Miło przy filiżance porannej herbaty powspominać pierwsze nasze poczynania ze zwierzętami gospodarskimi. Od razu muszę dodać, że głównym celem hodowli kur było i w sumie jest -posiadanie własnych jajek, cieszenie się z małych kurczaczków i samo obcowanie z tym gatunkiem. Skłamałabym jednak gdybym powiedziała, że żadne nie trafiło do garnka. Zdarza się ale bardzo rzadko i raczej za sprawą męża, który hodowlę tę spostrzega ciut inaczej. Ale uczciwie muszę przyznać, że rosołek z własnego drobiu jak to mawiała moja babcia ,,ni jak się ma do kupnego".
Zaraz za typowymi kurami pojawiły się eksperymentalnie liliputy, czyli rasa kurek mniejszych, bardziej ozdobnych i zdecydowanie różniących się charakterem i usposobieniem. Ale o tym mieliśmy się dopiero przekonać.Wyglądem kojarzyły mi się z rajskimi ptaszkami. Bogactwo kolorystyczne upierzenia kogutów i długi ozdobny ogon potrafił wywołać zachwyt, zdumienie wywołał fakt, że kury te potrafią latać. Może nie wysoko ale nie gorzej od bażantów. W każdym razie ich nieokiełznana dusza i pęd do naturalnej wolności, bądź ogromne poczucie terytorialne, nakazywało im przelatywać przez ogrodzenie i żyć na całkowitej swobodzie, znosząc jaja w sobie tylko znanym miejscu działki, śpiąc na krzakach i niższych partiach drzew.
Zaraz za typowymi kurami pojawiły się eksperymentalnie liliputy, czyli rasa kurek mniejszych, bardziej ozdobnych i zdecydowanie różniących się charakterem i usposobieniem. Ale o tym mieliśmy się dopiero przekonać.Wyglądem kojarzyły mi się z rajskimi ptaszkami. Bogactwo kolorystyczne upierzenia kogutów i długi ozdobny ogon potrafił wywołać zachwyt, zdumienie wywołał fakt, że kury te potrafią latać. Może nie wysoko ale nie gorzej od bażantów. W każdym razie ich nieokiełznana dusza i pęd do naturalnej wolności, bądź ogromne poczucie terytorialne, nakazywało im przelatywać przez ogrodzenie i żyć na całkowitej swobodzie, znosząc jaja w sobie tylko znanym miejscu działki, śpiąc na krzakach i niższych partiach drzew.
Wyśledzenie lilipuciego gniazda graniczyło z cudem i wielkim kunsztem przebiegłości z naszej strony. Oczywiście nie ruszaliśmy odnalezionych jaj ale mogliśmy trzymać z daleka od nich małego Jaśka i ograniczyć prace działkowe w jego terenie. Muszę przyznać, że liliputy chętnie kwoczą, sprawnie wychowują a przede wszystkim dzielnie bronią swojego potomstwa. Znoszą dużo mniejsze jaja od standardowych kur, ale znacznie częściej. Kwoczą już wczesną wiosną nie bojąc się przymrozków czy przedłużającej się zimy. I gdyby nie to, że są okropnymi indywidualistami, niedostosowującymi się do norm ogólno - podwórkowych, dając tym samym zły przykład innym gatunkom kur, byłyby z nami nadal. Ale uganianie się za nimi szczególnie zimą, zmuszanie do nocowania w kurniku aby nie przemarzły, wszczynanie przez nich awantur i tworzenie konfliktów podwórkowych z innymi kogutami, zakończyło przez nas hodowlę, do której być może jeszcze kiedyś powrócimy.
Ale widok uganiającego się koguta liliputa za zwykłą kurą do tej pory wywołuje u mnie uśmiech na twarzy. I nawet coś z tego wyszło bo mieliśmy mieszańce. Średniej wielkości ale bardziej kolorowe, szczególnie było to widać u kur i oczywiście u kogutów. Koguty mieszańce były też średniej wielkości. Wojownicza ich natura szczególnie podczas wychowywania dzieci była na tyle groźna, że trzeba było uważać na dziecko, na którego potrafiły skoczyć czy zacząć dziobać.

A to zimowa fotka lądującego już koguta liliputa. Zazwyczaj siadały na drewnianym kołku od ogrodzenia, takiego typowego budowlanego stempla i wypatrywały ,,obcych" na niebie i często niespodziewanie sfruwały z niego przelatując znaczny odcinek działki, lecąc ku nam w oczekiwaniu na karmienie.
Dwa ostatnie zdjęcia to nie naszych liliputów, serdecznych znajomych od których właśnie dostaliśmy pierwsze nasze. Wstawię fotkę dla pokazania przeróżnej kolorystyki tego gatunku.
Piękne, prawda? :)
Dwa ostatnie zdjęcia to nie naszych liliputów, serdecznych znajomych od których właśnie dostaliśmy pierwsze nasze. Wstawię fotkę dla pokazania przeróżnej kolorystyki tego gatunku.
Piękne, prawda? :)
A za liliputy ktoś inny się pojawił?
OdpowiedzUsuńO tak :))))) Ale o tym w kolejnych postach napiszę :) Ogromnie mi miło, że Pani do mnie zagląda :)
OdpowiedzUsuńCzekam na dalszy ciąg opowieści podwórkowych - czytelnik
OdpowiedzUsuńpozdrawiam
zawsze wieczorem zaglądam tutaj i czytam ...moje klimaty :)
OdpowiedzUsuńBardzo mi miło :)))) Ogromnie się cieszę, że podoba się moja ,,pisaninia"
OdpowiedzUsuńBędziesz moją ekspertką od kurek . Liczę na wsparcie .
OdpowiedzUsuńNie ma sprawy, chętnie pomagam :)))
UsuńZapraszam również na mój blog, gdzie piszę między innymi o kwoczeniu kur jak i całym życiu na wsi. Link do posta o kwoczeniu: zagrodaskraweknieba.blogspot.com/2022/03/kwoczenie-co-musisz-wiedziec.html
OdpowiedzUsuń