Obserwatorzy

czwartek, 5 maja 2016

Rozterki, sad i nowy mieszkaniec

Czy mieszkamy na wsi czy w mieście, doświadczamy dobrych i złych rzeczy. Jedno bez drugiego nie mogłoby istnieć, bo nie umielibyśmy ich rozróżniać. Może te złe mogłyby przybierać bardziej łagodne postacie aby mniej smutku i goryczy odczuwać. Opierając się na moich własnych życiowych doświadczeniach mogę napisać, że więcej tej huśtawy różnych zdarzeń doświadczam na wsi. W mieście miałam iście sielankowe życie. Nigdzie nie doświadczyłam tylu smutku przez straty zwierząt (Kacperek żyje) i rozczarowań. Może dlatego, że ruszyliśmy na tę wieś niczym ,,z motyką na słońce" (mindless) Samo osiedlenie się w domku jednorodzinnym wśród gołych pól zakrawało na jakiś żart u rodowitego mieszkańca bloku i wszelkich wygód osiedlowych, a co dopiero przerobienie działki na wiejską zagrodę i ściągnięcie zwierząt wiejskich. Człek się na stara, na robi a potem przyjdzie lis, albo pies albo choroba jakaś i tylko kłopoty i kłopoty i jedne troski za drugimi. Moja śp. Babcia zawsze kiwała głową i mówiła mi ,,i po co ci to?" Zawsze odpowiadałam jej ze śmiechem ,,ojej Babciu..." i roztaczałam uroki swojej miejskiej fantazji i na głos snułam plany uzbrojona w ekologiczne ideały, które zrodziły się w mojej głowie nie wiedzieć skąd i gdzie ale za pewne podczas pobytu na wsi u tejże Babci i podczas różnych prac z nią w jej obejściu. Dziś gdyby się zapytała, odpowiedziałabym  - nie wiem.


Wczoraj stanęłam na podjeździe i omiotłam wzrokiem działkę i zastanawiałam się, czy rzeczywiście jest warta tej całej ,,huśtawy różnych splotów zdarzeń" Jak długo będę tu jeszcze tkwić i udawać kogoś kim nie jestem? Gdybyśmy nigdy tu nie zamieszkali to nigdy bym nie poczuła bólu po stracie całego stada kur, które mieliśmy już od kilku ładnych lat, ostatni majowy weekend minął by mi na jakimś wypadzie do ogrodu botanicznego, parku czy nawet na wieś do rodziny, a nie na poszukiwaniu weterynarza i ratowaniu własnego koziołka.  A nawet gdybyśmy tutaj byli ale bez tych zwierząt to po prostu kosiłabym sobie trawę, przycinała róże i może poleżała na hamaku? Zorganizowała z sąsiadami grilla? Czasami zastanawiam się po co mi ten sad i warzywnik... ale idąc tak dalej myślami, to po co mi ta przestrzeń, działka, trawnik, róże i dom... Wpadłam z tą ekologią jak przysłowiowa śliwa w kompot. A jak już o kompocie to popijając go w weekend z własnych mirabelek i patrząc na kwiaty w sadzie poczułam siłę natury - znów zatoczyła pełne koło, na nowo obudzona po zimowym odpoczynku, kwitnie i będzie rodzić owoce, aby kolejne koło istnienia tej planety zatoczyć. I ja jestem jej częścią. Ja... ludzik z tak śmiesznym czasem życia podług istnienia przyrody, a tak ważnym dla  niej. Stałam w sadzie i nasłuchiwałam brzęczenia owadów. Przyleciały tutaj do kwiatów drzew owocowych, które to my posadziliśmy. Było tak rojno, że gdyby mieć zamknięte oczy można by pomyśleć, że ul stoi gdzieś obok tak dużo było owadów. I to jest dobre. 


