Obserwatorzy

niedziela, 23 października 2016

Kwa kwa raz jeszcze

Pogoda za oknem jest tak paskudna, że w ogóle nie chce mi się przebywać poza domem. Musiałam napisać to zdanie aby dać upust mojej niechęci do natury i jej wszechobecnego piękna. Matka Natura przechodzi chyba jakiś kryzys wieku... hymmm... dojrzałego, ale część jej ,,ciała" odpowiadająca za moje bliższe i dalsze otoczenie chyba jest w głębokiej niedyspozycji... Siedzę, patrzę i obserwuję...
W sumie mam kilka tematów z dziedziny- dom, ale... dzisiaj napiszę o kaczuszkach. Myśl o nich pojawiła się dużo wcześniej od przedłużającej się pory deszczowej i fakt, że kaczki lubią deszcz, chociaż nie do końca jestem pewna, czy nadal taka obfitość opadów im odpowiada, ich tematyka nie ma nic wspólnego z obecną pogodą.  Można jedynie powiedzieć, że się dobrze złożyło tematycznie.



Tak  dawno  nie pisałam  o nich, że musiałam  poszperać  w  archiwach.  I  jakież  wielkie było  moje zdumienie, że swój wyłączny post miały  dwa lata temu.  Owszem  piszę  o  nich tu
i ówdzie 
ale razem z wątkiem kurzym... Chyba jedyny kaczy temat jaki zamieściłam na samym początku kwa kwa kwakusie . 
Nie ma już Szefa ani Bienia. Bienio rzeczywiście doczekał się śmierci naturalnej, Szefo padł ofiarą lisa razem ze swoim haremem. Ból po stracie kilku zaledwie kaczuszek była jednak tak silna, że nie byłam wstanie kontynuować hodowli tej rasy. Miało już ich w ogóle nie być, ale kiedy prowadzi się teren ekologicznie to kaczki stają się ogromnym sprzymierzeńcem jeśli chodzi o ślimaki i inne większe szkodniki. Ale nam się głównie rozchodzi o ślimaki. Być może zbyt często odwiedzamy pewny targ wiejski, który kusi tymi wszystkimi zwierzętami. Pamiętam jak na początku traktowałam te wyjazdy jak cykliczne odwiedziny jakiejś giełdy zwierząt wiejskich i po prostu zachwycałam się ich wyglądem i rodzajem. I tak jak mężowi przytrafiło się, że nie wiedzieć
skąd znalazł się w posiadaniu siatki z kurczakami, tak i ja niespodziewanie niosłam podziurawione pudełko z kaczuszkami. Ale to tak się czasami przytrafia... W sumie, przy naszym podejściu i otwartości serca czy duszy mogliśmy stać się posiadaczami gustownego łańcuszka, na którego końcu szła by na przykład krówka. Krówki nie było, wpadła jak już wiadomo kózka!
Ale miało być o kaczkach... Kaczuszki są mięsne, białe i jedna z szarym upierzeniem skrzydeł. Omyłkowo wzięliśmy ją za kaczora i przez tę omyłkę zostaliśmy na dzień dzisiejszy  z  sami kaczuszkami.  Ale u nas jest  jakiś problem  z wysiadywaniem  kaczych jaj. 
Tak jak kury lepiej-gorzej sobie z tym radzą, tak kaczki jakoś nie mogą, nie wiem dlaczego. Nawet zakupiliśmy inkubator ale mimo ogromnego zaangażowania męża, nic z tego nie wyszło, a tylko przysporzyło nam dodatkowych frustracji i rozczarowań, kiedy wykluło się jedno jedyne jajko a kaczuszka miała coś nie tak z łapkami. Zdecydowanie jesteśmy nastawieni na wiosenny zakup podrośniętych kaczek, więc ten kaczor w sumie nie jest nam potrzebny. A jak są same kaczuszki to może przyszła wiosna będzie spokojniejsza? Okropnie się ze sobą biły. Zmieniła się hodowana rasa, ale nie zmienił się mój zachwyt nad ich sposobem poruszania się. One płyną w wodzie jak i na lądzie, majestatycznie kołysząc się na boki sprawiają wrażenie płynącego statku po ziemi, szczególnie te wyrośnięte i dorosłe. Bo małe, jak małe, lata tu i tam mało nóg nie gubiąc i niewiele mają z tej kaczej elegancji i stateczności. Dostojne jakby mierzyły każdy krok, sunąc spokojnie do przodu. Nawet kogut schodzi im z drogi, kiedy idą. A idą zdecydowanie i pewnie, niekiedy całą tyralierą a nie jedno za drugim. Robi to wrażenie i jak widzę budzi respekt wśród innych mieszkańców kurnika, mnie zachwyca.

