Obserwatorzy

czwartek, 23 października 2014

,,Jak pies z kotem"

Z nutą filozoficzną zacznę ten post ponieważ zdarzają się rzeczy, które tylko na pozór wydają się być zaskakujące i nierealne.  Zabierając zwierzę do domu tak naprawdę zabiera się również jego bagaż przeżyć, doświadczeń, obaw i traum i zapis genetyczny, o którym tak często się zapomina, a tak naprawdę to on ma najwięcej do powiedzenia i to on rządzi organizmem w części fizycznej jak i psychicznej... mądrze zabrzmiało ale loty zniżamy gwałtownie bo jest to tylko wstęp do historii, którą chcę opowiedzieć. Wstęp, który ma jedynie za zadanie wyjaśnienie pewnego zjawiska jakie miałam okazję obserwować, w jakiś sposób też doświadczać i przeżywać.

Biorąc naszą małą sunię ze schroniska wiedzieliśmy tylko, że ma niecałe pół roku, że jest rasowym miksem i co najważniejsze dziewczynką. Biorąc pod uwagę nasze wcześniejsze doświadczenia z kotami, ta ostatnia sprawa przebadana przez specjalistę wydawała się być nawet istotną ;). Dość szybko okazało się, że dorastająca psina nie cierpi kotów a przecież nie miała z nimi nic do czynienia. Nienawiść do tych zwierząt była tak ogromna, że widząc już z daleka bezdomnego kota na osiedlu mocno spinaliśmy smycz aby ją utrzymać. To był istny szał. Któregoś razu wybraliśmy się do rodziny na wieś i niepokoiliśmy się o tamtejsze koty. 
Najpierw było na odległość...
Sunia spała w ganku zamykana na noc, ale w ciągu dnia luzem poruszała się po podwórzu, na którym mieszkały też kociaki. Najczęściej układała się na chłodnych schodach i leniwie obserwowała otoczenie. Tak jak z dorosłymi kotami nie było problemu, bo raz dwa zorientowały się, że pojawił się niesprzyjający gość a ich natura i tak wyganiała je polować na pola, tak bawiące się kocięta nie zdawały sobie sprawy z czyhającego niebezpieczeństwa. Ile tylko mogłam to dla odmiany ja warowałam przy suni, pilnując jej ale wiadomo jak to jest, to się odejdzie, to ktoś zawoła, to jest jakaś praca do wykonania. A tu nagle, niespodziewanie widzę naszą sunię śpiącą sobie smacznie na schodach a w jej misce stojącej tuż obok kociak spokojnie myjący sobie łapkę. Znieruchomiałam! Co to będzie jak go zobaczy? Nim zdążyłam cichcem podejść aby go zabrać, obudziła się, leniwie przeciągnęła, stuknęła nosem malca i odwracając się tyłem, ułożyła się na nowo. I tak było każdego dnia. Ona leżąca na schodach  i leniwie obserwująca otoczenie i kociak siedzący w jej misce i też obserwujący swoje podwórko. Pomyślałam sobie w tedy, że ma wielkie serce, jakieś matczyne zadatki, że kotów nie cierpi ale kociego dziecka nie ruszy bo to dziecko. 
Kiedy pojawiły się koty tutaj, znów byliśmy pełni obaw. Przy pierwszym ich spotkaniu, które zostało zaaranżowane w domu, mieliśmy okazję zaznać ciekawych doświadczeń. Koty bawiące się jak co dzień w salonie na widok psa znieruchomiały, Finek zawisł nieruchomo na firance a Funiek stał się rzeźbą pod stolikiem. Sunia, ułożyła się wygodnie na środku salonu i postanowiła uciąć sobie drzemkę. Ale ileż można trwać w zawieszeniu? I kocie łapy muszą zdrętwieć więc Finek delikatnie zsunął się na podłogę. A Funiek nabrawszy odwagi, widząc psią bierność również postanowił się przemieścić. Psi sen okazał się lekki jak chmurka i rozwiał się dość szybko. Nie wiem czy wydawało jej się, że jeszcze nadal śni, ale zrobiła taką minę, że ja osobiście zaczęłam się śmiać. Psu opadła kopara. Wytrzeszczyła oczy i siedziała nieruchomo patrząc na oba koty, nie dowierzając temu co widzi. Zaczęłam ją głaskać i opowiadać o kotach. Sierściuchy usadowiły się tym czasem na oparciu wersalki i z tej bezpiecznej odległości czekały na dalszy ciąg. Wielokrotnie doświadczyłam już rozumienia mnie przez sunię i jestem pewna, że wtedy też mnie zrozumiała bo nigdy nie zaatakowała kotów mieszkających na jej podwórku. Do dnia dzisiejszego, koty powracające z pola głośno miauczą, zadzierając ogon do góry.  Ona  do nich podchodzi i obwąchuje, wtedy ocierają się o nią i idą dalej. Ciągłość powtarzania się tej sytuacji przekonała mnie, że zwierzaki opracowały jakiś system rozpoznawania ich przez sunię. Zapamiętała ich zapach? Pachną podwórkiem a może nią? Nie mam pojęcia ale z ogromnym zainteresowaniem przyglądałam się procesowi ich akceptacji, która trwała przez wiele lat. Tak, dziś mogę powiedzieć to w czasie przeszłym. Dziś moja starowinka robi sobie ciepłe okłady z kotów na reumatyzm, śpi z nimi w jednej budzie a nawet w jej obszernych włościach znalazł się kąt na przyjście na świat małych kociąt. Ile się naszukaliśmy ich. Do głowy nam nie przyszło szukać w psiej budzie. Opiekuje się małymi kociakami i zdarza jej się, kiedy nikt nie widzi wylizywać je za uchem. szczególnie, kiedy są jeszcze małe i niepozorne. 
A tak jest teraz...


