Obserwatorzy

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Pierwsze kury Warszawianki i Jarząbek



 
Zaraz jak tylko jajko zapoczątkowało wizję hodowli kur rozpoczęła się budowa kurnika... pierwszego kurnika. Właśnie zdałam sobie sprawę, że stawianie tutaj kurników idzie nadzwyczajnie szybko i obiekty te nie potrzebują długiego oczekiwania, jak ma reszta projektów, które czekają i czekają...  i do tej pory czekają...
Kurnik stanął w tydzień. Nie wtrącałam się w jego wygląd zewnętrzny ale skupiłam się na aranżacji wnętrza, która miała stanowić mini-stodołę, jaką znam z dzieciństwa. Oprócz klasycznej grzędy i miejsc do znoszenia jaj, stanęła półka na pół szopki, z przeznaczeniem na przechowywanie siana lub słomy. Głównym zadaniem jej było sprawienie aby  było ptakom cieplej i aby miały dodatkowe miejsce do znoszenia jaj. Półka sprawiła się rewelacyjnie i rzeczywiście stała się ulubionym miejscem nawet do wysiadywania jaj. Szopa ogromnie mi się podobała. Dość szybko została obita papą i straciła wiele ze swojego uroku, ale było to konieczne aby ptaki miały większą szansę na przezimowanie w niej. Z kimkolwiek nie rozmawialiśmy na temat naszych planów to sugerował abyśmy jesienią ubili i do zamrażarki, bo nie przezimują. Szczerze mówiąc, jako rasowy mieszczuch nawet mi do głowy nie przyszło, że kury mogą nie przezimować w drewnianym, szczelnie obitym papą kurniku i ze stertą siana dla większej ciepłoty. 

niedziela, 29 czerwca 2014

Na granicy dwóch światów i jajko

Ciężko zebrać się aby opisać to co wydarzyło się zaledwie kilka lat temu. Prościej by mi było ująć w słowa czasy z dzieciństwa czy innego okresu niż położyć się na fali wspomnień z pierwszych dwóch lat mieszkania tutaj :/ Rzadko kiedy zdarza się aby zaplanowane w szczegółach, nowe miejsce zamieszkania, przysporzyło tak niefrasobliwej niespodzianki niechęci i niezadowolenia jak przytrafiło się to mnie, w dodatku wyprowadzając się zaledwie pod Warszawę. Przeprowadzka z bloku do domu wolnostojącego i wymuszona ,,integracja z naturą" okazała się mocno chybionym pomysłem i zamiast cieszyć, stała się utrapieniem dnia codziennego. Na pewno duże znaczenie miało, że dom nie został całkowicie wykończony, wprowadziliśmy się na beton i gołe tynki, chociaż część pomieszczeń była już gotowa do zamieszkania. Brak ogrodu, brak w ogóle porządku wokół domu, kiedy to mieszczuch wychowany jest w ładnych, zielonych plenerach zadbanego osiedla, z masą ludzi, sklepów, placem zabaw i innymi udogodnieniami, na które  nie zwracało się uwagi. Wszystko to na pewno rzutowało na moje zniechęcenie i rozczarowanie miejscem, ale najgorsza była ta cisza, pustka otaczająca mnie z każdej strony.

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Nasi leśni sąsiedzi

Nie wiem czy to moja codzienność jest nietypowa, czy to ja jestem ,,niespokojnym duchem", ale ,,nie znany jest dzień ani godzina" naszego spokojnego jak by się zdawało życia w zaciszu podmiejskiej sielanki...
Błogim snem osnuty był nasz dom, gdy rozległ się mój krzyk i słychać było jak niemalże zlatuję ze schodów, lecąc na dół do śpiącego spokojnie męża. Jak jemu się udaje bez większego uszczerbku na zdrowiu przetrwać, to ja nie wiem, ale przecież kozioł (samiec sarny) w warzywniaku sąsiada, tuż pod naszym tarasem to niecodzienny widok, prawda? Szkoda by było nie pokazać domownikom... tak więc postawiłam wszystkich na nogi aby to zjawisko zobaczyli na własne, zaspane jeszcze oczy.