Nie wiem Babciu po co mi to i dlaczego to ciągnę ale jakoś tak ciągnie się to samo...  Jeszcze przed ostatnimi zdarzeniami z Kacperkiem, pod koniec kwietnia przybył do nas nowy mieszkaniec. Pomyślałam sobie, że jest to dobry czas na opowiedzenie o nim. Jest z rasy dużej, nie pamiętam w tej chwili jak ona się nazywa. Odkupiłam go od sąsiada bo miał już umówioną randkę w ciemno z garnkiem. Mimo swej wielkości jest niesamowicie łagodny i spokojny oraz opiekuńczy. Będąc w kurniku zatroszczył się o jaja, kiedy kwoka zeszła z nich. Dobrze, że mąż to zauważył i go zgonił bo mogłoby się to źle skończyć dla jaj. Żadnego nie zgniótł. 

Dzięki kwietniowemu chłodu forsycje nadal kwitną. Nigdy jeszcze nie żółciły się tak długo. 

Dziękuję Wam za tak mocne wsparcie duchowe, bardzo je potrzebuję...


26 komentarzy:

  1. Gdy przytłacza mnie zbyt wiele obowiązków, biorę kartkę i piszę za i przeciw. I wtedy wiem, że nie warto rezygnować, czego i Tobie życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy nie ryzygnuj pochopnie. Widać, czuć że kochasz swoje stadko.a to co się złego czasami wydarzy po prostu pech i tyle, albo wina nasza, bo trzeba było lepiej to zrobić? Życie na wsi jest o wiele cięższe, wiem to bo sama mieszkałam na wsi, a teraz mieszkam w jeszcze gorszych warunkach, gdzie nie ma asfaltu, jak nie ma prądu, to nie ma wody i to przez tydzień,były zwierzaki nie ma kur, kaczek, przyszły lisy, kuny, zjadły, porwaly, a psy widocznie słabo wyszkolone, zagrodzenie kiepskie, życie na wsi kołem się toczy, zawsze coś do zrobienia. A życie w mieście, mieszkałam, 3miesiace, praca, dom, praca dom, mijanki z mężem, pustka, nic ciekawego. Gdybym miała wybierać,to już wieszco bym wybrała :-) kogucik fajny, miałam takiego, z patykiem po jaja nie podchodz, siedzial już mi nie raz na plecach, tak walczyl niedobry:-) Pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
  3. W drugiej części postu odpowiedziałaś na swoje pytanie, ja wprawdzie mieszkam w mieście ale są to peryferie z jednej strony mam las i łąki a z drugiej sąsiadów. Matka natura jest kapryśna i czasami daje w kość ale jak potem spojrzysz na kwiaty i drzewa kwitnące a potem masz z tego owoce swoje własne bez chemii i całego tego szajsu to chce się żyć, choć chwile zwątpienia też są taki już nasz los "raz na wozie raz pod wozem" Życzę Ci więcej tych dobrych chwil. Pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana ja myślę, że dobrze wiesz po co. Nikt nigdy nie odwdzięczy Ci się za Twą dobroć jak zwierzę czy roślina!!! Wiem, że brzmi to brutalnie ale takie są fakty!
    Piękny ten twój sad, a i kurak dostojny i urodą czaruje!!!
    A zapomniała bym, całusy dla Kacperka ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Na wsi to wie się że sie żyje:) Ja całe życie na wsi,tylko zwierząt nie mam ale kiedyś będą .Mam do nich dostęp ,miałyby gdzie skubać trawe,pokrzywy by może ktoś objadł hehe ;) Drzewek owocowych ,krzaków porzeczek ,borówek wsadziliśmy kiedyś ze 20 no i orobić sie trzeba ale jaka satysfakcja jak wszystko kwitnie. Dobrze jest,tylko niech Ci te zwiarzaki nie chorują ! pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Każdemu się w życiu smuteczek trafi - raz mały, raz duży. I mieszczuchowi, i temu co żyje na wsi... Poszłaś za głosem serca. A że - jak piszesz - z motyką na słońce - cóż, takie są często marzenia:) Poczytaj swój blog - ile w nim radości z obcowania z naturą!!! Ty to kochasz, to się czuje.
    Bądź dobrej myśli. Nikt nie cieszyłby się widokiem tęczy gdyby nie było deszczu;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Kuźwa, Agatek weź się w garść. Gdyby nie historia z Kacperkiem czy strata kurek to byłoby coś innego w mieście. Miastowe w raju nie żyją, mają dookoła siebie syfiland. Tak samo jak na wsi i ten najgorszego rodzaju, objawiający się w ludziach. Gdziekolwiek człowiek nie żyje to przeciwności losu go dopadają, Ty jesteś w tej sytuacji że przynajmniej Cię dopadają w pięknych okolicznościach przyrody. Ze zwierzętami z kolei to już tak jest że tzw. "ból serca" jest wpisany w normalne z nimi relacje. W związku z tym lepiej nie mieć zwierząt a już najlepiej, wręcz doskonale jest wcale nie żyć. Cisza, spokój - zero problemów, pełna nirwana. Do roboty Agatkowska, truskawki pielić, Kacpra doglądać a nie dumać nad bajkowym życiem bez problemów ( życie bez problemów to w ogóle oksymoron )!

