Obserwatorzy

środa, 21 października 2015

Kolorowe leśne dzieci

Las sam w sobie jest miejscem urokliwym i niejednokrotnie zaskakującym nawet jak się go zna, a przynajmniej tak się uważa. Jest miejscem żyjącym własnym życiem czy to nam się ludziom podoba czy też nie, on wciąż, nieustannie realizuje własny plan mimo, że człowiek ciągle mu w nim przeszkadza czując się gospodarzem tego terenu. Na pewno miło jest tak się oszukiwać, że mamy na coś tak wielkiego i złożonego wpływ. Dobrze, kiedy człowiek zdaje sobie z tego sprawę i sprowadza swoje działania do jedynie słusznej pomocy.
To jest moja kolejna próba napisania o leśnej wyprawie do lasu, która miała miejsce niedawno i ciągle jest zdominowana przez grzyby. Dziś się nie dam i od razu przejdę do setna tematu.


Często siedząc na pieńku, który jest wspomnieniem istnienia zdrowego drzewa wyciętego z zniezrozumiałych dla lasu powodów, słuchając odgłosów wychwytywanych przez moje uszy i rejestrując wszystko co zdołają oczy przekazać do mózgu, zastanawiam się jaki ten las byłby gdyby nie działalność człowieka. Mniej bardziej zarośnięty? Mniej bardziej zdrowy? Na pewno czystszy szczególnie na jego poboczach gdzie leżą całe skupiska śmieci a gmina udaje, że tego nie widzi. Młodzież szkolna w dniu święta Ziemi sprząta tylko wokół szkoły i gminy, nikt nie pomyśli o lesie... Ale może intensywna nauka już począwszy w przedszkolach o szanowaniu lasu sprawi, że kolejne pokolenia wreszcie zrozumieją i opanują tę przyrodniczą mądrość. Jak miło było wychwycić uchem doskonale znane każdemu człowiekowi stukanie dzięcioła a wytężając wzrok nawet udało nam się go zobaczyć przy pracy. Dziarsko bębniąc u szczytu drzewa my tam na dole nie stanowiliśmy dla niego żadnego zagrożenia dzierżąc w dłoni koszyki i mogliśmy przez chwilę, zadzierając głowę do góry popatrzeć na tego małego leśnego doktora. U góry drzewny lekarz, u dołu lekarstwa pod postacią muchomorów i zastępy pracowników sprzątających las w postaci mrówek, dzików ryjących ziemię dla jej uzdatnienia i przyczyniając się do rośnięcia młodych drzew... i wielu innych pracowników, o których akurat w tej chwili nie pomyślałam, a są, a prężnie działają. Ale ja właśnie chciałam skupić się na tej leśnej młodzieży...



















Spacerując po lesie w poszukiwaniu darów jesieni dla moich podopiecznych i rozglądając się za szyszkami i żołędziami, a przede wszystkim za tymi drugimi, nie sposób było nie dojrzeć pięknie przebarwiających się dębów czerwonolistnych. W dodatku jak myślałam, że to leżące kolorowe liście i dopiero podczas próby ich podniesienia okazywało się, że są to młodziutkie drzewka o wielkich, nieproporcjonalnych liściach. Teraz jesienią wyraźnie widać młode samosiejki i nawet mąż zwrócił uwagę, kogo ja to tak ciągle przepraszam w tym pustym lesie. A ja przepraszałam dębusiowe dzieci co to je co i rusz ciągnęłam za listki, w końcu nauczyłam się rozróżniać te co spadły od nich samych, ku pewnie ich radości.

Nie wiem ile jest odmian dębów w naszym kraju, znam dwa. Naszego pospolitego dęba przebarwiającego się jesienią na żółto. Dość późno budzącego się wiosną, w moim ogrodzie jest zwiastunem prawdziwej wiosny, bo jak zdecyduje się w końcu ,,ruszyć" to znak, że pani Zima już na dobre sobie poszła. Rośnie wolno ale za to przybiera niesamowite rozmiary o imponującym, szerokim, mocnym pniu, a w jego konarach lubią zamieszkać ptaki.

