Obserwatorzy

niedziela, 26 marca 2017

Kuku ryku raz jeszcze

Stary kogut i młody kogut... więc razem mamy trzy koguty. Coś nie tak z moją matematyką? Ależ skąd. To nasze kurczaki zrobiły nam psikusa. Dziwiłam się jak ten młody kogut  jest szybki i tak go wszędzie pełno. Gdzie nie spojrzę to jest, dokąd nie pójdę to jest albo zaraz  się  pojawi.  Okazało się, że mamy  dwa   młode  jarzębate   i tak  do siebie podobne, że jeżeli  nie  będą się różnić ozdobnym  ogonem  to ich nie rozpoznamy.  Jakież było moje zdziwienie,
kiedy pewnego dnia doznałam ,,rozdwojenia kogucikowego" (nystagmus), kiedy oba biegły do mnie z różnych stron. Jak skwitował małżonek, moja mina ,,była przednia" (My face was stupid.). Dawno mnie tak nikt nie zaskoczył. 
Przechodząc koło wybiegu kurnikowego i słuchając dość głośnego piania koguta seniora, uzmysłowiłam sobie, że nie wyobrażam sobie żadnej wsi bez tego dźwięku a świat bez kogutów byłby smutny i jakiś wybrakowany. Nie wiem jak bardzo krowie muczenie jest symbolem wsi ale kogucie pianie na pewno. 

Ciekawe co by powiedział nasz stary kogut jak by wiedział, że od momentu pojawienia się następnych chłopaków w stadzie on stał się seniorem. Chyba ostro by nas pogonił.  W każdym razie zdrowo i donoście pieje, czasami aż za głośno,bo aż w uszach dudni i serce mocniej zaczyna bić jak stoi gdzieś w pobliżu. Przykazałam bliźniakom uważnie słuchać i się uczyć. Chłopaki są niespodziewanie bardzo spokojni, ku memu zaskoczeniu chodzą za mną prawie że przy nodze. Ogromnie przypominają mi z zachowania tego pierwszego. Każdy z trójki ma swój harem i to raczej  kury  same  się  pilnują  niż  oni je. I widzę, że każdy z nich preferuje inne miejsca na działce, ciekawe co to będzie, kiedy zostaną zamknięci na jednym wybiegu bo jednak trochę senior ich sobie układa. Hierarchia musi być zachowana w stadzie. Patrząc na koguta seniora to sprawia wrażenie, jakby dramatyczne zdarzenia sprzed kilku lat całkowicie się zamazały a stado złożone z jednostek z różnych gospodarstw stworzyło własne środowisko i własne stado. Obserwując kogutki mogę jednak powiedzieć, że jest coś co je różni. Różnią się charakterem. Jeden z nich jest bardzo nieśmiały i zachowuje pewien dystans, drugi jeśli nawet nie odważny to na pewno ciekawski i wszędzie stara się swój dziób wstawić i biegnie wszędzie tam gdzie coś się dzieje. 


Jeśli chodzi o naukę piania to nie musiałam długo czekać na rezultat moich słów. Jakie te kogutki mądre! Już nazajutrz (next day) Jeden z kogutków chodził za mną krok w krok. Bardzo ufny jest i taki towarzyski. Pieliłam waśnie wiosenną rabatę, kiedy zaczął piać. Głośno i perfekcyjnie. Kacper stojący obok na wybiegu aż podskoczył spłoszony gwałtownym dźwiękiem a ja nie mogłam wyjść z podziwu jak pięknie ku ku rykował. Normalnie duma mnie rozpierała. I znów tak jak najczęściej, mój zapiał, potem sąsiada kogut, mój, i sąsiada... jakby to był jakiś kod, przedpołudniowy rytuał komunikowania się. Nie wiem... Ale wiem na pewno, że nie jest to przypadkowe i każde z nich czeka aż ten drugi zapieje. Nie wiem na ile powinnam czuć się dumna, że mój to duetowe pianie zakończył i sąsiada już umilkł. Ach! te koguty...
I który jest który? Robiąc zdjęcia to wiem po kolejności, któremu robiłam, ale tak to jeszcze nie umiem ich rozróżnić. Dobrze, że kury rozróżniają.




Nieustająco ślę promienie słoneczne we wszystkie strony świata. Wczorajszy zachód słońca... pierwszy tego roku. Aż człowiek na nowo zakochuje się w tak pięknym zjawisku.





