Jak się tak teraz zastanawiam przywołując te wszystkie obrazy z pamięci, dochodzę do zaskakującego dla mnie wniosku, że wszystkie zwierzęta tamtego okresu, które ze mną zamieszkały pojawiły się w moim życiu z przypadku bądź z tzw. ,,potrzeby serca" ofiarowania nowego domu, nowego opiekuna.
Wydarte egzotyczne zwierzęta ze swego naturalnego środowiska nie mają żadnych szans na przetrwanie, dopiero urodzone w niewoli dzieci widzą pewne ,,światełko w tunelu" ale muszą mieć szczęście jak my wszyscy na tym świecie, aby osiąść gdzieś szczęśliwie już na początku bądź po długiej, ciężkiej tułaczce, nie wiedząc zupełnie o co chodzi i jakie panują zasady na tym ludzkim świecie. Że są chwilową zachcianką, kaprysem czy nieprzemyślanym prezentem... jakie to okrutne, kiedy nam ludziom zdarza się być czyjąś zabawką, czyimś kaprysem jedynie... i tak właśnie postrzegam wszystkie zwierzęta, szczególnie te egzotyczne, które same się tutaj do nas nie pchały. I to przeświadczenie zapoczątkowało mój skromny zbiór, jakby to tak określić, przeróżnych stworzeń pojawiających się niespodziewanie i z przypadku w moim życiu i w moim domu.
I wszystkim starałam się zapewnić godne życie bądź znaleźć im bezpieczne schronienie na resztę swoich dni u osób godnych zaufania i odpowiedzialnych. Tak było w przypadku papużki, która zamieszkała z nami, ale ze względu na to, że Filutek zaczął podłapywać od niej dźwięki i znacznie udoskonalił swój czysty trel kanarkowy i z obawy, że nowe dźwięki, które muszą być dla niego czymś fantastycznym i urzekającym mogą znacznie wpłynąć na jego śpiew, powędrowała do mojej serdecznej przyjaciółki.
I wszystkim starałam się zapewnić godne życie bądź znaleźć im bezpieczne schronienie na resztę swoich dni u osób godnych zaufania i odpowiedzialnych. Tak było w przypadku papużki, która zamieszkała z nami, ale ze względu na to, że Filutek zaczął podłapywać od niej dźwięki i znacznie udoskonalił swój czysty trel kanarkowy i z obawy, że nowe dźwięki, które muszą być dla niego czymś fantastycznym i urzekającym mogą znacznie wpłynąć na jego śpiew, powędrowała do mojej serdecznej przyjaciółki.
Przeprowadziłam się tutaj, do wielkiego domu usychając z tęsknoty za światem, próbując odnaleźć się w tym molochu, który kojarzył mi się tylko z przeogromną przestrzenią do sprzątania i pewnego dnia, stojąc na środku 40-paro metrowego salonu, patrząc jak dziecko na łóżeczku śpi, poczułam ogromną potrzebę wypełnienia tego domu, makabrycznie cichego domu, jaki mi się zdawał po mieszkaniu w bloku, w którym coś gdzieś huczało, brzęczało, stukało, słowem tętniło życiem, zapomnianym już ptasim głosem i ich samą w sobie radosną osobowością. Jak to ja, zaczęłam to rozważać. Mimo doświadczenia w opiece musiałam mieć pewność, że jestem gotowa na sprawowanie opieki nad nowym zwierzęciem. Kilkakrotnie nawet wstąpiłam do przypadkowo spotkanych sklepów zoologicznych i wpatrywałam się w ptaszki, oglądałam nowy, nieznany mi asortyment dla nich. Przez te kilka lat ogromnie się wzbogacił a przede wszystkim zmienił. Przejrzałam ogłoszenia w necie. Sama umieściłam ogłoszenie o zaopiekowaniu się. Ale to wszystko było takie jakieś zamglone, czułam, że zawisło nieruchomo w jakimś oczekiwaniu? Na co? Na kogo?
Kiedy latał widać było, że ląduje tam skąd będzie miał doskonały widok na klatkę i na siedzącą w niej Pufcię, a ta nie spuszczała z niego oka, nawet podczas latania, były ze sobą w ciągłym kontakcie dźwiękowym.
Pewnego razu podczas swoich radosnych lotów mąż go wystraszył. Damek usiadł na jego głowie a mąż zaskoczony tym zajściem bezwiednie krzykną. Rzeczywiście należy to do dość rzadkich doświadczeń jakie ma okazje mieć człowiek. W każdym razie, Damek stał się bardziej uważny na to gdzie bądź na czym decyduje się lądować. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że była to najprawdopodobniej matka z synem. Nie mam dokładnie pewności ani doświadczeń na tym polu są to jedynie moje przypuszczenia, bo prócz ogromnej dawki czułości nigdy nie posunęli się do czegoś więcej co też zauważyła poprzednia ich opiekunka, dając wręcz Damkowi - sztuczną towarzyszkę życia, do której już podchodził inaczej. Ja poszłam dalej a mianowicie sprowadziłam do domu żywą partnerkę, mając nadzieję, że życie erotyczne Damka nabierze bardziej realnych kształtów. Pojawiła się u nas zielona papużka falista.
Tym razem zakup był zupełnie spontaniczny, chociaż na pewno ważne było to, że przypominała mi Karolcie. Nie wiem czy to różnorodna dieta jaką każde zwierzę otrzymuje w tym domu, czy przestrzeń, czy czas,
Dubel:
OdpowiedzUsuńPiękna historia. Jedni wyszukują antyki a inni wyszukują zwierzęta w potrzebie :)
W sumie...;)
Usuń
OdpowiedzUsuńJuż jestem i powoli nadrabiam zaległości. Jak poznaje Twoje kolejne wpisy, to tak jak napisała wcześniej Basia, "czyta się je jak najlepszą książkę" i trudno się z nią nie zgodzić. Lekkość z jaką piszesz i to w jak niezwykły sposób odsłaniasz tę codzienność sprawia, że z niecierpliwością czeka się na kolejnego posta. Papużki cudne. Pozdrawiam
przez 15 lat hodowałam ptaki egzotyczne ale jakoś ten rozdział już został zamknięty 2 lata temu.A papuzki sliczne
OdpowiedzUsuńSzmat czasu, u mnie przerwa była właśnie z naście lat... i znów zatęskniłam :)
Usuńmieć prywatne trele w salonie . fajnie .Tylko te koty....
OdpowiedzUsuń