Obserwatorzy

czwartek, 12 maja 2016

Czas mija na pieleniu...

Tekst napisany 8 maja w niedzielę. Liczyłam, że uda mi się zrobić jakieś zdjęcia, albo coś jeszcze dopiszę, ale nie ma kiedy. Po deszczach wszystko bujnie ruszyło w górę - chwasty też, więc pielę... pielę... i pielę i końca tego nie widać. W takich chwilach zastanawiam się po co mi tyle rabat. Mniej rabat = mniej pielenia. Ale nic to... Pielenie wzmacnia ducha ogrodnictwa i na pewno usprawnia mięśnie dłoni i palców, które dla pani zbliżającej się do pięćdziesiątki na pewno się przyda. Dużo? Moja Babcia dożyła 96 lat, w wieku 70 lat jeździła do kościoła na rowerze. I wiecie co, ja w ogóle tej zbliżającej się ,,5 z przodu" wcale nie odczuwam. Czuję się rześko, lekko a przede wszystkim młodo.  - to taka jakaś myśl się zakręciła o poranku, po przeczytaniu pewnego wpisu pod poprzednim postem, który spowodował lawinę myśli w mej głowie.

niedziela, 8 maja 2016

Bardzo Wam dziękuję

Zadumałam się Kochani nad waszymi komentarzami w poprzednim poście. Przyznam się, że znów interpretacja i odbiór mojego posta, mnie zaskoczyła poniekąd. Poniekąd, bo w jakiś sposób już się do tego przyzwyczaiłam, gdyż co i róż w świecie netowym zahaczałam o wątek mojego mieszkania na wsi a tęsknoty za miastem. Poprzedni post był swego rodzaju podsumowaniem, uchwyceniem pewnej myśli, nawet może i rozczarowania? Wspomnienie rozmów z Babcią... Myśli zapisane słowami. Bardzo Wam dziękuję, za te wszystkie słowa, bo świadczą o tym, że polubiliście mnie, tak jak ja polubiłam Was i stanowimy pewną część bliskich znajomych, może nawet i przyjaciół i staramy się siebie nawzajem wspierać, pomagać sobie, pocieszać. To jest przepiękne, bo przecież się nie widzimy, nie znamy... to piękna wieź, zażyłość, przyjaźń na poziomie duchowym. Mnie osobiście to zawsze wzrusza i może właśnie dlatego jestem w necie. Bardzo Wam dziękuję za tę netową przyjaźń.

czwartek, 5 maja 2016

Rozterki, sad i nowy mieszkaniec

Czy mieszkamy na wsi czy w mieście, doświadczamy dobrych i złych rzeczy. Jedno bez drugiego nie mogłoby istnieć, bo nie umielibyśmy ich rozróżniać. Może te złe mogłyby przybierać bardziej łagodne postacie aby mniej smutku i goryczy odczuwać. Opierając się na moich własnych życiowych doświadczeniach mogę napisać, że więcej tej huśtawy różnych zdarzeń doświadczam na wsi. W mieście miałam iście sielankowe życie. Nigdzie nie doświadczyłam tylu smutku przez straty zwierząt (Kacperek żyje) i rozczarowań. Może dlatego, że ruszyliśmy na tę wieś niczym ,,z motyką na słońce" (mindless) Samo osiedlenie się w domku jednorodzinnym wśród gołych pól zakrawało na jakiś żart u rodowitego mieszkańca bloku i wszelkich wygód osiedlowych, a co dopiero przerobienie działki na wiejską zagrodę i ściągnięcie zwierząt wiejskich. Człek się na stara, na robi a potem przyjdzie lis, albo pies albo choroba jakaś i tylko kłopoty i kłopoty i jedne troski za drugimi. Moja śp. Babcia zawsze kiwała głową i mówiła mi ,,i po co ci to?" Zawsze odpowiadałam jej ze śmiechem ,,ojej Babciu..." i roztaczałam uroki swojej miejskiej fantazji i na głos snułam plany uzbrojona w ekologiczne ideały, które zrodziły się w mojej głowie nie wiedzieć skąd i gdzie ale za pewne podczas pobytu na wsi u tejże Babci i podczas różnych prac z nią w jej obejściu. Dziś gdyby się zapytała, odpowiedziałabym  - nie wiem.

