Obserwatorzy

sobota, 21 stycznia 2017

Moja zimowa przyjaciółka

Choinka nadal z nami jest i cieszy nas niezmiernie. To taki zimowy przyjaciel. Nie zakłóca mojego oczekiwania na przedwiośnie. Czasami mam wrażenie, że tak dobrze wtapia się w salonowy styl magazynowy (różne meble z różnych bajek), że po prostu zapominamy o jej symbolicznym znaczeniu i przy większym zaganianiu (excess work) udałoby się jej zostać z nami i do lata jak nie dłużej. Ale tak jak już wspomniałam to taki nasz zimowy przyjaciel. Nasza choinka jest sztuczną imitacją sosny i jest starsza od moich dziesięciolatków. Sama dobija jakoś tak do pełnoletności. Pamiętam jaką jeseria robiła furrorę na rynku wśród tych cienkich ,,drapaków"(,,poor imitation spruces") . Zakochałam się w niej natychmiast do tego stopnia, 
że nie mogę się z nią rozstać. 

grudzień 2010 r.
Od kilku lat postanawiam sobie, że to już ostatni raz, kiedy jest i po świętach odejdzie z domu ale rok rocznie na postanowieniu się kończy i wędruje do piwnicy. Kiedy nadchodzą kolejne święta ogromnie się cieszę, że jest i możemy ją znów ubrać. Kiedy się tutaj przeprowadziliśmy i spędzaliśmy pierwsze święta to nie wyobrażałam sobie, że mogłoby jej zabraknąć w tak wyjątkowej chwili. Rozpisywałam się o mojej więzi z nią już tutaj więc nie będę się powtarzać.

W czasie samych świąt to schodzi na dalszy plan, ustępując miejsca przygotowaniom, 
grudzień 2010 r.
świętowaniu i tak naprawdę prócz momentu ubierania, włączenia lampek to mało się zwraca na nią uwagi. Jeszcze jak wiszą na niej słodycze to ma szansę skupić na sobie chociaż przez małą chwilę uwagę. Po tym całym świątecznym zabieganiu, świętowaniu nadchodzi jej czas, kiedy w pełni możemy na spokojnie cieszyć się jej obecnością i poświęcić jej więcej uwagi. Może to znów wychodzi mój sentymentalizm, ale uważam, że jeśli coś pojawia się w mojej codzienności rok rocznie to zasługuje na uwagę i docenienie swojego bytu. Dlatego ten dzisiejszy post i kolejny poświęcić chcę mojej sztucznej przyjaciółce, która niby jest przedmiotem ale wiele razy pomogła mi samym tym, że była ze mną i mogła w ciszy mnie wysłuchać.


Zostawiam serdeczne pozdrowienia moim miłych czytelnikom :)



16 komentarzy:

  1. u nas w tym roku nie było wielkiej choinki w domu;p drzewka miały 50 cm wysokości tylko:) ale za to ręcznie robione:) Wasza jest dostojna;D

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie choinka, też sztuczna, postoi jeszcze tydzień. Pod koniec ferii ją rozbierzemy i zapakujemy w folię...i chociaż też już wiekowa, to nie potrafię się z nią rozstać...też za każdym razem mówię sobie, że to ostatni raz...

    OdpowiedzUsuń
  3. Z choinką w karnawale super komponują się faworki. Tobie też? Sama smażysz? :-D

    OdpowiedzUsuń
  4. Sztuczna choinka ma ten w sobie plus, że będzie nam służyć przez długie, długie lata. Ja mam taką od jakiś 5 lat i jak włożę ją w lutym do worka, tak 24 grudnia wyciągam ją gotową do użycia. No, może muszę ją przetrzeć mokrą szmatką, ale cóż to jest? U mnie choinka też zawsze jest do 2 lutego. Pozdrawiam, a w wolnej chwili zapraszam do mnie: http://na-sciezkach-codziennosci.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. W tym roku miałam dwie choinki- naturalna i sztuczną. obie załatwił Boguś.Naturalna,przywiązana do krzesła nie dawała się przewrócić,ale poddawana wstrząsom przez Bogusia szybko zgubiła igliwie. Sztuczna ostała sie dłużej,ale za którymś twardym lądowanie, przestały swiecić jej ozdóbki.więc teraz w pudle czeka na naprawę.Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pozdro dla Bogusia, he, he. Był kiedyś taki hollywoodzki komik, Harold Loyd, który postanowił że u niego w domu święta Bożego Narodzenia będą trwać całorocznie. Zaczął od choinki...