Pozdrawiam Wszystkich bardzo serdecznie i dziękuję za odwiedziny :)

24 komentarze:

  1. Bardzo lubię Twoje kwaczusie i kwaczusiowe opowieści :)
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. nasze nie tylko spaceruja, ale jeszcze głośno uczestniczą w dyskusjach z przechodzącym człowiekiem :))))))))) glosne kwa,kwa roznosi się echem dookoła

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajne są Twoje kaczusie, po minach widać, że szczęśliwe. Jak, zresztą, wszystko u Ciebie :-)) Ta szara naprawdę niezła "laska", hehe. My też mieliśmy kaczki, takie białe, duże, głównie dla jaj (na poważnie) . W końcu została jedna. Chyba smutno jej było, zaprzyjaźniła się z psem. Pies kury zagryzał a ją tak polubił, że spała przytulona do niego. A zimą mieszkała z nim w budzie!!! Nie pamiętam jak się skończyła ta miłość. Miałam wtedy z 6 lat, ale w pamięć zapadł ten niezwykły widok do dziś :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajne macie kaczuszki :).

    Jakbym mieszkała w domu prywatnym, to na pewno miałabym kurki żeby mieć swojskie jajka :).

    OdpowiedzUsuń
  5. Pamiętam pieczoną kaczkę z mojego dzieciństwa. Palce lizać. Dziś także miałam do oblizania kości z kaczki bo tylko z porcji rosołowej upiekłam coś kaczego. Za to własne hodowane umarłyby u mnie ze starości. Pozdrawiam serdecznie-;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak ja lubię to Twoje stadko. Pozdrawiam:):):):)

    OdpowiedzUsuń
  7. Twoje stadko jest prześliczne.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  8. :D
    W sumie chyba dobrze, że tego łańcuszka z krową na końcu (jeszcze?) nie kupiłaś.
    Fajne kaczusie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Moja znajoma pojechała kiedyś po kwiaty na targ i wróciła z dwiema gąskami... Twój przypadek nie jest więc odosobniony. Gąski mojej znajomej mają już chyba po 5 lat i są u niej "na dożywociu". Niesamowite jest to, że one pilnują ogrodu lepiej niż pies. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  10. Fajne te twoje kaczusie. Nie jesteście odosobnieni w takich "przypadkowych" zakupach. My kiedyś pojechaliśmy na targi rolne li tylko spacerowo turystycznie a wróciliśmy z królikiem baranem, który pięknie nam wydoroślał do zacnych rozmiarów i trafił do sąsiada obsłużyć króliczy harem bo moi domownicy uznali, że "Czarnego" nie ruszą, hehehe ..pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
  11. Fajne to Twoje ptasie grono i też lubię, jak kaczuszki chodzą i się kiwają:)) Oby było jak najmniej bójek:)
    Buziaki!:))

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak zawsze z przyjemnością spędziłam tu chwilę zasmakowawszy w czytanym tekście na równi z pitą kawą. :) Jedyne kaczuchy jakie widuję są dzikie i przylatują w okolice naszego ogrodu. Czasami człapią w nim w poszukiwaniu pożywienia (pomiędzy kawkami i sójkami, które od kliku lat co rano urzędują na naszym trawniku), a czasem kryją się w cieniu krzewów wystawiając z nich tylko kawałek dzioba i jedno oko. ;)
    Pozdrawiam Cię serdecznie w budzący się do życia poranek. :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Szkoda ,że lisek zmienił stan Twoje stada,ale kaczuszki piękne.

    OdpowiedzUsuń
  14. Twoje kaczuchy to prawdziwe słodziaki :) Fajna ptasia opowieść :)
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Zazdroszczę kaczuszek, zaraz przypomina mi się mój dziki Ziucio, także zjedzony przez lisa...

    OdpowiedzUsuń
  16. Przesłodkie kaczuchy moje niestety zjadł lis :-( i jakoś nie mogę się zdecydować na kolejne. Pozdrawiam. Ela

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie znam się na chowie drobiu, ale może by na jajach kaczych posadzić po prostu kwokę- kurę :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie znam się na chowie drobiu, ale może by na jajach kaczych posadzić po prostu kwokę- kurę :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Fajna gromadka i mozliwość podglądania ich życia:)pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  20. Wspaniałe te Twoje zwierzaki ;) marzę o swojej trzódce, ale jeszcze muszę trochę poczekać na to...

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja to od małego się kaczek i gęsi bałam. Kilka razy mnie pogoniły !

    OdpowiedzUsuń
  22. Taka gromadka daje wiele radości.

    OdpowiedzUsuń