wtorek, 3 maja 2016

Kolorowe berberysy

Kochani bardzo dziękuję za troskę, za takie wspólne łączenie się w kłopotach, to naprawdę dodaje otuchy i ogromnie wspiera. O Kacperku jeszcze nic nie mogę powiedzieć, ani w jedną, ani w drugą stronę. Niby weterynarz po oględzinach stwierdził, że będzie dobrze, nic nie trzeba było szyć, mimo, że ślady po psich zębach są, popsikał czymś tam, dał antybiotyk, drugi czeka w chłodnym miejscu na podanie przez nas jutro. Niby wychodzi na dwór... dziś nie chciał. Miałam już go zostawić w jego szopce ale coś podpowiadało mi, że jak tak będzie leżał to na bank ,,odejdzie", że trzeba mu bodźca do życia, do zdrowienia, więc namówiłam go na wyjście i wyszedł, nawet dość sprawnie i dziarsko. Ale porównując jego zachowanie wczoraj do dzisiejszego to jest znaczne pogorszenie. Nie bardzo chce pić, słabiej je... częściej się kładzie... Obserwujemy go. 

Ja siedzę w truskawkach... nie wiem czy o tym pisałam. Kiedy mam kłopot, strapienie, problem to pielę truskawki. Wiele osób, które mnie odwiedzały stukały się w czoło, że poletko truskawek mam tak nie-wygodnie prowadzone, że muszę je ciągle odchwaszczać. Ale to dla mnie terapia. Mój tata, kiedy mnie odwiedza to od razu idzie na poletko truskawek i już wszystko wie. Na dniach poletko będzie niewiarygodnie pięknie wypielone... Tylko dzisiaj jest gorąco. Pielenie zaczęłam z rana i właśnie musiałam wrócić bo parzy. Lato! Jak z lekka zelży to wrócę do truskawek. Dom też w miarę szybko ogarnęłam jeśli chodzi o część ogólnie użytkową, zawsze zostaje bezkres piwnicy a jeśli tego będzie za mało, to strych. Na razie pielę... Może sięgnę i po kosiarkę? Muszę czymś wypełnić myśli...
Na fotkach są berberysy, tworzę z nich kolory na rabatach. Odmiany mają liście w kolorach zieleni, żółci i purpury i tworząc z nich kompozycję można uzyskać ciekawy efekt bez sadzenia kwiatów, szczególnie jak ma się kozulę często urywającą się i radośnie brykającą po całej działce. One nawet sprawiają wrażenie, że lubią jak je z lekka skubnie tu i ówdzie. 

poniedziałek, 2 maja 2016

Pogryziony Kacper

Mam nadzieję, że macie przyjemniejszą majówkę od nas. Pogodę mamy brzydką, ale dzięki temu dzisiaj będę robiła porządki w domu, ale i z powodu nerwów. Pasące się na łące kozy zostały zaatakowane przez psy pobliskich mieszkańców. Zdarza się. Ale podczas rozmowy z jednymi z właścicieli usłyszeliśmy, że ,,przygarnęli tego psa i to już samo w sobie jest wystarczające co dla niego zrobili i nic więcej nie zamierzają robić."  Nie wiem skąd są, pewnie z miasta, ale ja jestem z miasta, jestem Warszawianką i powiem, że to nie ,,miasto" czyni z ludzi idiotów. Idiotą można być bez względu na pochodzenie. Kiedy ma się psa to się za niego odpowiada, to się go pilnuje. Nie może pies biegać bezkarnie po polach i łąkach.  Nie można sobie zafundować majówki na świeżym powietrzu i swojemu pupilkowi kosztem innych ludzi. Gdzie rozum?
Tak samo jak widuję, jak właściciele piesków mimo dużego ogrodu wokół domu (nowo pobudowani), wychodzą z tym pieskiem na spacerek na tzw siusiu i puszczają go luzem na pole. Pole to nie park ogólnodostępny, to często pastwiska dla bydła i gospodarz nie chce mieć kup psich na pastwisku dla własnych zwierząt. Nie łazi się jak ta krowa po cudzym polu, bo to nie skwerek czy deptak. Ludzie!!!!! Jak się wchodzi między wrony to się kracze jak i one - stare powiedzenie, jak się wyprowadza z miasta na wieś, czy między gospodarstwa to się dostosowuje do otoczenia a nie wnosi się swoje miejskie nawyki, bo głupota kosztuje i to bardzo dużo. Nie tylko życie zwierzęcia ale i wali po portfelu za zadośćuczynienie. A w takiej sytuacji, wszyscy natychmiast szukają bandziora, bo na wsiach się każdego psa zna i pamięta gdzie mieszka. 

