podjęcia tej decyzji byłam na etapie obserwowania czy tym szlachetnym roślinom będzie u mnie dobrze. Nic straconego, przecież ,,co się wykopało zawsze można zasypać". I właśnie z takim nastawieniem zgodziłam się na ten ,,wodny" eksperyment. Uwielbiam wodę, uwielbiam siedzieć niedaleko niej i patrzeć na nią. Podziwiać jak pobliskie drzewa, rośliny a nawet odległe niebo odbija się w niej, jak słoneczko przegląda się ciekawie w tafli wody. Uwielbiam patrzeć jak rodzi się równoległy do mojego - świat. Samodzielny, rządzący się swoimi prawami i zasadami ale jak bardzo zależny ode mnie... od nas i naszych decyzji - istnienia albo nie.
Ja sadziłam trawy i inne kwiatki, które moim zdaniem ładnie komponowały się nad wodą, jak Onętki na przykład, a Matka Natura sadziłam swoje na wyrównanym terenie tuż przy oczku wodnym. Z pewną nutą wręcz nieukrywanej zazdrości ogrodnika ekologa muszę przyznać, że jej dobór roślin bardziej wabił owady niż mój. Ale bujnie rosnące całe kępy różnorodnej trawy chyba bardzo podobały się ważkom, które lubiły na nich siadać czy między nimi często przelatywać. Matka Natura skupiła się na owadach brzęczących ja na grajkach polnych, których w trawach coraz więcej słyszałam, a niekiedy któryś skoczył na moje kolano towarzysząc mi przez chwilę w obserwacjach. Potem przyszła pora na rybki. I wtedy dopiero można powiedzieć, że zapełnił się staw. Pływały po całym stawie dodając mu uroku i koloru. Tuż przed świętami Bożego Narodzenia w przypływie chwili kupiliśmy małe, żywe karasie srebrne przeznaczone w sprzedaży na danie wigilijne i wpuściliśmy do stawiku. Ten pomysł ogromnie mi się spodobał, chociaż nie do końca nam się udał, przez to, że rybki były pewnie poobijane. Mimo to wodne życie rozkręcało się. Miałam okazję po raz pierwszy na własne oczy zobaczyć kijankę. Niesamowite doświadczenie tego spotkania noszę ciągle w sercu, kiedy to stanęłam jak wryta na brzegu i przyglądałam się ,,dziwnie wyglądającej rybie" o wielkiej głowie. Dopiero po dość długiej chwili dotarło do mnie, że to może być kijanka ale i tak musiałam się upewnić czy aby na pewno. W tym roku miałam okazję popatrzeć na całą masę kijanek skrytych przy brzegu stawu w zaroślach traw.
Prawdziwa inwazja... było ich chyba tysiące. I wszystko byłoby pięknie gdyby nie odwiedziny czapli. Uwielbiam ptaki ale naprawdę mogłaby polecieć na większe stawy rybne, których jest mnóstwo w okolicy i tam skołować sobie posiłek a nie nad nasze oczko wodne, wymiatając nam większość rybek. Tak naprawdę nie mielibyśmy już ich gdyby nie to, że zdążyły złożyć ikrę i narodziły się nowe. Stanął strach przy stawie, wcześniej rozwieszaliśmy sznur z błyszczącymi foliami i na niewiele to się zdało. Nie mam pojęcia jak ją zniechęcić. Roślinność sama się dosadza, ostatnio przybyły samosiejkowe rudbekie, które mają swój własny artykuł. Przybyło owadów i motyli, o których zapomniałam do tej pory napisać. Czasami szkoda mi wchodzić na ten teren łączki aby nie zakłócić tam panującej atmosfery naturalności i w jakikolwiek sposób burzyć panujący tam ich własny ład. Mieszka tam mnóstwo zwierzątek, o których nawet nie mam pojęcia. Cieszę się samą świadomością posiadania na wyciągnięcie ręki takiego kawałeczka działki. Zdumiewa mnie jednak jedno odkrycie, że nad stawem nie ma komarów. Zawsze wydawało mi się, że jak będzie akwen wodny to muszą być komary a tu niespodzianka. Nie jestem pewna czy opowieść nie wyszła chaotycznie ale trudno tak opisać czyjś świat w paru zaledwie linijkach. O życiu stawu wydrukowano wiele książek, albumów, ja nawet nie próbuję. Chciałam jedynie podzielić się tym wspaniałym doznaniem jakim jest nie stworzenie czegoś, byłoby to bluźnierstwem ... ale umożliwienie stworzenia czegoś pięknego i prawdziwego. Czuć tę satysfakcję, że podzieliło się kawałkiem tej planety z kimś, kto sobie żyje w wodzie i dla kogo ten kawałek dołka zalanego jest całym światem, w którym się rodzi, żyje i umiera (jeśli czapla nie przyleci :P). I być może nawet rybki uważają za pewnik, że wszystko poza tym stawem to odległy kosmos.
Twój dziki zakątek jest cudowny ! Posiadanie takiego stawiku to jest moje jeszcze nie zrealizowane marzenie...może kiedyś....