    OdpowiedzUsuń
  8. Agatko sama sobie odpowiedziałaś na zakończenie. Tkwisz w tym nie bez powodu. Jesteś potrzebna ludziom, zwierzątkom. Nie jesteś osobą anonimową. I z ludźmi i zwierzątkami tak jest, że odchodzą, bo są przychodzi kres.Ja też się zastanawiałam niekiedy w trudnym momencie po co nam dwojgu ogromny ogród z najgorszą możliwie ziemią. Ale jest i codziennie słucham śpiewu ptaków, karmię dzikie koty mając świadomość, że jutro mogą już nie przyjść do ogrodu, podziwiam kwiaty te które przetrwały. Przeżywam żal jak muszę usunąć wygryzione przez nornice drzewo lub kolejne cebulowe, które wyżarła tuż przed kwitnieniem. Trudno. Dasz radę kobietko. Jesteś wrażliwą, kochającą naturę osobą, a ona tę miłość wynagrodzi wszystkim co Cię otacza. Pozdrawiam:):):):)

    OdpowiedzUsuń
  9. Kochana, nie ważne gdzie się mieszka. Kłopoty są wszędzie, a decyzje, które podjęłaś są już podjęte i to bardzo dobrze, że Ci się udaje realizować plany. Tak to do końca życia być może byś się zastanawiała, marzyła i wyrzucała światu, że chciałaś wszystko inaczej. Ja Cię naprawdę rozumiem i wątpliwości to ludzka rzecz, tyle że mam nadzieję, że się nie poddasz. Trzymaj się! Buziaki:)

    OdpowiedzUsuń
  10. ja też pochodzę z blokowiska:)

    OdpowiedzUsuń
  11. You have to "bloom where you're planted." Every place has its own pros and cons. I like your new creature.

    OdpowiedzUsuń
  12. Wszystko ma swoje plusy i minusy i mieszkanie na wsi i mieszkanie w mieście.
    Ja mieszkam w mieszkaniu w typowym bloku, a od zawsze marzy mi się domek pod miastem na łonie natury.
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Agatko każdego i wszędzie dopada czasem DÓŁ, ale czy potrafiłabyś spokojnie mieszkać w mieście ? Czy ciągle byś za czymś tęskniła i na coś czekała ? Pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Agatko, nie wyobrażam sobie Ciebie w mieście. Od kiedy czytam o Twoim sielskim życiu to naprawdę czuję,że jest anielskie a to dlatego,że Ty tak czule, tak ciepło, tak serdecznie piszesz o kwiatuszkach, zwierzakach,pogodzie to może nie zawsze czule,że czuje się,że jesteś częścią tej przyrody. Czasem ręce opadają, to każdy tak czasem ma,ale myślę, że np. dzięki takiemu Kacperkowi, szybko Ci się podnoszą. hehe Tak myślę sobie,że znalazłaś swoje miejsce na ziemi. I to szczęście wielkie :-D Uściski serdeczne