      Usuń
  6. Ja zawsze najbardziej lubiłam żywe choinki i nie wyobrażałam sobie mieć sztucznego drzewka. Ale, jak teraz czytam ten piękny tekst i oglądam piękne zdjęcia, to już patrzę na sprawę troszeczkę inaczej... :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Też przywiązuję się do niektórych przedmiotów w domu :)

    OdpowiedzUsuń
  8. :)
    a u nas już nie ma choinki :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja staram się trzymać choinkę jak najdłużej, na pewno do przyjścia księdza po kolędzie :)
    Miłego weekendu :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Od trzech lat mamy żywe choinki. Rozbieramy je najczęściej już po Święcie Trzech Króli. W tym roku były dłużej, o tydzień. Nie sypią się. Mimo, że stoją w wodzie to gałązki już zasychają i zwisają. Mam schowane dwie sztuczne choinki. Bardzo je lubiłam bo były bezproblemowe i cieszyły nas aż do 3 lutego. Dom wyglądał cudownie, kolorowo i klimatycznie. Cztery lata temu u przyjaciółki zapaliła się sztuczna choinka. Na szczęście w mieszkaniu nic nie spłonęło. Przyjaciółka w porę wróciła ze sklepu ale wszystko było czarne od dymu. Wszystko odmalowano a w domu jeszcze czuć było chemikalia. Przestraszyłam się tej całej akcji.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że zapaliła się sztuczna choinka a nie prawdziwa. Mąż pamięta jak w dzieciństwie żywa choinka się zapaliła to moment spłonęła i dom się zajął.

      Usuń
  11. Ja w tym roku też musiałam zaprzyjaźnić się ze sztuczną choinką i myślę, że będzie to przyjaźń na dłużej... Jest trwała i mogę cieszyć się nią do końca stycznia. A w ogóle święta w tym roku jakoś za szybko minęły... Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami zdarza nam się mieć prawdziwą ale to są wyjątkowe sytuacje, zdecydowanie wolę żywe choinki rosnące spokojnie w ogrodzie albo w lesie.

      Usuń
  12. Ja w salonie rozebrałam juz choinkę, ale ta w sypialni niezmiennie mnie cieszy az do 2 lutego i kompletnie nie rozumiem ludzi, którzy ubierają ja w przeddzień Wigilii i rozbierają kilka dni później. A gdy tylko rozbiorę choinke będę dekorować dom na Wielkanoc:))))

    OdpowiedzUsuń
  13. W tym roku miałam dwie dość spore choinki a prosiłam aby mąż małą przywiózł! Jedna była koronkowa jodła a druga piernikowa sosna. Jodła zaczęła się sypać i musiałam się z nią rozstać a jodła została bez pierników...na niej są stare świeczki tak dla ozdoby bo bałabym się je zapalać! Ta jodła jest taka śmieszna z wyglądu taka inna niż wszystkie choinki jakie widuję, że tak ją polubiłam, że stwierdziłam, że zostanie z nami do Wielkanocy! O ile oczywiście będzie w stanie wytrzymać to dostanie pisaneczki i nowe przyodzienie! ;) Miałam przez lata sztuczną choinkę bo zawsze lubiłam długo ją trzymać ale mąż w końcu mnie przekonała do żywych i tak od lat są z nami i wiesz nawet długo wytrzymują! Poza tym mój mąż jest mistrzem wynajdowania legalnie wyciętych choinek, które mnie zachwycają i zawsze jestem zadowolona, że trafiają akurat do nas! Sztuczna choineczka z domu rodzinnego czeka na swoje 5 minut w piwnicy może i ją kiedyś znowu ubiorę i ożyją z dzieciństwa wspomnienia! ;) Buziak niedzielny!

    OdpowiedzUsuń