Będę Was informować o stanie zdrowia Kacperka...

Na razie się trzyma, obandażony czeka na wizytę weta. Przez telefon dostaliśmy instrukcję jak zatamować krew i co robić. Powiem Wam, że jeszcze do siebie nie przyszłam... jak dobiegłam do niego, jak zobaczyłam jego stan...zaciskałam jego szyję rękoma nim nadeszli inni. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że w sumie nie jest tak źle jak wygląda. Uratowała Kacpra gruba sierść i skórzana obroża i to, że wcisnął się pomiędzy drzewa brzozowe i te psióry tak nie miały do niego dostępu.

czwartek, 28 kwietnia 2016

Wiosenny deszcz

Pada... pada... pada... Mnie to akurat cieszy. Cieszy szczególnie teraz wiosną i mimo, że rok rocznie moja działka zamieniała się w grzęzawiska i mokradła, nadal cieszyłam się z opadów deszczu. Wariatka? Nie... To miłość do natury. Widzę, po swoich drzewach jak strzeliły zielenią po kilku opadach deszczu, a ile deszczu potrzebuje las? Las potrzebuje bardzo... bardzo... bardzo dużo wody, spadającej z nieba. Aby każde drzewo zaspokoiło swoje wiosenne pragnienie musi lać niczym z pompy albo ciurkiem, albo obficie, albo po prostu często. Więc wiosną deszcze mają u mnie ogromną tolerancję i nie marudzę. A pas lasu, który mogę podziwiać z tarasu cudnie się zazielenił i to w ciągu tego miesiąca. Zielona ściana górująca nad polami... piękny widok. A jakie wspaniałe dźwięki ptasich odgłosów dolatują do mnie z lasu, cały przepełniony jest ptasim szczęściem.




Miłego dnia życzę wszystkim szczególnie przy deszczowej pogodzie :)

niedziela, 24 kwietnia 2016

Jaka by nie była pogoda to cieszymy się wiosną

Znalazłam już na blogu jedno zdjęcie z zeszłego roku z mleczem. Tym razem zrobiłam w innym miejscu, przy sadzie. Drzewa owocowe nie bardzo się rozrastają i mimo posiadania już kilku  lat, nadal są mizernego wyglądu. Przez to sad wygląda jakby był sadem młodziutkim... w każdym razie mlecz tutaj rośnie dorodnie i obficie. Odkąd przestaliśmy kosić wokół drzew owocowych, misy zupełnie nie zdały egzaminu u nas i pozwoliliśmy panoszyć się mleczowi to zaczęły nasze drzewa, skromnie ale owocować. Ktoś kiedyś pięknie napisał, że nawet jak będzie drzewo oblepione kwiatami a nic ich nie zapyli to nie będzie i tak owoców. Bardzo mądre słowa. Uwielbiam zielone dywany z żółtymi kropeczkami. To obraz trawników we wszystkich większych i szanujących się parkach w Warszawie, przynajmniej za czasów mojego dzieciństwa i młodości, ale to też miejsca zielone i takie dzikie pastwiska u babci na wsi, po których się biegało i bawiło. Dywan stokrotek nie wywiera na mnie takiego wrażenia jak mlecze. Rozpisałam się o sadzie, ale i tak go nie widać na zdjęciu bo robiłam fotkę mleczom i mojemu ekologicznemu trawnikowi. Prostota natury najbardziej mnie zachwyca nie mówiąc już o samej Matce Naturze.