    OdpowiedzUsuń
  15. ja to wszystko wiem ...przeżywam ,takie życie...głowa do góry ,pozdrowionka :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Oczywiste jest, że przywileje jakie daje miasto, nie posiada ich wieś i odwrotnie. Człowiek ze wsi trudniej klimatyzuje się w mieście, wiem to po sobie, dlatego z czasem wróciłem na wieś gdzie czuję się szczęśliwy. Do miasta, zawsze można pojechać i nacieszyć się jego walorami, ale najważniejsze jest by wrócić do spokoju i pełni życia na wsi, co ogromnie sobie cenię. Również i ja sobie nie wyobrażam Ciebie w mieście, myślę, że byłoby Ci również w nim ciężko mieszkać, tak jak było mi. A zatem, ciesz się bogactwem natury i tym, czego nie da Ci żadne miasto. A jeśli chodzi o życiowe kłopoty, to są one wszędzie, bo nie istnieje takie miejsce gdzie by ich nie było. Najważniejsze, że możesz realizować siebie i żyć w spokoju, czego miasto z pewnością nie daje. Głowa do góry, kłopoty miną i nadal będziesz się cieszyć tym co daje wieś. Pozdrawiam Cię Agatko!

    OdpowiedzUsuń
  17. Melancholijnie... ważne jest aby mieć swoje miejsce, choć każdy inaczej tę swojość przeżywa i rozumie.

    Kawał koguta z niego :))

    OdpowiedzUsuń
  18. Zawsze przychodzi chwila zwątpienia po co ja to robię-ja też tak mam ale niby co miałabym robić gdybym nie miała pasji?siedziała przed tv?warto miec coś co człowieka zajmie choć przychodzą chwile zwątpienia to warto na trochę od tego odpocząć by wróciły siły:)a nowy lokator super:)pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  19. Jestem zwierzolubem ale właśnie z powodu rozterek i troski o zdrowie zwierząt nie mam żadnych poza małą sunią ! Kogut wygląda wspaniale !!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  20. Napisałam komentarz i zamiast opublikuj to dałam wyloguj. Może tak miało być. Napiszę tylko podsumowanie: jesteś niezwykła , wyjątkowa i nie ważne czy na wsi czy w mieście. Miejsce nie ma znaczenia.Buziaki.

    OdpowiedzUsuń
  21. Witam :) Kogut to prawdopodobnie Brahma Gronostajowa :) pozdrawiam Jonatan

    OdpowiedzUsuń
  22. Fascynują mnie historie ludzi porzucajacych miejskie wygody i osiedlajacych się na wsi:) Patrzę z podziwem i nutką nostalgii. .. I marzeń, że może kiedyś. ..?

    OdpowiedzUsuń
  23. Fascynują mnie historie ludzi porzucajacych miejskie wygody i osiedlajacych się na wsi:) Patrzę z podziwem i nutką nostalgii. .. I marzeń, że może kiedyś. ..?

    OdpowiedzUsuń
  24. Agatko, zytam Twoje slowa i mysle, hm, hm, wlasnie takie przeczytalam gzdie indziej, ale gdzie?
    I juz wiem.
    Polecam Ci ksiazke:"Wyjatkowy rok".
    Sciskam:)

    OdpowiedzUsuń
  25. Agatko, dawno mnie nie było w swiecie blogowym i co czytam u Ciebie...Smuty! Kacperek pokąsany, Ty w depresji... No nie! Dziewczyno nie możesz się poddawać. Tu gdzie mieszkasz to mały raj, a że dzieją się nieprzyjemne rzeczy... Wszędzie mozesz je napotkać. Miasto to okropna dżungla...
    Całusy posyłam i życzę uśmiechu i patrzenia z optymizmem w przyszłość:)

    OdpowiedzUsuń