Pozdrawiam i życzę miłego i pełnego słońca dnia :)

20 komentarzy:

  1. Nawet jeżeli bliźniacy, to muszą się czymś różnić :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rzeczywiście, możesz być dumna. W przeciwieństwie do mnie. Moja kwoczce odwidziało się macierzyństwo. Kogut ją tak zabajerował ,że po spacerku z nim nie chciała już wrócić na gniazdo. A tyle sięmartwiłam jak ja sobie poradzęz tym przybytkiem.Szkoda mi jednak tych maleństw.Mój kogut też się przekrzykuje z sąsiadem. Mojąhodowlę chyba glównie założyłam nawet nie tyle dla jaj co dla piania koguta. Masz rację ,co to za wieś ,gdy nie słychać w niej kukurykania.

    OdpowiedzUsuń
  3. A u mnie kukurykują tylko koty, he, he. Za to u gdzieś w sąsiedztwie dalszym są kurki, czasem słyszę z daleka ten luby dźwięk ( też lubię piania kogucie, podobnie jak wieczorne psie naszczekiwania ). :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. też się rozczulałam nad pianiem koguta... to taki wiosenny przejaw chyba... zresztą całkiem sympatyczny...

    OdpowiedzUsuń
  5. Wciągnęłaś mnie w swoją kogucikową opowieść !! Pianie kogutów jest jednym z moich najpiękniejszych wspomnień z dzieciństwa ! Chciałabym aby u mnie ktoś/coś piało, niestety nikt z sąsiadów nie posiada kurzego stadka !
    Kocham ptaki, te domowe też !!
    Pozdrawiam wiosennie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zachód słońca zachwycający !!!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Niestety odgłosy koguta na wsi są teraz bardzo rzadkie, a przecież to taka wdzięczna wizytówka polskiej wsi:)
    Twoje koguciki muszą być bardzo pewne siebie w swoim towarzystwie.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Twins! They will keep you guessing. Beautiful birds. Love to hear chickens cluck and the roosters crow. Miss them from when I was young on my parents' farm.

    OdpowiedzUsuń
  9. Pięknie opisujesz te swoje ptaki, jestem pod wrażeniem.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale masz wesoło, zazdroszczę :-))

    OdpowiedzUsuń
  11. Pamiętam,jak moja śp.Babcia kupiła koguta (niby na rosół,bo wtedy nie było takich kurczaków w sklepie ,jak są teraz)i tak tego kogutka polubiła i hodowała,że wyrósł z niego wielki kogut.Był tak oswojony jak piesek.Nawet spał w nocy na poręczy łóżka.A rano jak zapiał,to wujek (czyli Jej syn,który mieszkał z Babcią tymczasowo)zrywał się na równe nogi i złościł się okrutnie.
    A jak święcone było u nas w domu,to Babcia przyjeżdżała z kogutkiem taksówką.Nie pamiętam jak się zakończyła ta przyjaźń,ale teraz wspominam czule.Pozdrawiam M

    OdpowiedzUsuń
  12. A może słoiczek z kogutkiem mogę Ci sprezentować? :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Fajne kurczaki i koguty. U mojej babci kiedys byly rajskie koguciki,pialy juz ok 4 rano. Piekne i kolorowe :) Pozdrawiam An.

    OdpowiedzUsuń
  14. Brawo nauczycielko koguciego piania. A wiesz, że coraz częściej spotykam się z wsiami, w których nie ma ani jednego koguta? Smutno, i tak jakoś cicho. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  15. Jaka szkoda,że u nas w pobliżu nie ma kogutów. Mimo, że to wieś jakoś u nikogo nie widać kur. Pianie kogutów to piękne wspomnienia z mojego dzieciństwa. U Ciebie jest to co kocham odgłosy prawdziwej wsi. Tak chętnie tu bywam:):):)

    OdpowiedzUsuń
  16. Fajne opowieści kukurykowe:)pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  17. No cóż, jadłam wczoraj rosół, toć i wzruszyłam się tym postem ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. Fajna opowieść z tymi kogutkami :-). Dawno nie słyszałam ich "śpiewu" ;-). Dziś, siedząc na balkonie, usłyszałam pierwszy raz kopciuszki ale nie udało mi się zrobić im zdjęcia. Pewnie jeszcze nie raz będzie okazja. Co roku wyprowadzają troje, czworo młodych. To taka przyjemność obserwować te ptaszki! Pewnie kurki też cieszyłyby moje oczy :-).

    OdpowiedzUsuń
  19. Swietna kogucia i kurza rodzinka. Tak ładnie o nich piszesz, jak przystało na rodzinne koligacje:) Ciepły post i troszke Ci zazdroszcze tego stadka. Chciałam kupic w tym roku parkę gęsi, ale niestety muszę poczekac do nastepnego roku. Tak nam życie płata figle, czasem te figle są dość nieprzyjemne:)
    Ciepłe, wiosenne pozdrowienia zostawiam.

    OdpowiedzUsuń