Obserwatorzy

poniedziałek, 20 marca 2017

Nowy kogutek

Wiosna to okres, w którym cieszy nas najdrobniejszy kwiatek, pączek, owad i chyba dlatego tak bardzo lubię tę porę roku. To moja ulubiona. Wydaje mi się, że cała przyroda cieszy się z końca zimy. Poranek jest dużo piękniejszy od zimowego w dodatku jak się nie ma miejskiego centralnego ogrzewania i aby mieć ciepło w domu to trzeba wielki piec rozpalić. Nie jestem miłośniczką palenia w piecu i rozkoszowania się widokiem rozpalanego ognia jak miałam możliwość usłyszeć wielokrotnie w programie ,,Daleko od miasta". Nie mamy ogrzewania gazowego bo wielka butla stojąca nieopodal burzyłaby moje poczucie bezpieczeństwa. Ale ja nie o tym chciałam napisać. 

Ostatnio sporo mówię  o kurach,  ale dlatego,  że  są  pod  ręką.  Teraz  wręcz  wypuszczane są na cały teren działki w celach  oczyszczania ziemi.  Brudzą  okrutnie ale cóż poradzić. Zrobi się cieplej, bardziej zielono to będą siedziały na swoim kurzym wybiegu. Wiosna to ich czas chodzenia po działce i oczyszczania gleby. W wielu gospodarstwach pojawiają się już pierwsze kurczaki u nas zdecydowanie za wcześnie. Ale za to mamy nowego kogutka. Niestety nie jest potomkiem naszego rodzynka z poprzedniego stada, ale niewykluczone, że jednak są ze sobą spokrewnieni, bo my  ogólnie bierzemy od jednego hodowcy drobiu. A nasz pierwszy kogutek był właśnie jarzębaty ale dużo ciemniejszy. Jeszcze nie mieliśmy jasno jarzębatego koguta, więc jest to pewna miła odmiana na podwórzu.
z tyłu
Ciekawa jestem jego charakteru, bo jest niespodziewanie cichy i spokojny, ale to może ja za mało przebywam na podwórzu. Nowy kogutek przybył do nas zeszłej wiosny wraz z resztą kurczaczków i szczęśliwie został podrzucony kwoce. Pisałam o tym tutaj. I tym sposobem z 12 kurczaków jeden okazał się chłopakiem co nas bardzo cieszy, bo za dużo kogutów to tylko kłopot. Nasz stary kogutek na razie spokojnie podchodzi do młodzieńca. 
Przy okazji pisania tego postu uświadomiliśmy sobie z mężem, że naturalna dojrzałość kur do konkretnych rozmiarów spożywczych wynosi tak mniej więcej 6-8 miesięcy. Więc jakimi świnstwami są pędzone w fermach pod sprzedaż, kiedy ich przyrost do sprzedaży wynosi 4-6 tygodni? A potem my tę całą chemię i substancje wzrostu zjadamy. 

Pozdrawiam Wszystkich bardzo serdecznie :)

19 komentarzy:

  1. Zjadamy nie tylko hormony, ale też antybiotyki i sterydy. W zeszłym roku miałam możliwość zjeść kurczaka bez tych dobrodziejstw... i przypomniałam sobie dzieciństwo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okropność, że takie produkty normalnie są, wszyscy o tym wiedzą i jest niby OK :/

      Usuń
  2. Boję się już wszystkiego jeść! Ale na szczęście mamy zaprzyjaźnionego rolnika amatora, który żyje tak jak kiedyś ludzie na wsi i od niego zaopatrujemy się w żywność. To jest nie do ogarnięcia jak bardzo różnią się wyglądem i smakiem te przecież podstawowe produkty do spożycia! Nie wiem dlaczego ludzie, ludzi trują a może wiem i wszystko kręci się wokół chęci zysku! Uściski Agatko ślę i uściskaj ode mnie szczęśliwe kury o ile na to pozwolą...kogutka lepiej nie bo mam uraz do wszelakich kogutów...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozumiem dlaczego ludzi produkują takie niezdrowe produkty. Tyle się mówi o środowisku, zdrowiu a w tak ważnej kwestii robi się takie rzeczy.
      Dziękuję za uściski dla siebie i dla kurek, przekażę :D

      Usuń
    2. Agatku, bo w dzisiejszym świecie liczy się zysk, rachunek ekonomiczny, a że potem ludzie chorują? kogo to obchodzi? pozdrawiam.

      Usuń
    3. Niestety... tylko w takim razie dlaczego przejmujemy się chorymi dziećmi? - to taki sarkazm. Bo przede wszystkim cierpią nowe pokolenia ludzi, a jesteśmy coraz słabsi. Co z tego, że żyjemy dłużej, jak wydłuża się czas chorego człowieka a nie zdrowego :/

      Usuń
  3. Agatko niezmiennie lubię Twoje stadko. Marzę o takich kurkach. Może kiedyś. Ja tak uprzedziłam się do kurczaków kupowanych w sklepie, że niemalże wyeliminowałam je z jadłospisu. Udaje nam się niekiedy kupić u znajomych i ten kurczak w niczym nie przypomina tych nafaszerowanych chemią, antybiotykami i czymś tam jeszcze. Kotek Uroczy. Pozdrawiam:):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy swoje ale też kupujemy, rzadziej... ale też.

      Usuń
  4. O super, że wychowałaś sobie kogutka i słodkiego kocurka, hehe Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy słodki to się dopiero okaże :D

      Usuń
  5. Bardzo lubię czytać Twoje opowieści. Nie mam szans na wąłsne kury więc tym bardziej ciekawie się czyta ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że mogę Tobie sprawić przyjemność moimi opowiadaniami :)

      Usuń
  6. Mieliśmy kiedyś takiego koguta, To był bardzo niebezpieczny osobnik . Nic nie pomagało, trzeba go było zlikwidować. Pozdrawiam serdecznie-;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że będzie łagodny :)

      Usuń
  7. Żeby tylko kawaler zdrowo się chował. Też się czasami zastanawiam, czym faszerowane są zwierzęta hodowlane, skoro tak szybko dojrzewają. I co wraz z ich mięsem i wyrobami trafia do naszego organizmu. Nawet "hodowle ekologiczne" są ekologiczne tylko z nazwy. Ale to są chyba już znaki obecnych czasów.

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja jestem pełna obaw jak mój kogut bedzie znosił maleństwa.Jest taki wredny. Podarł mi dzinsowe spodnie. wyobrażasz sobie jaka to siła w tych pazurach. nie daj boże ,żeby dopadł jakiegoś dzieciaka.Dlatego siedzą w zagrodzie jak nie jestem na ogrodzie. A jak jestem to chodzę z kijem chociaż najlepsza jest parasolka. gdy ją otwieram to wieje bo mysli głupek ,że mam taki wielki kołnierz. Menda z niego ale nie zjadłabym go za nic.Ja w ogóle mięso to tak średnio . Mogłabym w zasadzie nie jadać .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och... mnie się jeszcze nie trafił groźny kogut, szkoda, że masz takie z nim przeboje.

      Usuń
  9. Nasz kogut bardzo opiekuńczy jest, nikt mu specjalnie nie wchodzi w drogę więc nie wiem czy groźny... :)

    a kogutki, to lubimy obiadowo, róznią się kształtem kości od kur, ale pyszne to mięsko. :)

    OdpowiedzUsuń