Drugi to dąb czerwonolistny, przebarwiający się jesienią na czerwono - złociście i staje się wtedy wielką ozdobą ogrodowo - parkową. Rośnie dużo szybciej ale jego postura jest zdecydowanie smuklejsza. Jako rdzenny mieszkaniec Kanady nie boi się porywów wiosennych przymrozków i budzi się wcześniej od naszego rodzimego. Dąb klonolistny (zwany czerwonolistnym) został sprowadzony po II Wojnie Światowej w ramach darów społeczeństwa Kanady dla zrujnowanej Polski. Oczywiście nasze władze komunistyczne oficjalnie nie chciały tych darów przyjmować bo miał nas z powojennej nędzy wydostać nasz ówczesny nowy "sojusznik" i protektor czyli ZSRR. Dlatego oficjalnej pomocy PRL nie mógł przyjmować od zachodu. Na szczęście zwykli ludzie wielką politykę mają w nosie i kanadyjscy leśnicy szykowali sadzonki, zawozili do portu, tam załogi statków zabierały je bez ewidencji, w polskich portach przekazywali naszym dokerom. Ci zawozili to naszym leśnikom albo harcerzom. A ci z kolei szli do lasu i sadzili te sadzonki. Bo w tamtym czasie nie dość, że lasów było o kilkanaście procent mniej niż teraz, to jeszcze były bardzo zdewastowane w wyniku wojennej zawieruchy.

Najpiękniej dębusie prezentują się jesienną porą dlatego warto wybrać się do lasu na spotkanie z nimi. W moim ogrodzie posadzony jest ich duet i muszę przyznać, że nasz dębuś wiele zyskuje przy tym drugim, przy jaskrawych kolorach czerwieni, jego żółto-brązowe liście stają się bardziej wyraziste w szarej, jesiennej aurze jak i w promieniach słońca.  Ale o tym już w innym poście.


Pozdrawiam bardzo serdecznie :)


22 komentarze:

  1. Pięknie opisałaś swoją miłość do lasu, do natury ! Miło się czyta Twoje posty ! Ubierasz w słowa wszystko to co ja sama czuję ale nie umiem tego pięknie wyrazić !!
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Za oknem pada, a u Ciebie taka złota jesień. Sama przyjemność. Dziękuję za historię dębu klonolistnego.

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie to napisałaś.ja tak nie umiem ubrać w słowa.widać ze kochasz las,szanujesz przyrode:)mieszkamy w pięknych miejscach umiemy docenic to miejsce a las, drzewa przecież dają nam życie,energie,zdrowe powietrze.zwierzętom pokarm i schronienie.niestety dla jednych to tylko drewo,pieniądz,śmietnik.w naszych stronach jest okropnie przynajmniej my to zauważyliśmy.lasy pustoszeją,ciagają drzewa po drogach,,zasypują rowy,polują ciągle na zwierzyne ktorejjuz u nasnie ma pouciekaly a co najgorsze nie dokarmiają- karmniki zawalone zgniłym sianem od kilku ladnych lat.taką polityke mamy.to jest bardzo smutne.może następne pokolenie bedzie dobre i bedą dbać o wszystko.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jedni chodzą po lesie podziwiając go jak TY i zbierając jego dary, inni nie szanują go i zaśmiecają oraz niszczą. Masz rację szacunku do niego powinno się w szkole uczyć. Kocham dęby, to piękne drzewa. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dębowe dzieci cieszą oczy na działce moich Rodziców. Jedno takie wywędrowało aż do mnie na balkon :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak dobrze, ze lasy w Polsce sa panstwowe. Mozna spokojnie wejsc do lesnego swiata i wsluchac sie w jego rytm...
    A deby...przepiekne, dostojne drzewa. Ostatnio mialam przyjemnosc zobaczyc deba Bolko - najpotezniejszy dab na Lubelszczyznie, drzewo roku 2015.
    Pozdrowienia serdeczne :)

    OdpowiedzUsuń
  7. U mnie w ogrodzie rośnie ten czerwonolistny:) Został posadzony gdy urodził się nasz wnuk, 15 lat temu. Jego małe dzieci, dzieci, dębu oczywiscie, rezeszły się po całym naszym ogrodowym lesie:) Czasem przesadzam w lepsze miejsce, aby nie skość. Jest też ten wzykły, również samosiejka i nie wiem skąd przywędrował:)
    Twoje posty są bardzo przyjemne w czytaniu.
    Całuski.