OdpowiedzUsuńPięknie opisujesz swoje niezwykłe doznania z obserwacji natury. Miło się czyta Twoje posty i cieszę się że są jeszcze na świecie ludzie tak wrażliwi na piękno przyrody :)
Pozdrawiam serdecznie i życzę miłej niedzieli :)
Witaj :) Jesteś prawdziwym miłośnikiem przyrody umiejąc dojrzeć w tym moim zakątku piękno. Nie każdy to umie. Wielokrotnie odwiedzające mnie osoby zaczynają podsuwać mi pomysły na zagospodarowanie tego terenu- przekopanie, wyrównanie bądź podwyższenie terenu, podają gotową listę roślin... zupełnie nie przyjmując, że ten teren jest ,,gotowy". W cudzysłowie bo żaden teren nigdy nie jest gotowy i my sami często chcąc - nie chcąc go zmieniamy. W tym roku dosadziliśmy sosenki aby trochę zacieniały wodę, dając ochłodę dla wodnego świata. Więc mimo wszystko ciągle ingerujemy... mam nadzieję, że jednak na plus. A to się okaże :)
UsuńTak, mam ogromną wrażliwość nie tylko do roślin :) Dziękuję Ci bardzo, że to widzisz i czujesz :)))
Wiesz, myślę, że beż tego stawu to miejsce nie byłoby pełne. Ja mam bardzo mały ogródek i na początku jego zagospodarowywania natrafiłam na znalezisko "pobudowlane" po poprzednich właścicielach. Dziurę jaka powstała należało czymś wypełnić, więc kupiłam wkład do oczka wodnego. I choć ma to wielkość większej wanny i jest plastikowe, to jakoś udało i się to dość naturalnie zagospodarować płaskimi kamieniami i roślinnością(nawet lilie wodne dobrze w tym rosną). I co ciekawe nawet w takim maleństwie też zaczęło się życie. Oczywiście to co ja znosiłam do tego oczka to nie przetrwało(między innymi ozdobne karpie) ale pojawiły się żaby, mnóstwo małych robaczków. O dziwo zdarzyło się że przyleciały nawet dzikie kaczki. Na początku tez myślałam, że ten plastik wytrzyma ze 3 lata, a później to miejsce zasypię. Ale teraz nie wyobrażam sobie, żeby tej odrobiny wody, która przyciąga wiele ptaków i innych żyjątek, tam nie było.
OdpowiedzUsuńNie wiem czy te dwa ostatnie zdjęcia miały być oddzielnie, czy razem. Nie wiem czy masz z tym problem, bo ja tak. Najlepiej jest zaznaczyć na pasku w każdym zdjęciu "środek" i dopiero wtedy dosunąć je do siebie.
UsuńPrawda? Woda coś w sobie jednak ma i jest ważnym elementem naszego otoczenia. Kiedy się nad tym zastanawiam, zaczynam skłaniać się ku mądrości feng shui, do której nadal jednak sceptycznie pochodzę, chociaż coraz chętniej w jej kierunku zerkam :)))
UsuńTak, te dwa ostatnie zdjęcia mają być oddzielnie, ale dzięki za poradę, która pewnie w którymś momencie mojego nieustającego eksperymentu blogowego się przyda :D
UsuńMasz racje , ze na końcu razem może by i źle wyglądały.Ja muszę sie przyznać, ze dość długo robiłam różne eksperymenty blogowe i nadal mam niezagospodarowany zdjęciami tytuł bloga, bo nie udało mi się porządnie wrzucić zdjęć. Czasami jak robię składankę z 3 lub 4 zdjęć to lubią się "rozjeżdżać" i zdarza się, że drugi raz muszę wczytać, bo nie można ich zsunąć. Ja do feng shui jestem sceptyczna,chociaż dalekowschodnia dbałość o przestrzeń, o każdy metr zwłaszcza w Japonii, zachwyca.
UsuńJestem zachwycona twoim blogiem i twoimi artykułami i wydaje mi się, że jest on rewelacyjnie prowadzony przez Ciebie. Ja nawet 1/10 nie umiem stworzyć z tego co Ty masz na swoim blogu :)))
UsuńCo do feng shui to widzę, że znów mamy podobne nastawienie. Niby ma ono sens, niby może coś w tym rzeczywiście jest,,, ale jakoś tak... sama nie wiem. Aczkolwiek Zen mnie swego czasu zainteresował i na jakiejś wiedzy ogólnej się skończyło :)
UsuńGood morning! Thank you for your sweet visits to my blog. Now I am YOUR latest Follower! Have a wonderful Sunday. Susan
OdpowiedzUsuńI am very happy! Have a wonderful Sunday, too. :)
OdpowiedzUsuńYour wild space is great. So many creatures using that pond. Can you put something in the pond for the fish to hide in when the heron arrives? A cage or a cave of rocks or something? Thank you for sharing.
OdpowiedzUsuńGreat idea! I must think what to put to water. Thank you very much :)
UsuńPrzyjemnie u Ciebie, woda powinna być na każdej działce, chociaż nie każdy może ją mieć. Dobrze, że podjęłaś decyzję wykopania stawiku w miejscu grząskim, przynajmniej cieszysz oczy , woda jest taka kojąca.
OdpowiedzUsuńTeż kocham wodę i mam staw:) Mój jest ogromny, też przez nas wykopany, ale natura sama się w nim rządzi:) Pozdrawiam.
Fantastyczny zakątek! pomogłaś naturze, a ona Ci się odwdzięcza! pięknie i pożytecznie!
OdpowiedzUsuńpiękny Twój ogród i staw ,mamy też ogród i oczko wodne ,przez nas wykopane ale u nas dno jest zrobione z żywicy epoksydowej ...żeby ochronić rybki od czapli obsadzić oczko krzewami ,drzewami ,żeby wody nie było widać z lotu ptaka a tak na już ,to są siatki maskujące ,takie, żeby np.liście nie leciały do oczka i właśnie też po to ,żeby czaple czy kaczki dzikie nie wyjadały rybek ...lubię czytać to co piszesz ,moje klimaty :)
OdpowiedzUsuńU mnie też znowu deszcz i zimno:( Pozdrawiam i zapraszam do mnie:)
OdpowiedzUsuńWielki ukłon dla Ciebie za ten kawałek cudnego świata. Niezwykła jesteś .
OdpowiedzUsuń