27 komentarzy:

  1. Świetna historia. Pies też człowiek. Tak to jest, że bagaż mają schroniskowce i jeszcze własny temperament po prostu. To ostatnie foto mnie rozkleiło i te ciepłe okłady z kotów na reumatyzm:)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)))) Jak by na to nie patrzeć jakiś kompromis osiągnięty :D Pozdrawiam

      Usuń
  2. Tu Jagnom ponownie :)
    Bardzo lubię czytać opowieści nt. domów, ogrodów, ale zawsze ponad nie przedkładam te o naszych braciach mniejszych :) zwłaszcza, gdy są napisane jak ta powyżej, uwielbiam ten cały kocio-psi świat i na te tematy mogłabym godzinami, aktualnie mieszkają z nami dwie kotki i trzy psy - niestety jedna z dziewczyn (bulterierka) krzywdy kotom nie robi ale uwielbia je gonić i straszyć, jest zachwycona gdy uda jej się doprowadzić prawie do zawału kota beztrosko śpiącego na podłodze kuchennej - podłogówka przyjacielem kocim jest ;) - a ja nie wiem jak ją tego oduczyć... mam prośbę pisz częściej o Suni i reszcie mieszkańców Twojego podwórka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem Ci, że ten artykuł powstał teraz, jeszcze za życia suni, bo jak już... to bym go nie napisała. Nie umiałabym. A jest już naprawdę sędziwą staruszką :)

      Usuń
  3. ale fajna historia:)Mój pies byl wychowywany z kotem(kot był pierwszym lokatorem domu,zabraliśmy go spod bloku gdzie wczesniej mieszkalismy),ale innych kotów nie tolerował a nawet swojego mecenasa bronił przed innymi psami-oprócz sąsiada amstaffki bo razem lubili poganiac za nim.Co oni wyrabiali jak byli mali-bawili się jak dzieci:)pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)))) No właśnie, są przyjaźnie psa z kotem i kota z psem... no ale są i takie sytuacje, kiedy nawet o tolerancji nie ma mowy... jak w życiu :/

      Usuń
  4. Piękna opowieść i jakże prawdziwa. Ja widzę u nas na wsi zachowanie kotów i psów z jednego podwórka. Wiedzą, że to swojak:) U mnie w domu są tylko psy, koty ginęły mi pod kołami samochodów. Szły polować nie w tę stronę.
    Bardzo przyjemnie się czyta Twoje posty. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) I ja serdecznie pozdrawiam :D

      Usuń
  5. Piękna historia kocio - psiej przyjaźni i cudowne zdjęcia :))) A moja sunia nie wyraziła zgody na adopcję kotków, które zostały mi podrzucone. Próbowałam oswoić towarzystwo, niestety sunia postawiła stanowcze veto i jeden kocio ledwo to przeżył....
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie... tak to już jest... raz się udaje a raz nie. :) Pozdrawiam

      Usuń

  6. witaj Agatku

    A ja tu się spodziewałam że wprowadzasz nas powoli do tragicznego zakończenia, że sunia pogryzła któreś z kociąt, ale na szczęście byłam w błedzie. Słodkie zdjęcia, szczególnie to ostatnie! Ciekawe, czy kocie okłady są dobre na wszystkie schorzenia, może powinnam poprosić o pomoc mojego Wojtusia:) Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno są dobre na reumatyzm i dla ludzi. Często same koty usadawiają się na człowieku w odpowiednim miejscu :) Absolutnie uważam, że Wojtuś nadał by się do takich kuracji doskonale :) I ja pozdrawiam

      Usuń
  7. Thank you for visiting my blog while I was away, much appreciated!
    So nice to see a dog and a cat enjoying each other's presence!
    Keep well!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Right? This is a beautiful view. Regards :)

      Usuń
  8. Najgorsze jest to że wiele osób bierze w opiekę zwierze z zamiarem traktowania go jako zabawki:( Jednak dobrze że są ludzie którzy naprawdę wiedzą o co chodzi:) Fajne zwierzaki:) Pozdrawiam i zapraszam- niedługo nowy post:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety... Ludzie są tacy bezmyślni... Ale tak jak mówisz, na szczęście nie wszyscy :)
      Pozdrawiam :D

      Usuń
  9. Muitos povos que não se suportam por causa de religião, deveriam observar melhor o exemplo de animais!
    Abraços e bom fim de semana!
    vitornani.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hello! :)
      You're absolutely right. I'm glad that you visited me.
      Saudações

      Usuń
  10. Mój pies też jest ostry jeśli chodzi o koty "podwórkowce". ale gdy kot pojawia się w domu wtedy jest pełna zgoda.. Fajne zdjęcie na zakończenie opowieści.

    OdpowiedzUsuń
  11. You don't expect dogs and cats to be such good friends!

    OdpowiedzUsuń
  12. Międzygatunkowa przyjaźń :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Pięknie napisane :) Zdjęcie zachwyca !

    OdpowiedzUsuń