    OdpowiedzUsuń
  8. Las to miejsce, które wycisza, uspokaja.... pozdrowienia z Przytulnego

    OdpowiedzUsuń
  9. Pięknie opisałaś życie w lesie, nam ludziom wydaję się, że las jest pusty a tam wszystkie stworzenia małe i duże pracują na to by wyglądał pięknie. Zaś człowiek przyjdzie i zostawi po sobie tylko śmieci i puszki po napojach. Czasem gdy spotykam takie wątpliwe pamiątki wstyd mi za takich ludzi.Pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja też uwielbiam spacery po lesie,jednak nie lubię chodzic sama,bo przeraża mnie czasami jego potęga -bierze górę nad urokiem i zaczynam się bać.A w towarzystwie zawsze rażniej.Na szczęście w naszych lasach jest dosć czysto.

    OdpowiedzUsuń
  11. Od ponad roku obserwuję w naszym lesie wycinkę drzew prowadzoną przed Nadleśnictwo, nawet w okresie letnim. Obserwuję, jak potężne maszyny niszczą drogi i ścieżki leśne, robotnicy palą ogniska i zostawiają po sobie butelki, puszki i folie. Zastanawiam się, dlaczego nazywani są przyjacielam przyrody???

    OdpowiedzUsuń
  12. Hello Agatek: It is always wonderful to be outside with Mother Nature, enjoying all of her gifts. Susan

    OdpowiedzUsuń
  13. The many colors of autumn. Thanks for sharing what your world looks like at this time of year.

    OdpowiedzUsuń
  14. Od zawsze dęby kojarzyły mi się z magią, siłą ogromną, taką witalną... Mają w sobie tak urok, moc taką, magnetyzm... No kocham je... :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Dęby to wspaniałe, szlachetne drzewa. Jakoś w swojej okolicy nie spotykam ich zbyt dużo, ale widzę coraz więcej dębowych maluchów, więc będzie pięknie :)))
    Z przyjemnością czytam o Twojej miłości do lasu i przyrody <3

    OdpowiedzUsuń
  16. Z przyjemnością przeczytałam leśną opowieść :-).
    Jestem jakaś taka nieuważna i nie dostrzegłam, że sikorki na moich zdjęciach siedzą właśnie na dębie czerwonym. W mojej okolicy ten gatunek ma się dużo lepiej niż nasze niektóre rodzinne dęby, które zaatakowane przez jakąś chorobę mają poskręcane liście. Gdzieś niedawno przeczytałam, że ten obcy gatunek dębu jest inwazyjny i zagraża naszej florze wypierając ją. Nie wiem co o tym myśleć bo to właśnie te piękne czerwone liście dodają takiego uroku naszym lasom jesienią.

    OdpowiedzUsuń
  17. Pod ostatnim Twoim komentarzem dałam przepis na pierogi, spróbuj:-) smacznego!

    OdpowiedzUsuń
  18. trochę się po blogu "poszwędam" teraz pięknie się witam :)))

    OdpowiedzUsuń
  19. Czytam Twoją opowieść,zamykam oczy i jestem w lesie.... Las to wspaniałe miejsce,tylko nie wszyscy potrafią w tym lesie być. zachwycały mnie lasy szwedzkie,niesamowite,takie pierwotne,miejscami nie do przedarcia się,tajemnicze,pełno w nich zwierząt.Ale tam przyrodę bardzo sie szanuje i tego szacunku uczone są dzieci od kołyski.Pozdrawiam1

    OdpowiedzUsuń
  20. Same mądre słowa tu czytam podpisuje się zatem pod nimi.
    Chciałby się by lasów w Polsce było jak najwięcej, a my ludzie byśmy umieli rozsądnie nimi gospodarować, a nie tylko szkodzić na teraz i na przyszłość.

    OdpowiedzUsuń
  21. Twoj tekst powinny czytac dzieci w szkole. Naprawde. By zrozumiec, dlaczego warto kochac las.
    Mieszkalam pod samym lasem, i starznie mnie serce boalalo, gdy ciagle potykalam sie o smieci. Udawalo sie nam, sasiadom, czasami te smieci zebrac, wywiezc, badz zakopac. a nawet wytropic tych, ktorzy te smieci do lasu wynosili.
    Deby-uwielbiam. W niedziele, siedzielismy sobie pod takim jedny, mial ze 150 lat i swoja kapliczke, no piekny!

    OdpowiedzUsuń