sobota, 21 czerwca 2014

W zgodzie z naturą

Właśnie pada. Delikatnie mówiąc bo leje jak z cebra o wielgaśnych dziurach. Wsłuchując się w szum spadającej wody zaczęłam się zastanawiać nad początkami oswajania się z tym miejscem, które może kiedyś stanie się ,,moim kawałkiem nieba"? Pompa wody lunęła, nawet zagrzmiało i jak za ciachnięciem noża ustało przejaśniając się z lekka aby za chwilę znów na nowo lunąć. To chyba jakaś zabawa sąsiadów z chmurami? Co który wyjdzie do warzywnika czy na podwórze to zaczyna lać znienacka i wygania ich do domu. Śmiesznie nawet wygląda taki szybko uciekający dorosły człowiek. Może to im się podoba, z wysokości chmury to pewnie zabawniej wygląda - uciekająca mrówka. Schowają się to przestaje i ta zabawa trwa już z dwie godziny.  Teraz słyszę, że coś sąsiad piłuje i pewnie zaraz znów lunie... Nie będę przytaczała wymiany zdań między sąsiadami jaka dociera do mnie przez otwarte drzwi balkonowe bo bogactwo słownikowe znacznie gryzło by się z moim zamysłem klimatu blogowego. Wygląda słońce, ciekawe na jak długo? Rozśpiewały się ptaki, a jest ich wiele... tak, one były tu dużo przede mną, przed nami. To ich ziemia, ich niebo i ich teren, ja jestem tutaj gościem, mam nadzieję, że nie intruzem czy wrogiem... I to jest mój cel odkąd tu przybyłam - nie niszczyć, nie ingerować. Wybierać półśrodki, iść na kompromis. 


piątek, 20 czerwca 2014

Pod wspólnym dachem

-Ku ku ryku!!! - rozbrzmiewa codziennie bladym świtem w moim kurniku. Podkreślę to raz jeszcze w moim, gdyż jestem Warszawianką z lekkimi naleciałościami wiejskimi z tytułu spędzania corocznych wakacji u rodzinki na wsi, ale absolutnie nie marzącej o posiadaniu własnego – żywego - podkreślę, rosołu. W najśmielszych wyobrażeniach na temat mojej przeprowadzki do domu wolnostojącego z działeczką 3 tys m2 z lekkim hakiem, o którego notorycznie się potykam – tak na marginesie jak o haku mowa ;) , nie było wizji  o żadnych gdacząco-piejących istotach i wielu innych, które jakoś tak się same z siebie zaczęły pojawiać w mojej posiadłości. A zaczęło się dość niewinnie…



czwartek, 19 czerwca 2014

Dzień dobry :)

Boże Ciało. Może właśnie ten dzień jest dobry na rozpoczęcie pisania bloga i przyniesie pomyślne wiatry i wraz z promieniami słońca będzie podsycał ogień natchnienia do pisania w miarę systematycznie? Wielką mam duszę, wielkie serce, wielką głowę pomysłów ale gorzej z wielką siłą do konsekwencji. Wystarczy cichy trel ptasi, szelest gałązki i kołyszący lot listka i już zmiana gotowa... chociaż nie tak do końca. Miłośniczka zwierząt i opiekunka całkiem sporego zwierzyńca muszę mieć w sobie tę odpowiedzialność, jakąś konsekwencję... ale może to po prostu miłość...? Ale po kolei, nie da się tak od razu o wszystkim napisać, jest tego za dużo.
Ale już teraz można wspomnieć, że otaczający nas świat jest piękny i warto znaleźć dla niego chociaż troszkę czasu aby się zatrzymać w pędzie współczesnej gonitwy za postępem i rozejrzeć się wokół siebie, na błękitne niebo, soczystą zieleń, kolory tęczy ukryte w każdym kawałku naszej planety.
Zapraszam i będzie mi miło poznać wiele interesujących osób z blogowego kręgu i nie tylko, a może nawet nawiązać nowe przyjaźnie...
Dzień dobry :)